Lopez ma 37 lat, a Simon jest o trzy lata młodszy, co dało najstarszy finał w historii tych zawodów. Obaj weterani stworzyli emocjonujące i stojące na wysokim poziomie widowisko.

 

Hiszpan, który dostał się do głównej drabinki dzięki przyznanej przez organizatorów tzw. dzikiej karcie, wywalczył siódmy tytuł w karierze. Z poprzedniego cieszył się dokładnie dwa lata temu na tych samych kortach trawiastych.

 

- Myślałem, że najlepszym momentem w mojej karierze był sukces z 2017 roku, ale to nieprawda. On miał miejsce przed chwilą - zaznaczył.

 

Zawodnik z Półwyspu Iberyjskiego obecnie zajmuje dopiero 113. miejsce w rankingu ATP. Po niedzielnym zwycięstwie pobiegł na trybuny do swojej narzeczonej Sandry Gago.

 

- Mogła słyszeć o tym leworęcznym hiszpańskim tenisiście, ale nie wygrałem zbyt wielu meczów odkąd się poznaliśmy. Teraz mogę jej powiedzieć, że jestem przyzwoitym zawodnikiem - podkreślił z uśmiechem.

 

Poprzednio w turnieju tym gracz z tzw. dziką kartą zwyciężył 20 lat temu. Był nim Amerykanin Pete Sampras.

 

Lopez po raz ósmy zmierzył się z 38. na światowej liście Simonem i po raz szósty był górą. Francuz ma na koncie 14 wygranych imprez, ale żadnej na trawie. Poprzednio w finale zmagań na takiej nawierzchni wystąpił sześć lat temu w Eastbourne, gdy lepszy od niego okazał się... Lopez.

 

Hiszpan nie miał dużo czasu na świętowanie triumfu. Po półgodzinnym odpoczynku stawił się bowiem do występu w finale debla, w którym partneruje Brytyjczykowi Andy'emu Murrayowi.

 

W imprezie na kortach Queen's Clubu Polacy nie brali udziału.

 

Wynik finału:

 

Feliciano Lopez (Hiszpania) - Gilles Simon (Francja) 6:2, 6:7 (4-7), 7:6 (7-2).