Komisja Odwoławcza Związku Piłki Ręcznej w Polsce podtrzymała w poniedziałek decyzję Komisarza Ligi, który kilka tygodni temu nie przyznał kieleckiemu klubowi licencji na grę w najwyższej klasie rozgrywkowej.

 

- Miniony sezon pokazał, że zrobiliśmy krok do przodu. Te dziewczyny zasługują na to, żeby grać w lidze zawodowej. Dopóki nie było tej decyzji, cały czas mieliśmy nadzieję. Myśleliśmy, że związek poda nam rękę, ale okazało się, że były one płonne. Wydaje mi się, że nikt tam nie patrzy na rozwój piłki ręcznej, tylko na swoje interesy – powiedział trener Korony Paweł Tetelewski.

 

Korona Handball jako jedyny z dziewięciu klubów, które wyraziły chęć przystąpienia do ligi zawodowej, nie przeszła pierwszego etapu licencyjnego. Powodem było niezłożenie wniosku w odpowiednim terminie oraz niespełnienie wymogów związanych z budżetem gwarantowanym, który spółka zarządzająca ligą wyznaczyła na poziomie 1,4 mln zł.

 

Wiceprezes klubu Krzysztof Demko dniósł się do trzytygodniowego opóźnienia, z jakim kieleccy działacze złożyli wniosek licencyjny.

 

- Opóźnienie nie wynikało z naszej opieszałości, ale z odpowiedzialności. W tym czasie podjęliśmy wiele rozmów ze sponsorami i władzami samorządowymi o finansowaniu klubu. Najpierw chcieliśmy zagwarantować budżet i później zgłaszać się ze wszystkimi konsekwencjami, które niesie za sobą przekształcenie w spółkę – zapewnił wiceprezes klubu Krzysztof Demko.

 

- Ten argument na początku procesu licencyjnego miał trzeciorzędne znaczenie. Wtedy ziarnem niezgodny była wysokość budżetu gwarantowanego. W momencie, kiedy dostaliśmy zapewnienia ze strony prezydenta Kielc i marszałka województwa świętokrzyskiego o wsparciu na najbliższy sezon i kolejne lata, ten drugi argument wypłynął i stał się ważniejszy – podkreślił działacz kieleckiego klubu.

Trener Korony przypomniał okoliczności, które towarzyszyły powstawaniu ligi zawodowej piłkarzy ręcznych.

 

- Wtedy licencje zawodową ktoś dostał warunkowo i tym dwóm, trzem klubom pomagano. Myślę, że oni dobrze wiedzieli, że byśmy sobie poradzili, zarówno finansowo, jak i sportowo, a jednak tej ręki nam nie podali. Wydaje mi się, że decyzja została podjęta już wcześniej, a to poniedziałkowe spotkanie miało charakter kurtuazyjny – zauważył Tetelewski.

 

Mimo niekorzystnej decyzji dla klubu, z drużyny odejdzie prawdopodobnie tylko bramkarka Aleksandra Orowicz, która ma propozycję gry w Starcie Elbląg. Pozostałe zawodniczki zadeklarowały chęć pozostania w klubie.

 

- Do samego końca łudziłyśmy się, że będziemy tam, gdzie jest nasze miejsce. Ta wiadomość jest dla nas szokująca, mocno nas dobiła. Ale nie możemy zaprzepaścić całej naszej pracy. Musimy walczyć o swoje i pokazać, że nasze miejsce jest w ekstraklasie – zaznaczyła obrotowa Karolina Mochocka.

 

O zmianie barw klubowych nie myśli także najskuteczniejsza zawodniczka ekstraklasy w poprzednim sezonie Honorata Syncerz.

 

- Prezesi innych klubów mogą odpuścić sobie dzwonienie do mnie. Nawet jak dadzą mi trzy razy większą pensję, to i tak zostanę w Kielcach – zapowiedziała rozgrywająca kieleckiego klubu, która nie ukrywała że ona i jej koleżanki mocno przeżyły całą sytuację. Łezka zakręciła się w oku, jak pojawiła się ta informacja. Ale trzeba to przeżyć. Mamy świetny skład, taki sam jak w tamtym sezonie. Mam nadzieję, że uda nam się go utrzymać. Chcemy wygrywać wszystkie mecze w pierwszej lidze i za rok awansować – zapewniła Syncerz.

 

Kielczanki grać będą w grupie B pierwszej ligi. Pierwsze spotkanie rozegrają w połowie września na wyjeździe z MTS Żory.