Wprost trudno uwierzyć, że przed dwoma laty gnieźnianie walczyli na drugoligowym froncie, a dziś błyszczą w Nice I lidze. W klubie przy W25 wykonano znakomitą pracę. O żużlowe spektakle w pierwszej stolicy Polski można być spokojnym. W niedzielę 28 lipca Rafael Wojciechowski ponownie mógł być ukontentowany, gdyż pomimo upalnej pogody żużlowcy stworzyli wyjątkowe widowisko. Oli Berntzon nie mógł wesprzeć ekipy Car Gwarant Start Gniezno, gdyż wciąż leczy skutki upadku w meczu szwedzkiej Elitserien. Walczył jak lew z Peterem Ljungiem, ale zaparkował na wirażu i doznał urazu kości czworobocznej w prawej dłoni. Z jednej strony nieszczęście, a z drugiej idealny scenariusz dla kierownictwa Startu Gniezno, gdyż można było spróbować wariantu z Andriejem Kudriaszowem, który rewelacyjnie spisał się 7 lipca w wyjazdowym meczu w Rybniku.

 

Tym razem Rosjanin nasączany mądrymi wskazówkami Janusza Borzeszkowskiego nie był tak skuteczny jak na Górnym Śląsku. Ostrowianie udowodnili, że w pełni zasługują na miejsce w play-off. Samuel Peter Masters, indywidualny mistrz Australii w 2017 roku, okazał się królem polowania na błyskotliwe starty. „Nawet z cmentarzyska puszczałem idealnie sprzęgło. Drugi tor był dramatyczny, trzecie pole nie lepsze, ale udało się przywieźć punkty dla drużyny” – mówił po meczu uradowany Sam Masters. Australijczyk dał popis jazdy parą w XIII wyścigu, kiedy rozglądał się jak profesor i poczekał na Grega Walaska. Rewelacyjnie ogląda się Mastersa czującego bluesa. To w głównej mierze on jest architektem remisu w tym spotkaniu. 45-45, a więc bonus i jeden punkt meczowy powędrował dla zespołu Mariusza Staszewskiego. Swoje bezcenne oczka dołożyli Tomasz Gapiński i Nicolai Klindt. Prezes Radosław Strzelczyk chciał spać spokojnie przed meczem i marzył o bonusie, a wyjeżdżał z Gniezna szczęśliwy i z tarczą jak przystało na rycerza, bo ambitna jazda zaowocowała dwoma dużymi punktami. Ostrowianie mają komfortową sytuację, bo w ostatniej kolejce podejmują na własnym torze ekipę Orła Łódź. Lech Kędziora, przemiły człowiek i znakomity trener ma nóż na gardle, bo 4 sierpnia jego chłopcy muszą wygrać i liczyć na to, że Łotysze potkną się w Daugavpils z tarnowianami. Okrutnie trudno będzie o taki scenariusz dla Orła…

 

Karetka z Florydy

 

Anna i Ireneusz Florczakowie to ludzie o czułym sercu. Pani Anna jest pielęgniarką w gnieźnieńskim szpitalu, a każdy jej gest świadczy o tym, że jest urodzona do tego zawodu. Lubi nieść pomoc potrzebującym. Kocha speedway, a jej mąż pan Ireneusz ma smykałkę do ratowania ludzi oraz do biznesu (założył firmę, która wypełnia lukę w transporcie medycznym). Przeto małżeństwo Florczaków zimą sprowadziło z Jacksonville karetkę wymalowaną w czerwono-czarne barwy, dołożyło herb Startu i pojazd robi furorę! Gdziekolwiek nie pojadą w Polskę, ludziska dziwują się i przyglądają karetce, która jest jeżdżącą reklamą żużlowego klubu z Gniezna. Coś pięknego. Ważne, że karetka wyjechała tylko raz, bo do prezentacji. Stanisław Gała, były żużlowiec Startu w latach 1976-1982 wzorowo przygotował tor, a zna się na tym jak na człowieka urodzonego w Kleszczewie pod Lesznem przystało.

 

Pod snopkiem zboża przyszedł na świat Stanisław Gała. Nie dość, że zna się na pracy toromistrza, to jeszcze wychował syna, który jest prowadzącym parę: Adriana Gałę. Adrian przed laty był przeganiany przez fachowców z parku maszyn. Zaciągnął się na statek pod banderą Scott Nicholls, a z czasem z mechanika przeistoczył się w żużlowca. I jeździ wybornie, bo gromadzi wiele punktów dla Startu. Gniezno osobliwymi fachowcami stoi! Jeżeli dodamy jeszcze „Wesołego”, czyli byłego czołgistę, który wchodzi do polewaczki i dba o tatuaż Travisa Pastrany na lewym bicepsie, a przy tym niedawno zdał egzamin na kierownika startu (wszak Roman Szterba wieczny nie będzie), to otrzymamy pejzaż pasją malowany. Oby jak najrzadziej wyjeżdżała ta zacna karetka i oby „Wesoły” nie utopił się w polewaczce, do której wskakuje jako maskotka Startu. Boska odmienność i pochwała szaleństwa zamieszkuje w Gnieźnie przy Wrzesińskiej 25. Antonin Kasper musi być przeszczęśliwy spoglądając z niebiańskiej sofy na tych pozytywnych szaleńców z Gniezna!

 

Wybrzeże poza fazą play-off

 

Współczuję Tadeuszowi Zdunkowi. Kocha motocross, więc zamiast obgryzać palce w Tarnowie, powinien rozkoszować się 13 rundą GP w motocrossie w Loket nad rzeką Ohrzą… Piękne skalne formacje, zamek, meandry rzeki, old schoolowy tor do motocrossu, najlepsi na świecie i najlepsze na globie, bo Nowozelandka Courtney Duncan wygrała trzecią rundę kobiecych MŚ w motocrossie i czyni wszystko, aby zdystansować Larissę Papenmeier i Amandine Verstappen w klasyfikacji generalnej. Wiele wskazuje na to, że Courtney Duncan z Dixon Racing wspierana przez Kawasaki, będzie gościła na gali FIM Awards w Monte Carlo w pierwszą niedzielę grudnia…


A chłopcy Mirosława Berlińskiego nie pojadą w play-off. Zdunek Wybrzeże ma wszelakie atrybuty, aby błyszczeć w Nice I lidze. Ładny stadion w centrum miasta, ciekawy skład seniorski, dobrych sponsorów, świetnego speca od przygotowania kondycyjnego. A mimo to nie wychodzi… Unia Tarnów pokonała gdańszczan 49-41 i zapewniła sobie awans do fazy play-off, choć wyjazd do Daugavpils nie będzie wycieczką. Istotne, aby zająć korzystne miejsce przed bitwą o mistrzostwo. Tomasz Proszowski, miłośnik kolei żelaznej, nie boi się żadnego rywala i chyba nawet w skrytości ducha chciałby trafić na PGG ROW Rybnik w półfinale play-off, który rozpocznie się już 18 sierpnia, a więc zaledwie 3 dni po finale Młodzieżowych Indywidualnych Mistrzostw Polski i po turnieju o Koronę Bolesława Chrobrego…