Marcin Lepa: Ciężki, trzydniowy turniej. Paradoksalnie najwięcej nerwów było w meczu ze Słowenią, kiedy byliście już najbliżej celu.

 

Paweł Zatorski: Chyba zawsze tak jest, że jak drużyna ma do wykonania ostatni krok to najbardziej się spina. Nam nie do końca wszystko wychodziło tak, jak byśmy chcieli. Słoweńcy przebijali na naszą stronę nieprawdopodobne piłki i bardzo dobrze serwowali. Jestem dumny z naszego zespołu, że w trudnych chwilach przetrzymaliśmy ten napór i wykonaliśmy ten ostatni krok.

 

Ciężko było znaleźć odpowiednią dyspozycję na te trzy dni, czy wszystko było zaplanowane?

 

Byliśmy pewni, że możemy grać świetną siatkówkę, jeśli wejdziemy na poziom prezentowany niejednokrotnie na treningach. Pierwsze sprawdziany z Holandią nie dały nam odpowiedzi, co potrafimy, bo przeciwnik nie dorównał nam poziomem. Podczas Memoriału Wagnera były już początki świeżości i dobrej gry, ale mieliśmy kilka elementów do poprawy, jak chociażby zagrywka. Ona zafunkcjonowała wtedy, kiedy powinna i to nam pomogło w awansie.

 

Jak przełamać barierę ćwierćfinałów na IO i pokazać, że mistrzowie świata zasługują na medal?

 

To jest taki turniej, w którym trzeba patrzeć przede wszystkim na siebie. Wtedy zasłuży się na awans nie tylko do ćwierćfinału, ale i dalej. Na poprzednich igrzyskach to Amerykanie, z którymi przegraliśmy w ćwierćfinale, prezentowali się lepiej. Mamy rok na pracę i skupianie się tylko i wyłącznie na igrzyskach. Nie tak, jak poprzednim razem, kiedy do ostatniej chwili walczyliśmy o awans.

 

Rozmawiałeś już z trenerem, jakie będą Twoje dalsze cele w tym sezonie?

 

Mamy chwilę wytchnienia, a potem wracamy na mistrzostwa Europy. O Pucharze Świata żaden z nas jeszcze nie myśli. Mamy kolejny cel do wykonania. Będziemy się szykować z całych sił w Arłamowie.

 

Cała rozmowa z Pawłem Zatorskim w załączonym materiale wideo.