Piłkarze Rakowa Częstochowa w trzecim meczu zdobyli pierwszy punkt w Bełchatowie, gdzie w rozgrywkach ekstraklasy występują w roli gospodarza. Drużyna beniaminka pokonała w niedzielę Lechię Gdańsk 2:1 (1:0) w 5. kolejce. To była pierwsza porażka zespołu Piotra Stokowca w tym sezonie.

 

Mecz od mocnego uderzenia mogli rozpocząć przyjezdni, ale w 1. minucie dośrodkowania w pole karne Rakowa nie przeciął Flavio Paixao. Później groźniejsze sytuacje stwarzali częstochowianie, lecz długo nie mogli znaleźć sposobu na dobrze spisującego się w bramce Lechii Dusana Kuciaka.

 

Słowak obronił m.in. strzał z najbliższej odległości Sebastiana Musiolika i uderzenie z dystansu pod poprzeczkę Jakuba Apolinarskiego. Bramkarz był też górą przy strzale z kilkunastu metrów Musiolika, który dobijał zablokowaną próbę Felicio Browna Forbesa w 15. minucie. Ponownie ciekawie zrobiło się pod koniec pierwszej połowy. W 36. minucie Lechię przed stratą gola uchronił Michał Nalepa, który zatrzymał kolejny strzał Musiolika z pola karnego.

 

Ataki gospodarzy przyniosły efekt kilka minut później, kiedy dobrze dysponowany Miłosz Szczepański wyłożył piłkę Forbesowi, a Kostarykańczyk trafił do bramki. Wydawało się, że drużyna Marka Papszuna nie będzie długo cieszyła się z prowadzenia, bo dwie minuty później Michała Gliwę pokonał Artur Sobiech. Sędzia początkowo uznał gola, lecz po wideoweryfikacji ze względu na pozycję spaloną napastnika gości zmienił decyzję.

 

Piłkarze Rakowa prowadzenie podwyższyli na początku drugiej połowy. Z rzutu wolnego strzelał Igor Sapała, a odbita od muru piłka zmyliła interweniującego Kuciaka. Gdańszczanie mogli szybko odpowiedzieć, lecz skuteczną interwencją po zagraniu Paixao popisał się Gliwa. Bramkarz gospodarzy złapał też groźne uderzenie głową Patryka Lipskiego. Z kolei po drugiej stronie boiska blisko zdobycia swojego drugiego gola był Forbes oraz Musiolik.

 

Trudne chwile beniaminek przeżywał w samej końcówce spotkania. Gdańszczanie kontaktowego gola zdobyli bowiem w 91. minucie. Z rzutu karnego, podyktowanego po wideoweryfikacji, bramkarza Rakowa pokonał faulowany wcześniej w polu karnym Sobiech. To było jednak wszystko, na co tego dnia stać było trzeci zespół poprzedniego sezonu.

 

Raków Częstochowa – Lechia Gdańsk 2:1 (1:0)

Bramki: Forbes 41, Sapała 51 - Sobiech 90+1 (k)

 

Raków Częstochowa: Michał Gliwa - Dawid Szymonowicz, Tomas Petrasek, Emir Azemovic - Jakub Apolinarski (90+4. Daniel Bartl), Petr Schwarz, Igor Sapała, Miłosz Szczepański (80. Michał Skóraś), Sebastian Musiolik (86. Kamil Piątkowski), Patryk Kun - Felicio Brown Forbes

 

Lechia Gdańsk: Dusan Kuciak - Karol Fila, Michał Nalepa, Błażej Augustyn, Filip Mladenovic - Flavio Paixao (71. Rafał Wolski), Tomasz Makowski (46. Maciej Gajos), Patryk Lipski, Jarosław Kubicki, Lukas Haraslin (46. Sławomir Peszko) - Artur Sobiech

 

Żółte kartki: Apolinarski, Sapała, Skóraś - Makowski, Nalepa, Gajos, Sobiech, Mladenovic, Wolski

 

Sędzia: Jarosław Przybył (Kluczbork) Widzów: 3 607

 

Przed tą kolejką mająca jeden zaległy mecz Legia otwierała drugą połówkę tabeli, co na pewno nie napawało satysfakcją ani kibiców wicemistrzów Polski, ani samych piłkarzy. Podopieczni Aleksandara Vukovica, którzy w środę wywalczyli awans do czwartej, decydującej rundy eliminacji Ligi Europy, chcieli więc podkreślić swoją dominację na krajowym podwórku.

 

Przez 18 minut spotkania z KGHM Zagłębiem Lubin nie zrobili jednak nic, co mogłoby dać sympatykom warszawian powody do optymizmu. Walka toczyła się w środku pola i choć to Legia częściej była przy piłce, zupełnie nic z tego nie wynikało.

 

W 19. minucie gospodarzom udało się wywalczyć rzut rożny - pierwszy stały fragment gry, z którego można było stworzyć realne zagrożenie pod bramką rywali. Od razu przyniosło to rezultat. Walerian Gwilia dobrze dośrodkował na głowę Marko Vesovica, który nie musiał nawet podskoczyć, aby skierować piłkę do siatki. Bramkarz gości Konrad Forenc był bezradny.

