Wyjazd doszedł do skutku dzięki zabiegom ówczesnego wiceprezesa PZKosz Leszka Marii Roupperta.

 

- Rodził się w bólach. Dopiero na dwa tygodnie przed wyjazdem sponsor, firma z Zielonej Góry, dał pieniądze na zakup biletów lotniczych - powiedział Marek Szatkowski z Gdańska, zawodnik i trener w tamtym turnieju.

 

- Tamten wyjazd pozostaje w mojej pamięci jako super wydarzenie. Nowa Zelandia to bardzo egzotyczne miejsce. Poznaliśmy fantastycznych ludzi, m.in. mieszkających tam na stałe Polaków, którzy zorganizowali nam cały pobyt, proponowali wycieczki, wiele zobaczyliśmy. Tworzyliśmy, dziewczyny i chłopaki po "40", grupę ludzi, którzy świetnie funkcjonowali – na boisku i poza nim. Drużyna kobiet pierwsza zdobyła złoty medal i nazajutrz, już jako mistrzynie, kibicowałyśmy chłopakom, którzy też wygrali. Zabawa była świetna, przypomniałyśmy sobie czasy, kiedy wyczynowo uprawiałyśmy sport - podkreśliła Małgorzata Czerlonko, 187-krotna reprezentantka kraju.

 

W Christchurch przyszło jej grać w jednej drużynie m.in. ze starszą siostrą, Bożeną Wołujewicz-Sędzicką, dwukrotną wicemistrzynią Europy (1980, 1981).

 

- Dla nas nie była to szczególna sytuacja. Na parkiecie w Polsce grywałyśmy w pewnym okresie przeciwko sobie – ona w ŁKS Łódź, ja w Spójni Gdańsk, ale też przynajmniej trzy lata występowałyśmy razem w reprezentacji Polski. Same mecze na turnieju w Christchurch absolutnie nie były zabawowe. Minimum wiekowe wynosiło 40 lat. Sił i sprawności fizycznej było w nas więcej niż obecnie. Pamiętam, że najstarsza z nas Lucyna Januszkiewicz pierwsza biegała do szybkiego ataku. Długie podanie od Gośki Kubiak i pędziło się do kontry jak za najlepszych czasów - dodała.

 

Jarosław Marcinkowski, 23-krotny reprezentant kraju, zapamiętał ten egzotyczny wyjazd także ze względu na pokonaną odległość.

 

- Od momentu gdy wyjechałem z Poznania, najpierw pociągiem do Warszawy, potem samolotem przez Londyn, Hongkong, Oakland w Nowej Zelandii, gdzie spóźniliśmy się na samolot do Christchurch. Musieliśmy czekać, w sumie dolatywaliśmy na miejsce w trzech turach, a cała podróż z Polski trwała blisko 40 godzin - wspomniał.

 

W turnieju mężczyzn Polacy, w składzie m.in. z Leszkiem Dolińskim, mieszkającym w Niemczech Krzysztofem Fikielem i Jarosławem Zyskowskim, przegrali tylko jeden mecz - z Chorwacją.

 

- Rywale byli młodsi od nas, a porażka nie zmieniała kolejności w grupie. Po zwycięskim półfinale wszyscy byli nastawieni, że w meczu o złoto trafiamy na Amerykanów. Tymczasem pokonali ich Włosi i spotkaliśmy się z Italią po raz drugi. Finał nie był już tak łatwy jak mecz w grupie, ale toczył się pod nasze dyktando. Dołożyliśmy złoto do tytułu dziewczyn - zaznaczył były koszykarz m.in. Lecha Poznań i Legii Warszawa.

 

Z wielu atrakcji turystycznych w pamięci utkwił mu wyjazd statkiem do miejscowości Aroa.

 

- Popłynęliśmy pod wygasły krater wulkanu, gdzie było widać ślady erupcji. Praktycznie statek wpływał do wnętrza krateru. Jak się spojrzało w górę, to wydawało się, że ta ściana zaraz popęka i się na nas przewróci. Ściana mieniąca się wszystkimi kolorami skał, powstałych z zastygającej w różnych okresach lawy. Coś pięknego. Po czterech latach w Pradze powtórzyliśmy złoto w MŚ weteranów, ale dla mnie debiut w Nowej Zelandii był wyjazdem życia - zapewnił Marcinkowski.

 

Uczestnik mistrzostw Europy 1991, w których biało-czerwoni prowadzeni przez trenerów Arkadiusza Konieckiego i Andrzeja Nowaka zajęli siódme miejsce, śledzi oczywiście wyniki drużyny Mike'a Taylora.

 

- Cieszę się, że po długim okresie przerwy reprezentacja zakwalifikowała się do MŚ. Śledziłem mecze eliminacyjne, młodsi koledzy grali super. Ostatnio w sparingach częściej jednak przegrywali. Grupa w Pekinie jest ciężka. Trzymam kciuki, a czy to wystarczy, zobaczymy. Na pewno życzę im jak najlepiej - zapewnił.

 

Szatkowski, który po Rouppercie przejął organizację reprezentacji i turniejów tzw. maxi-basketu, planuje na początku przyszłego roku w Gdańsku spotkanie wszystkich mistrzów z Christchurch, po 15 latach od spektakularnego sukcesu.

 

Złoci medaliści koszykarskich MŚ weteranów - Christchurch (2005):

 

Reprezentacja kobiet

 

Małgorzata Kubiak (Poznań), Iwona Jabłońska (Poznań), Bożena Sędzicka (Łódź), Małgorzata Turska (Łódź), Izabela Maj (Łódź), Marzena Gumowska (Łódź), Marta Starowicz (Kraków), Lucyna Januszkiewicz (Kraków), Małgorzata Czerlonko (Gdańsk), Barbara Nawrot (Gdańsk), Małgorzata Kujawa (Koszalin), Teresa Swędrowska (Wrocław);

 

Wyniki: Gwatemala 65:33, Chorwacja 81:35, Słowenia 64:47, Gwatemala 87:41, Słowenia 68:58

 

Reprezentacja mężczyzn

 

Jarosław Marcinkowski (Poznań), Tomasz Szafrański (Poznań), Jarosław Zyskowski (Wrocław), Krzysztof Fikiel (Berlin), Krzysztof Kaczmarek (Zielona Góra), Ryszard Mazur (Zielona Góra), Janusz Zielke (Toruń), Maciej Marciniak (Toruń), Marek Szatkowski (Gdańsk), Wiesław Buczek (Lublin), Zbigniew Szalak (Lublin), Leszek Doliński (Koszalin)

 

Wyniki: Portoryko 80:49, Słowenia 96:46, Chorwacja 58:68, Włochy 81:50, Czechy 77:66, Włochy 86:63.

 

WYNIKI, TERMINARZ I TABELE MŚ KOSZYKARZY