Robert Lewandowski zaczął finałowe spotkanie Audi Cup na ławce rezerwowych, ustępując miejsca utalentowanemu Jannowi-Fiete Arpowi. Był to pierwszy pojedynek obu zespołów w historii.
 
Po chaotycznym początku spotkania na prowadzenie wyszedł Tottenham, który zawiązał piękną akcję. Georges-Kevin N'Koudou wypracował bramkę Erikowi Lameli i to goście zbliżyli się do trofeum. Wielkie chęci do gry wykazywał młody Sarpreet Singh, którego nazwisko było wypowiadane przez komentatorów najczęściej, ale Bayernowi brakowało konkretów.
 
To jednak Spurs byli konkretniejsi, a po szeregu roszad wykonanych w przerwie Koguty podwoiły swoje prowadzenie. O piłkę w polu karnym Svena Ulreicha powalczył Harry Kane, a po jego odegraniu do siatki trafił Christian Eriksen.
 
Na odpowiedź mistrza Niemiec nie trzeba było zbyt długo czekać: kilkadziesiąt sekund później Arp wykorzystał perfekcyjne zgranie piłki przez Alphonso Daviesa. 
 
Na boisku był już wówczas Polak, jednak mowa tutaj nie o Lewandowskim, lecz Marcelu Zylli. Dla młodzieżowego reprezentanta Polski był to debiut w pierwszej drużynie Bayernu. Na kwadrans przed końcem dołączył do niego wspomniany Lewandowski, a Zylla... pożegnał się z murawą. Zmienił go Kingsley Coman, który musiał opuścić boisko... zaledwie minutę później. Francuz nabawił się kolejnej kontuzji, która prawdopodobnie wykluczy go z początku sezonu.
 
To zdecydowanie był wieczór wschodzących gwiazd klubu z Bawarii, bowiem w końcówce upragnione wyrównanie dał Davies celnie uderzając z dystansu. Remis oznaczał serię rzutów karnych, która długo nie wyłaniała zwycięzcy. Jedenastki już na początku zmarnowali David Alaba i Christian Eriksen, jednak później zawodnicy obu zespołów byli bardzo skuteczni. Jedenastkę wykorzystał między innymi Lewandowski. Pomylił się dopiero Jerome Boateng, którego świetnie wyczuł Paulo Gazzaniga. 
 
Zwycięzcą Audi Cup 2019 został więc Tottenham.