Joanna Racewicz: Jak to jest trzymać w rękach puchar, w którym są pot i łzy, a w dodatku zdobyty na bardzo ważnym dla Pana stadionie?

 

To było szczególne wyróżnienie dla nas, bo po raz pierwszy w historii zdobyliśmy tytuł drużynowego mistrza Europy i to z niesamowitą przewagą. Po prostu zdominowaliśmy te zawody, na dodatek w moim domu na Zawiszy Bydgoszcz, przy swoich kibicach. To było coś niesamowitego. Pamiętam, że gdy wychodziłem na stadion, trener powiedział mi: "Marcin, kibice na pewno dodadzą ci skrzydeł" i tak rzeczywiście było. Spisali się niesamowicie. To było coś fantastycznego.

 

O 27,5 punktów gorsi byli Niemcy, a o 28,5 punktów Francuzi, Czy odczuwa Pan dużą satysfakcję? 

 

Zdecydowanie. Tak na prawdę nie wygraliśmy przewagą jednego, czy półtora punktu, tak jak mieli to Francuzi i Niemcy na przykład. 27 punktów to jest absolutna dominacja, z czego bardzo się cieszymy. Niejednokrotnie to udowadnialiśmy, że jesteśmy potęgą w Europie a teraz postawiliśmy taką "kropkę nad i". Powinniśmy się z tego cieszyć i oby ta passa trwała jak najdłużej.

 

Lekkoatletyka jest bardziej sportem dla solistów, dla liderów, a gdy byliście tam w grupie, czy było tak, że kibicowaliście sobie nawzajem? Trzymaliście kciuki?

 

Zdecydowanie tak. To jest też piękno tego sportu. Ogólnie lekkoatletyka jest sportem indywidualnym, ale są takie chwile, zawody, kiedy jesteśmy jedną drużyną i każdy liczy nie tylko siebie, ale też na kolegów. Każdy daje z siebie wszystko, a ja jako kapitan drużyny bardzo się cieszę, że ta historyczna chwila wydarzyła się, gdy w reprezentacji było bardzo dużo młodych zawodników. Byłem dla nich przykładem i w roli kapitana i w roli zawodnika. Udało mi się wygrać swój bieg i bardzo się z tego cieszę. Atmosfera na trybunach nie była tylko extra dla kibiców, ale też dla nas dla zawodników, bo każdy kto tam siedział, po swoich zakończonych zawodach, wspólnie kibicował reszcie ekipy. Dla mnie było to bardzo fajne, nowe doświadczenie. Mimo że jestem już bardzo doświadczonym zawodnikiem, ciągle uczę się nowych rzeczy. Jako zawodnik na bieżni, bo biegałem nie tylko dla siebie, ale i dla całej drużyny i jako kibic, będąc na stadionie, krzycząc i klaszcząc choćby Piotrkowi Liskowi, czy naszym dziewczynom. To było coś fantastycznego i już wiem co czują w tym momencie inni zawodnicy gier zespołowych na przykład piłkarze, siatkarze, czy piłkarze ręczni.

 

Za chwilę mistrzostwa świata w Katarze, bardziej jest Panu bliższe 800 czy 1500 metrów ?

 

Zdecydowanie 1500 metrów. Jak ja to mówię, być może kosztem utraty medalu na dystansie 800 metrów, bo w tym momencie mam 6. wynik na świecie, więc spore szanse na podium są. Jednak wybiorę 1500, ponieważ na to zdecydowałem się już jakiś czas temu. Przeszedłem na ten dystans i jestem pewien, że olbrzymie doświadczenie, które uzyskam podczas mistrzostw świata w Dausze zaprocentuje później na tej najważniejszej imprezie czterolecia, czyli podczas igrzysk olimpijskich w Tokio. To jest dla mnie cel nr 1. Pod to wszystko jest podporządkowane. Decyzja jest jasna i klarowna, ale być może uda się zdublować i pobiec dwa dystanse. Tego jeszcze nie jestem pewny. Pewne jest to, że wystartuje na 1500 metrów.