W poprzedniej edycji pula nagród challengera Sopot Open wyniosła 64 tysiące euro. Najlepszy singlista otrzymał 9200 (jego finałowy rywal 5400), a triumfatorzy deblowych zmagań dostali do podziału 3950 euro (2350). Tym razem triumfatorzy sopockiej imprezy wzbogacą się odpowiednio o 12 250 i 5250 euro.

 

- Naszym celem było podwyższenie puli nagród i cieszę się, że dzięki sponsorom udało się tego dokonać. Do tego triumfator otrzyma 100 punktów do rankingu ATP. To będzie najlepiej obsadzona impreza rozgrywana w tym terminie w Europie, a może i na świecie. Konkurować z nami może tylko turniej w Chinach – zaznaczył na konferencji prasowej w Sopocie Fyrstenberg.

 

W Sopocie zagra ubiegłoroczny zwycięzca 37-letni Włoch Paolo Lorenzi, który po trwającym blisko trzy godziny pojedynku pokonał w finale Hiszpana Daniela Gimeno-Travera 7:6 (7-2), 6:7 (5-7), 6:3.

 

- Jest to zawodnik dość wiekowy, ale dwa lata temu znalazł na 33., czyli najwyższym w karierze miejscu w światowym rankingu. Dotarł także do czwartej rundy US Open. Udało nam się ponadto zaprosić Tseng Chun-hsina, o którego zabiegaliśmy już rok temu. Niespełna 18-letni zawodnik z Tajwanu może poszczycić się lepszymi osiągnięciami w gronie juniorów od Federera i Djokovica. Kibice będą mieli również okazję kibicować polskiej rakiecie numer dwa, czyli Kamilowi Majchrzakowi, który idzie stale w górę i zbliża się do czołowej 100 ATP – dodał.

 

Fyrstenberg podkreślił, że Sopot Open ma także wspierać i promować polski tenis, dlatego 11 z 12 „dzikich kart”, zarówno do eliminacji jak i turnieju głównego, przyznano krajowym zawodnikom.

 

- Jedną taką przepustkę mamy jeszcze w zanadrzu, bo nie ukrywam, że prowadzimy pewne rozmowy i liczymy na przyjazd do Sopotu kolejnej super gwiazdy. Warto trochę poczekać, bo nie wiadomo co się wydarzy. Jeśli jednak nie uda nam się takiego pokroju tenisisty sprowadzić, to przekażemy "dziką kartę” kolejnemu naszemu reprezentantowi – wyjaśnił.

 

Jedną z „dzikich kart” do turnieju głównego otrzymał Michał Przysiężny, który w Sopocie zakończy karierę.

 

- Wszystko wskazuje na to, że podczas tego turnieju pożegnamy także inną wielką postać polskiego tenisa, czyli Marcina Matkowskiego, który zagra w deblu z ubiegłorocznym triumfatorem gry podwójnej Szymonem Walkowem. W finale Szymon razem z Mateuszem Kowalczykiem wygrali z Filipińczykiem Rubenem Gonzalesem i Amerykaninem Nathanielem Lammonsem 7:6 (8-6), 6:3 – przypomniał.

 

Sopot Open ma być również wyjątkowo przyjazny dla środowiska.

 

- To będzie turniej ekologiczny, co związane jest to z dodatkowymi obowiązkami i kosztami, ale to właściwy i jedyny kierunek. Sprowadza się to m. in. do tego, że licząca około 150 osób obsługa będzie używała butelek wielorazowych, będziemy także na trybunach segregowali śmieci – stwierdził.

 

Organizatorzy tej imprezy liczą, że systematycznie będzie ona zyskiwać na prestiżu i sportowej randze.

 

- Dostaliśmy słowne zapewnienie, że nasz sponsor tytularny zamierza długoterminowo nas wspierać, z czego bardzo się cieszymy. Mamy plany, żeby pula nagród tego turnieju osiągnęła niebawem kwotę 250 tysięcy euro. Nie jest to łatwe, ale wierzę, że w ciągu trzech lat, przy dobrym lobbingu w ATP, uda nam się tego wspólnie dokonać i znaleźć się na tym finansowym poziomie – podsumował.

 

Turniej rozpocznie się 29 lipca, a finały singla i gry podwójnej zaplanowano 4 sierpnia. W zeszłym roku, ze względu na spór wokół sopockich kortów, impreza odbyła się w Gdyni.