Polscy lekkoatleci po raz pierwszy w historii zwyciężyli w drużynowych mistrzostwach Europy, które od piątku do niedzieli odbywały się w Bydgoszczy. Biało-czerwoni triumf zapewnili sobie przed ostatnią konkurencją zawodów. Drugie miejsce zajęli Niemcy, a trzecie Francuzi.

 

Dotychczas w tych zawodach wygrywały jedynie reprezentacje Niemiec i Rosji. Reprezentanci Polski w tegorocznej imprezie odnieśli 10 indywidualnych zwycięstw. Wygraną biało-czerwonych z trybun bydgoskiego stadionu oglądało w niedzielę ponad 16 tysięcy kibiców, co jest rekordem obiektu podczas zawodów lekkoatletycznych.

 

- Nie widziałam na tym stadionie jeszcze tylu kibiców. Oby następne zawody, mityngi, może mistrzostwa Polski - także były tutaj organizowane. Mamy dobre zaplecze - halę, stadion boczny. W wielu miejscach nie ma takiego komfortu, żeby normalnie rozgrzać się na tartanie. Często robimy to w polu - podkreśliła na poniedziałkowej konferencji prasowej Baumgart-Witan, która pochodzi z Koronowa k. Bydgoszczy i reprezentuje klub BKS Bydgoszcz.

 

Przyznała, że bardzo bała się biegu na pierwszej zmianie sztafety 4x400 m, która zdeklasowała w niedzielę rywalki wygrywając czasem 3.24,81 - najlepszym w polskiej LA od 14 lat.

 

- Gdy usłyszałam tysiące gardeł, które nas dopingowały, to poniosło mnie do mety, tak jak wszystkich naszych reprezentantów. Dzięki temu wygraliśmy te mistrzostwa. To wielkie osiągnięcie. Super, że wywalczyliśmy je na naszym stadionie - domowym, polskim - mówiła Baumgart-Witan.

 

Podkreśliła, że wyjątkowe było także pozostanie prawie wszystkich kibiców na trybunach do końca zawodów i odśpiewanie z reprezentacją Mazurka Dąbrowskiego.

 

- Obawiam się, że po tym wczorajszym biegu pierwsza zmiana może już na stałe być moja. Chociaż ja zdecydowanie wolę zmiany lotne. Sądzę jednak, że trener Matusiński jeszcze nas zaskoczy - i to nie jeden raz. Nie spodziewałam się, że wczoraj tak szybko pobiegniemy. Trener oczywiście nas na to nastawiał i mówił, że jesteśmy w stanie poprawić rekord kraju. My wszystkie dopiero zjechałyśmy jednak z obozów i jesteśmy po ciężkiej pracy. Publiczność i adrenalina zrobiły swoje - dałyśmy z siebie więcej niż mogłyśmy. Mam nadzieję, że w Dausze na mistrzostwach świata także będziemy mogły z siebie wykrzesać dużo, a nawet więcej niż wczoraj, żeby rekord Polski padł. Jesteśmy na niego przygotowane od 2-3 lat, ale jakoś się to po prostu nie składa - oceniła utytułowana biegaczka, medalistka mistrzostw Europy i świata.

 

Dyrektor DME w Bydgoszczy Krzysztof Wolsztyński podziękował członkom sztabu organizacyjnego oraz wolontariuszom.

 

- Zapełnienie tych trybun zajęło nam 20 lat. To wynik dwóch dekad ciężkiej pracy. Poprzednio 15 lat temu na trybunach zasiadło 13 tysięcy osób, a wczoraj ponad 16. Dziękuję wszystkim, którzy sprawili, że to było możliwe - podkreślił Wolsztyński.

 

Prezydent Bydgoszczy Rafał Bruski wyraził przekonanie, że w Bydgoszczy nadal będą odbywały się imprezy lekkoatletyczne na najwyższym światowym poziomie. Zapowiedział ubieganie się o takie, ale dodał, że dostał wczoraj zakaz mówienia o konkretach w najbliższym czasie.

 

Wolsztyński dodał, że miasto jest gotowe na przyjmowanie imprez rangi międzynarodowej - juniorskich czy seniorskich - co 2-3 lata, a co roku jego oczkiem w głowie będzie Memoriał Ireny Szewińskiej, który zastąpił organizowany wcześniej przez kilkanaście lat Europejski Festiwal Lekkoatletyczny.