Polscy siatkarze sprawili wielką niespodziankę w dość eksperymentalnym składzie zdobywając brązowy medal tegorocznej Ligi Narodów. Na turnieju w Chicago dwukrotnie pokonali pierwszy skład Brazylijczyków.

 

- Uśmiech nie schodzi nam z twarzy. Spodziewaliśmy się, że na lotnisku będziemy przywitani przez kibiców, ale ich liczba zrobiła na nas wielkie wrażenie. Wydaje mi się, że w Chicago daliśmy z siebie więcej niż tak naprawdę mieliśmy. Pokazaliśmy, że jesteśmy "walczakami" i "młodymi wilkami", wydzierającymi punkt za punktem, bez względu na wynik. Usłyszeliśmy wiele pozytywnych słów, także od innych drużyn i trenerów. Między innymi selekcjoner Rosji powiedział nam, że byliśmy świetną drużyną i graliśmy kapitalnie - powiedział Karol Kłos.

 

Środkowy reprezentacji Polski nie potrafił wskazać najtrudniejszego momentu turnieju Final Six.

 

- Nie było trudnych momentów, ponieważ cały czas byliśmy drużyną i to nas napędzało i motywowało. Nawet po porażce z Rosją w półfinale było widać, że wszyscy są już gotowi na kolejne spotkanie. Brązowy medal smakuje nam jak złoto. Pamiętam co czułem w 2014 roku, gdy sięgałem po mistrzostwo świata i muszę przyznać, że po wywalczeniu trzeciego miejsca w Lidze Narodów czuję się bardzo podobnie. Jestem niesamowicie dumny, tym bardziej że po raz pierwszy występowałem na parkiecie w tak ważnej roli, a chłopaki wspierali mnie i dodawali mi skrzydeł - powiedział Kłos, który w Chicago pełnił funkcję kapitana kadry.

 

Na koniec odniósł się również do najbliższej przyszłości. Kłos, razem z Maciejem Muzajem, Bartoszem Kwolkiem, Łukaszem Kaczmarkiem i Bartoszem Bednorzem dołączył do kadry, która w Zakopanem przygotowuje się pod okiem Vitala Heynena do turnieju kwalifikacyjnego do igrzysk olimpijskich w Tokio.

 

- Kilka osób jedzie teraz do Zakopanego. Nie odczuwamy presji związanej z walką o miejsce w składzie. To już bardziej zmartwienie selekcjonera. My możemy się tylko cieszyć, że przy tak dużej konkurencji jesteśmy brani pod uwagę w kontekście dołączenia do pierwszej reprezentacji - zakończył Kłos.