Po rozpoczęciu zjazdu Symons nieoczekiwanie wypięła się prawa narta. Miało to miejsce tuż przed skokiem z dużego głazu. W powietrzu straciła kontrolę nad ciałem i z całym impetem uderzyła w śnieg, po czym koziołkowała dwadzieścia sekund w stoku. Na domiar złego 20-latce osunął się z głowy kask, co wywołało panikę wśród publiczności.

 

Przerażeni świadkowie mogli jednak odetchnąć z ulgą. Symons po zatrzymaniu się usiadła i wzniosła obie ręce do góry, dając tym samym do zrozumienia, że nie doznała żadnego urazu.

 

Po całym incydencie Amerykanka stwierdziła, że taki wypadek zwiększył jej pewność siebie. Jest przekonana, że w przyszłości poradzi sobie z każdą trudną sytuacją.