- Kibice widzą tylko mały skrawek naszej pracy. Zawody to wisienka na torcie naszego wysiłku. W międzyczasie czyścimy motocykle, przygotowujemy je i dojeżdżamy na zawody. Po każdym meczu mamy jeszcze materiał do przeanalizowania. Często w drodze powrotnej myślimy nad tym, co mogliśmy poprawić w sprzęcie - powiedział Zarzycki.

Mechanik pracuje zarówno z seniorami, jak i młodszymi przedstawicielami żużla. Chociaż motocykle są te same, to często praca z juniorami wymaga innego podejścia, szczególnie od strony psychologicznej.

- Praca z juniorami jest podobna, ale doświadczeni zawodnicy wiedzą, co chcą, ponieważ mają swoje zespoły odpowiedzialne za ich osiągnięcia na torze. Młodszym trzeba trochę podpowiadać, ale i hamować, ponieważ za szybko oczekują efektów. Przypomina to trochę pracę psychologa - podkreślił.

W trakcie sezonu żużlowego mechanicy mają ręce pełne roboty. Nie ma czasu na odpoczynek. Często sprawy rodzinne schodzą na plan dalszy i "brakuje im doby", by przygotować wszystko, co sobie założyli.

- Mój sezon trwa osiem miesięcy. Do połowy października trwają rozgrywki, więc jeszcze do początku listopada odświeża się stare ramy motocykla, ewentualnie zamawia się nowe części. Od stycznia składamy maszyny od nowa - dodał.

Czy pracę mechanika żużlowego można porównać do ich odpowiedników z Formuły 1? Z pewnością wiele ich łączy, jednak budżety i specyfika pojazdów jest zupełnie inna.

- Na pewno są pewne podobieństwa jak między innymi walka z upływającym czasem. Jednak mechanicy żużlowi to tak wąskie grono, że często sobie pomagamy. Bywa tak, że koledzy z przeciwnej drużyny pożyczają nam części w trakcie wyścigu. Zapewne to w Formule 1 nie miałoby miejsca.