To nie jest prosty i bezbolesny proces. Podobnie zresztą, jak początki Adama Nawałki. Wtedy od gry reprezentacji również bolały zęby, a zirytowani kibice dawali wyraz zniecierpliwieniu buczeniem i gwizdami. Także Jerzy Brzęczek zebrał swoją porcję gwizdów, tak jak kilka razów za decyzje personalne, przede wszystkim uporczywe powoływanie Arkadiusza Recy. Ale prowadzona przez 48-latka drużyna wygrywa: w meczach teoretycznie trudniejszych, jak z Austrią i Izraelem, a także w tych teoretycznie prostszych, jak z Łotwą oraz Macedonią.

Cztery zwycięstwa w czterech spotkaniach: ten argument często podnosił sam selekcjoner, który lubi podkreślać, że realizuje plan priorytetowy, czyli marsz ku awansowi. Gra jego reprezentacji pozostawia wiele do życzenia, ale z każdym kolejnym spotkaniem wygląda coraz lepiej – tak jak w wygranym 4:0 meczu z Izraelem. Spotkania ze Słowenią w Lubljanie i Austrią w Warszawie będą więc testem na dojrzałość kadry. Jeśli Polacy wygrają w dobrym stylu – tak jak w czerwcu na PGE Narodowym – Brzęczek udowodni nie tylko, że poradził sobie z krytyką i presją, ale też, że obrany przez niego kierunek jest jak najbardziej słuszny.

Coraz mniej znaków zapytania

Znaków zapytania w reprezentacji Brzęczka jest coraz mniej. Wiadomo, kto do końca roku będzie numerem jeden w bramce (Wojciech Szczęsny, jeśli tylko będzie zdrowy), wiadomo, że parę stoperów stworzą Jan Bednarek i Kamil Glik, że o środek boiska powalczą Grzegorz Krychowiak i Mateusz Klich. Największe rotacje dotyczyły zestawienia w ataku, ale mimo ostatniej nieskuteczności Krzysztofa Piątka, wydaje się, że to on będzie występował u boku Roberta Lewandowski – i to niezależnie od faktu, iż kontuzja wykluczyła Arkadiusza Milika.

Drużyna krzepnie jednak z miesiąca na miesiąc i ma coraz więcej silnych ogniw. To także Bartosz Bereszyński i Kamil Grosicki, który w Championship rozpoczął sezon od cudownego trafienia w meczu z Millwall. Gdyby nie stawianie na Recę i – w mniejszym stopniu – na Kubę Błaszczykowskiego, trudno byłoby przyczepić się do jakiegokolwiek powołania. A w niektórych przypadkach – jak Bednarka – przekonanie Brzęczka do swojej racji opłaciło się, bo na początku jego kadencji stoper Southampton nie grał przecież w klubie tyle, co po grudniowej zmianie menadżera. Brzęczek docenił również Michała Pazdana, który wrócił do reprezentacji i w meczu z Łotwą godnie zastąpił Bednarka, którego wyeliminowała infekcja.

Do poprawy: atak pozycyjny, stałe fragmenty

W grze kadry do poprawy jest wiele. Na kolana nie rzuca atak pozycyjny, który Polacy muszą mieć opanowany lepiej, niż w meczu z Łotyszami, gdy dobrze zorganizowana obrona rywali przez niemal całe spotkanie skutecznie wybijała naszych zawodników z rytmu. Do poprawy są stałe fragmenty z gry, choć z drugiej strony warto podkreślić, że to po rzutach rożnych do siatki trafiali Krzysztof Piątek i Kamil Glik. Wciąż niepewna jest obsada lewej obrony, choć powrót do zdrowia i formy Macieja Rybusa może okazać się rozwiązaniem problemów z którymi Brzęczek zmagał się od początku kadencji. Aby być uczciwym należy też podkreślić, że na dotychczasowych zgrupowaniach – poza ostatnim – Brzęczek nie miał zbyt wiele czasu, aby doszlifować tak wymagające elementy gry, jak atak pozycyjny czy gra w defensywie.

Zagrać jak na lidera przystało

Przed meczami ze Słowenią i Austrią czasu będzie nieco więcej, bo tylko do pierwszego, piątkowego meczu kadra będzie miała cztery jednostki treningowe. To sporo, biorąc pod uwagę fakt, że wcześniej Brzęczek regularnie mierzył się z presją czasu. Sytuacja personalna jest na tyle komfortowa (zakładając, że żaden z drobnych urazów nie wykluczy kadrowiczów, którzy jeszcze dziś będą przechodzić badania, np. Glika), że można zakładać, iż selekcjoner w spokoju będzie mógł zrealizować założony plan. Jeśli wszystko pójdzie bez komplikacji to w Lubljanie, a później w Warszawie, powinniśmy zobaczyć drużynę, której styl będzie możliwy do zdefiniowania dla kibiców i niewygodny dla rywali. Tak, jak na lidera grupy przystało.