Artur Łukaszewski: Po wczorajszym meczu, miałem w głowie czarny scenariusz. Znowu było w decydującym momencie 9:6 dla Ciebie i punkt zdobyła Węgierka.

 

Qian Li: Przy stole nie jest najważniejsza taktyka. Normalne, że się stresowałam, bo był to ważny mecz dla nas. W piątek nie miałam szcześcia, nie wytrzymałam psychicznie i fizycznie. Bardzo żałuję poprzedniego meczu, bo grałybyśmy o złoto. Teraz walczyłam do końca i udało mi się wywalczyć nam medal.

 

Były momenty, że traciłaś koncentracje. Robiłaś sobie przewagę, a później traciłaś seryjnie punkty.

 

Tak, to był ostatni mecz. Moja przeciwniczka też chciała wygrać. Bardzo dobrze gra, w takich momentach najważniejsza jest psychika. Kto wytrzyma do końca ten wygra.

 

W decydującym starciu udźwignęłaś presję. Ciężko było się zregenerować, by postawić takie warunki i wygrać?

 

Mecz z Niemkami był bardzo trudny. Bardzo dobrze grały i odbierały moje ataki. Miałam szansę, żeby wygrać, niestety nie wykorzystałam jej i bardzo tego żałuję. Musiałam się z tym pogodzić i poszłam dalej, po brąz.

 

W meczu o brąz grałaś agresywniej, więcej atakowałaś. Postanowiłaś zaryzykować?

 

Tak, po piątkowym spotkaniu podczas analizy zobaczyłam, że grałam bardzo pasywnie. Dzisiaj chciałam grać odważnie. Nadarzyła się taka okazja, więc ją wykorzystałam. Nie wszystko mi wyszło, ale te kluczowe momenty tak. W decydujących piłkach trzeba ryzykować.

 

Po raz kolejny wasze spotkanie trwało blisko trzy godziny...

 

Każdy mecz jest trudny i w każdym trzeba dać z siebie wszystko. Najważniejsze, że wygrałyśmy i możemy cieszyć się z medalu!