Maciej Turski: Jesteś zaskoczony, że ten pojedynek tak wyglądał na kartach punktowych?

 

Michał Kita: W moim odczuciu pierwsza runda była na remis, drugą ja wygrałem. W trzeciej z mojego punktu widzenia też remis, ale nawet jakby była dla niego, to i tak wychodzi remis w walce. Sami widzieliście co mi zrobił z okiem, rozcinając je palcami. Sędziowie w ogóle nie zwracają na to uwagi. To jest dramat.

 

Masz pretensje do siebie, że w tym pojedynku można było coś więcej zrobić?

 

Oczywiście, że tak. Nie chcę już mówić, bo potem będą twierdzić, że tylko chodzę i narzekam. Trzeba to wziąć na klatę i tyle.

 

Jaki był plan na ten pojedynek? Co miałeś w tej walce zrobić?

 

Mniej więcej wszystko było dobrze poukładane, ale później jak rzuciłem się do klinczu, to wsadzał mi palce w oko. Wyłączył mi lewe oko, na które nie widziałem praktycznie nic.

 

Jesteś bardzo zły. Proponuję na spokojnie obejrzeć ten pojedynek, poszukać wniosków...

 

Ja nie chcę mówić, że mam pretensje za wynik walki tylko do sędziów, bo również do siebie. Czy wy rozumiecie jak to jest, gdy ktoś ci wsadza palec w oczy w czasie walki? I wyłącza ci oko na kilka minut?

 

Z pewnością w ferworze walki to wygląda inaczej niż jak my widzimy to gdzieś z boku.

 

Znamy się, więc mogę tak powiedzieć. Wsadzę ci kciuk i zrób ze mną wywiad przez cztery minuty z jednym okiem.

 

Przez cztery minuty na pewno byłoby trudno skupić myśli, natomiast co dalej? Na koncie masz już trzydzieści zawodowych pojedynków.

 

Jest sierpień. Odpocznę dwa tygodnie i wracam do treningów. Jak będzie jeszcze możliwość, żeby zawalczyć w tym roku, to bardzo chętnie.