Francja w finale zameldowała się czwarty raz z rzędu. Po trzech porażkach mistrzynie Europy z 2001 i 2009 roku będą w niedzielę chciały odwrócić niekorzystną serię w walce o złoto. Hiszpania w finale zagra piąty raz w historii, a ze złoto cieszyła się w 1993, 2013 i 2017 roku. Dwa lata temu w Pradze Hiszpanki pokonały Francuzki 71:55.

 

"Trójkolorowe" do wygranej z rewelacją turnieju Wielką Brytanią, która po raz pierwszy dotarła do tej fazy, poprowadził duet Marine Johannes - 20 pkt i pięć asyst oraz Sandrine Gruda, która miała double-double - 11 pkt i 10 zbiórek. Francuzki wygrały walkę pod tablicami 47:39 i miały wyższy procent rzutów za dwa punkty - 40 (przy 35 proc. Brytyjek).

 

Hiszpanki prowadziły z Serbkami, mistrzyniami Europy z 2015 r. i trzecią drużyną igrzysk, przez trzy kwarty, grając twardo w obronie i szybko w ataku. Po 30 minutach wicemistrzynie olimpijskie wygrywały 58:50, ale ostatniej kwarcie niesione dopingiem publiczności zawodniczki trenerki Mariny Maljkovic zaczęły odrabiać straty. Po rzucie rozgrywającej AZS UMCS Lublin Dajany Butuliji prowadziły 64:62 w 36. minucie. Potem na parkiecie trwała walka o każda piłkę i także wojna nerwów. Wyszły z niej zwycięsko Hiszpanki, bo Serbki zbyt nerwowo oddawały rzuty i pudłowały.

 

Najlepszą wśród koszykarek Lukasa Mondelo była Astou Ndour - 17 pkt, a była zawodniczka Wisły Kraków Laura Nicholls miała double-double - 10 pkt i 10 zbiórek.

 

W tegorocznym Eurobaskecie zespoły walczą nie tylko o medale, ale i o awans do kwalifikacji do igrzysk w Tokio. Do czterech turniejów (2-10 lutego 2020) z udziałem 16 ekip trafi sześć najlepszych zespołów ME. W sobotę taki krok uczyniły Belgijki - lepsze od Węgierek 72:56, a także niespodziewanie Szwedki, które pokonały Rosję 57:52.

 

Drugi raz z rzędu w finałowym turnieju zabrakło Polski.

 

Pierwszy raz w historii mistrzostwa odbywają się w dwóch państwach: Łotwie i Serbii.