Świat żużla zazwyczaj kojarzy się z męskim sportem, jednak wbrew pozorom można w nim znaleźć też płeć piękną. Panie często wspierają swoich partnerów przed, w trakcie i po zawodach. Często jednak żużlowcy narzekają na nie w parku maszyn.


- Baba w parkingu przynosi pecha. Tak niektórzy mężczyźni mówią - stwierdziły chórem żony żużlowców Adriana Mierzejewska i Mirella Świst.


- Inni zawodnicy zaś, jak widzą swoją kobietę na trybunach dostają dodatkowej energii. W dużej mierze zależy to od facetów. Czasami jak myślą o rodzinie, to przychodzą im do głowy różne rzeczy. Zastanawiają się, czy jak coś się stanie, to czy ich najbliżsi dadzą sobie radę bez nich. Do każdego żużlowca trzeba podejść indywidualnie - dodała Joanna Michalska


- Jeden potrzebuje, żeby partnerka była przy nim, a inny woli, żeby druga połówka obserwowała zawody z domu, ponieważ go to niepokoi i wyprowadza go to z równowagi - odpowiedziała Świst.


Czy jest to dla was trudna sytuacja, kiedy wasi mężczyźni tęsknią za jeżdżącymi fankami? Czy podchodzicie do tego z dystansem? Jak sobie z tym radzicie? - zapytał gospodarz programu Tomasz Lorek.


- Dla mnie mój facet jest bohaterem. Zawsze miałam do niego zaufanie. W sercu mam to, że zawsze był mi wierny i taki pozostał. Nigdy nie miałam z tym problemu, kiedy podprowadzające przyglądały się mojemu mężowi. Wręcz niech ich pobudzają do walki. Mnie to absolutnie nie przeszkadza - zaznaczyła żona Piotra Śwista finalisty IMŚ na żużlu z Vojens w 1994 roku.


- Sama czasami sobie zawieszę oko nad tymi pięknymi paniami - przyznała Mierzejewska, żona i menedżerka zawodnika Wilków Krosno Pawła Hliba.


- Nie dziwię się, że chłopcy za nimi spojrzą. Jednak dom to jest rodzina i przywiązanie - wtórowała Świst.


- To byłoby dziwne, gdyby żużlowiec nie spojrzałby na taką piękną kobietę. W końcu jest mężczyzną - podsumowała była dyrektor marketingu w GKM Grudziądz i Arged Malesa Ostrovii.

 

Cała rozmowa w załączonym materiale wideo.