Podobnie jak przed rokiem wygrał po finiszu z peletonu Niemiec Pascal Ackermann (Bora-Hansgrohe).

 

- Zawsze jest tutaj troszkę chaotycznie, ciasno, niebezpiecznie. Dziś nie było klasycznego prowadzenia +pociągów+ przez poszczególne drużyny. Trzeba było przeskakiwać z koła na koło i mieć troszkę szczęścia. Zwyciężył zawodnik, który miał to szczęście, ale i najlepsze nogi – ocenił Franczak. Przed rokiem w Krakowie również był w czołówce, plasując się na dziesiątym miejscu.

 

Zadaniem Franczaka było uplasowanie się w pierwszej dziesiątce.

 

- Taki był cel postawiony na odprawie przed etapem, więc ósma lokata jest ok. Poza tym mieliśmy zabrać się do ucieczki i zdobyć jakąś koszulkę. Ten cel zrealizował z kolei Kuba Kaczmarek. Wszystko się nam udało na tym etapie. Możemy być zadowoleni – podsumował.

 

Kaczmarek uciekał przez 117 km z Francuzem Charles’em Planetem, a początkowo także z kolegą z reprezentacji Adrianem Kurkiem, który przewrócił się jednak tuż po lotnej premii w Myślenicach (26 km).

 

- Chcieliśmy pokazać się jako reprezentacja i udowodnić, że kolarze z grup kontynentalnych są naprawdę silni. Teraz moim zadaniem jest obrona koszulki – podkreślił Kaczmarek.

 

Dzięki wygranym lotnym finiszom w Czernichowie i Krakowie oraz trzeciej lokacie w Myślenicach zdobył siedem sekund bonifikaty. W ten sposób nie tylko założy w niedzielę koszulkę najaktywniejszego, ale w klasyfikacji generalnej zajmuje drugie miejsce.

 

W rozmowie z dziennikarzami opisał wypadek Kurka.

 

- Kolega wygrał pierwszą lotną premię. Mocno finiszował, ale na bruku było dość ślisko i zarzuciło mu tylne koło. Wywinął koziołka. Na szczęście nic mu się nie stało, wrócił do peletonu - relacjonował.