Edwards odniósł w nocy z soboty na niedzielę ósme zwycięstwo z rzędu w UFC, co samo w sobie stanowi pewną kartę do otrzymania szansy na walkę o pas. Po pokonaniu Dos Anjosa przyznał jednak, że na razie nie chce rewanżu z Kamaru Usmanem (15-1, 6 KO, 1 SUB), a w zamian wolałby się zmierzyć ze świetnie spisującym się w ostatnim czasie Masvidalem.

 

- Mam osiem zwycięstw z rzędu w najtrudniejszej kategorii, jeśli chodzi o MMA. Jest pewien tchórz o nazwisku Masvidal i to z nim chciałbym się teraz zmierzyć. Zgódź się na ten pojedynek! Nie jesteś co prawda zawodnikiem na moim poziomie, ale zróbmy to i miejmy za sobą - powiedział Edwards w wywiadzie po walce z Dos Anjosem.

 

Masvidal popisał się ostatnio dwoma, kapitalnymi nokautami. Najpierw 16 marca na gali w Londynie odciął od prądu Darrena Tilla (17-2-1, 10 KO, 2 SUB), a następnie 6 lipca w sześć sekund zrobił to samo z Benem Askrenem (19-1-1NC, 6 KO, 6 SUB), czym zapisał na swoim koncie najszybszy nokaut w historii organizacji.

 

Po walce z Tillem, Masvidal spotkał się z Edwardsem w tunelu prowadzącym do szatni. Między zawodnikami wywiązała się zakończona bijatyką kłótnia, a obaj panowie musieli zostać rozdzieleni przez ochroniarzy. Nic więc dziwnego, że "Rocky" chciałby udowodnić swoją wyższość w oficjalnym pojedynku.

 

No cóż... "Raz na wolce, a raz w oktagonie"?