 

Od tego momentu gra stała się nieco szybsza, choć nie przekładało się to na większą liczbę szans podbramkowych. Zagłębie zbliżyło się do bramki Legii po raz pierwszy w 25. minucie, tyle że i wówczas nic ciekawego się nie wydarzyło - bramkarz Radosław Majecki bez trudu wyłapał dośrodkowanie Bartosza Kopacza z prawej strony boiska.

 

Po ok. półgodzinie gry goście wyraźnie podkręcili tempo i zepchnęli rywali w okolice pola karnego, ale nie na długo. W 33. min w wyniku nieporozumienia piłkę na lewym skrzydle przejął Luquinhas, który rozpoczął kontratak Legii. On też wykończył strzałem akcję, w której uczestniczyli Cafu i Gwilia, ale trafił tylko w zewnętrzną część słupka.

 

Przed przerwą gospodarze zaatakowali groźnie jeszcze dwa razy. W 40. min Vesovic oddał mocny strzał z kilkunastu metrów, ale Forenc był dobrze ustawiony i bez trudu wybił piłkę na rzut rożny. Niedługo przed końcem pierwszej części gry Legia miała rzut wolny niedaleko linii pola karnego. Na bramkę uderzał Gwilia, ale nieznacznie się pomylił.

 

Po zmianie stron dominacja Legii przez długi czas nie podlegała dyskusji. Co prawda uderzenia gospodarzy były albo niecelne, albo blokowane, ale Zagłębie miało problem z wydostaniem się z własnej połowy. Tym większe było zaskoczenie, gdy w 69. min Patryk Szysz wykorzystał prostopadłe podanie i bez kłopotu wykończył sytuację sam na sam z Majeckim. Po konsultacji z asystentami wideo sędzia Piotr Lasyk nie uznał jednak tego gola ze względu na pozycję spaloną strzelca.

 

Chwilę później z dystansu uderzył Gwilia, jeden z najaktywniejszych obok Luquinhasa piłkarzy Legii, ale Forenc skutecznie interweniował. Był to pierwszy celny strzał po przerwie.

 

Gruzin miał też w 74. min dużą szansę na podwyższenie prowadzenia, ale stojąc ok. 10 metrów od bramki i nie mając koło siebie żadnego obrońcy źle przyłożył stopę do piłki. W 81. min Forenca z dystansu próbował zaskoczyć Cafu, do tego piłka odbiła się od jednego z obrońców, ale bramkarz Zagłębia znów zdążył z interwencją.

 

W 84. min musiał napracować się ponownie. Legia wyprowadziła kontrę, którą próbował wykończyć wprowadzony na boisko chwilę wcześniej Dominik Nagy, ale trafił prosto w Forenca.

 

Dopiero w 88. min goście oddali pierwszy w tej części gry celny strzał, ale uderzenie Filipa Starzyńskiego bez problemu wyłapał Majecki. Kilkadziesiąt sekund później znów powinno być 2:0 i znów bardzo dobrej okazji nie wykorzystał Gwilia. Gospodarze wyprowadzali kontratak trzech na jednego, ale Gruzin strzelił metr od bramki.

 

To nieomal zemściło się w doliczonym czasie, kiedy nieupilnowany w polu karnym Tuszyński uderzył głową, jednak świetnie spisał się w tej sytuacji Majecki. W jednej z ostatnich akcji meczu mocno z dystansu uderzył Starzyński, ale i wówczas bramkarz Legii stanął na wysokości zadania, wyłapując piłkę "na raty". Te dwie interwencje uratowały gospodarzom dwa punkty.

 

Po pięciu kolejkach Legia zgromadziła siedem punktów - sześć straty do prowadzącego Śląska Wrocław. Warszawianie mają jednak do rozegrania zaległe spotkanie z Wisłą Płock.

 

Legia Warszawa - KGHM Zagłębie Lubin 1:0 (1:0)

Bramka: Vesovic 19

 

Legia Warszawa: Radosław Majecki - Paweł Stolarski, Igor Lewczuk, Artur Jędrzejczyk, Luis Rocha - Marko Vesovic (75. Dominik Nagy), Andre Martins, Walerian Gwilia, Cafu (90. Tomasz Jodłowiec), Luquinhas - Sandro Kulenovic (82. Mateusz Wieteska)

 

KGHM Zagłębie Lubin: Konrad Forenc - Bartosz Kopacz, Lubomir Guldan, Maciej Dąbrowski, Sasa Balic - Alan Czerwiński, Jakub Tosik (80. Damjan Bohar), Filip Starzyński, Łukasz Poręba (46. Bartosz Slisz), Sasa Zivec (46. Patryk Tuszyński) - Patryk Szysz

 

Żółte kartki: Balic, Guldan

 

Sędzia: Piotr Lasyk (Bytom) Widzów: 16 262

 

WYNIKI I TABELA PKO EKSTRAKLASY