- Jestem szczęśliwa, że udało mi się wygrać tę walkę 3:2. Szczęście pomaga lepszym - powiedziała Koszewska.

 

Przyznała, że walka ze sporo niższą zawodniczką z Irlandii nie była idealna.

 

- Było bardzo ciasno, niepewnie. Miałam dobre momenty, były też takie przespane, spóźnione - powiedziała Koszewska. „Moja śp. mama czuwa nade mną i nie daje mu zrobić krzywdy - dodała.

 

Przypomniała, że ostatnie duże osiągniecie w boksie amatorskim miała w 2005 r., kiedy zdobyła mistrzostwo Europy. „To było 14 lat temu i po tych 14 latach jest jakiś wynik. Jestem bardzo szczęśliwa” - podkreśliła.

 

- Przypomina mi się mądre przysłowie, że czasami trzeba sto razy przegrać, żeby raz wygrać. Mi ostatnio tak ze zmiennym szczęściem szło, a te najważniejsze walki były w plecy - mówiła polska zawodniczka.

 

- Tym większa jest radość, że na tych zawodach, bardzo ważnych dla mnie, udało się już dojść do finału, więc mam co najmniej srebro - podkreśliła Koszewska, która w sobotnim finale zmierzy się z Assuntą Canforą. W piątek Włoszka pokonała ona Niemkę Nadine Apetz.

 

- Sparowałam raz z zawodniczką z Włoch, więc wiem, że jest dobra, ale wiem też, czego się po niej spodziewać - zapowiedziała.