Para Artur Zakrzewski i Łukasz Jaworski zdobyła pierwszy złoty medal na Igrzyskach Europejskich w Mińsku. Biało-Czerwoni nie mieli sobie równych w konkursie synchronicznych skoków na trampolinie. Wielu ekspertów, jak i oni sami nie liczyli na złoty medal podczas zawodów, jednak błędy faworytów oraz świetna dyspozycja Polaków zadecydowała o końcowym sukcesie.

- Szczerze mówiąc, nie przyjechaliśmy tutaj po medale. Chcieliśmy zaprezentować nasz pełen program i nacieszyć kibiców naszymi skokami. Wspólnie trenujemy od 20 lat z Łukaszem Jaworskim. To mój przyjaciel, z którym od lat ćwiczymy synchrony. W skokach najważniejsze jest wspólne spadanie na siatkę. Udało nam się sprawić wrażenie, jakby skakała jedna osoba – powiedział Artur Zakrzewski.

Nasi złoci medaliści znają się od dziecka. Wspólne treningi od blisko 20 lat z pewnością pomogły przy planowaniu występów, bo przecież zgranie jest kluczowe przy występach na trampolinie. Występ w Baku jest jednym z największych sukcesów polskich gimnastyków. Nie przyszedł on jednak łatwo, ponieważ panowie przygotowali się do zawodów w Mińsku najdłużej w karierze.

- Wciąż są w nas wielkie emocje. Zawsze marzyłem, żeby z takiej prestiżowej imprezy przywieźć choćby brązowy medal. Udało się złoto, co jest sporym krążkiem. O sukcesie zadecydowało 20 lat pracy, a nie ostatnie treningi. Nie jest łatwo pogodzić treningi z innymi obowiązkami. Nasz układ przygotowaliśmy dużo wcześniej. Przyznam szczerze, że chyba najdłużej w karierze pracowaliśmy nad naszym występem. Trenowaliśmy, żeby wszystko było równo, wysoko, czysto technicznie, czyli to, co jest najistotniejsze – dodał Jaworski.