"Polacy, nic się nie stało!" - tego sportowego hasła szczerze nie lubię, ale cóż zrobić - nic innego mi w głowie po niedzielnej porażce z Argentyną nie grało. Polacy przegrali bardzo wysoko, w zasadzie ani przez moment w tym meczu nie byli w stanie zagrać porządnych, ustawionych akcji.

 

Dopóki na boisku była ósemka najważniejszych zawodników Argentyny (reszta mocno odstaje), z liderem Realu Madryt Facundo Campazzo, jego nowym kolegą z Realu (a ostatnio królem strzelców ligi hiszpańskiej) Nicolasem Laprovittolą i 39-letnim gigantem Luisem Scolą, Polacy nawet próbując coś sensownego zawiązać mieli zabieraną piłkę, a Argentyńczycy po wymyślnych asystach punktowali spod kosza lub za trzy punkty…

 

Mimo tego trudnego obrazka, w naszym niedzielnym #StudioAdRom na YouTube z Tomaszem Jankowskim i Łukaszem Ceglińskim nie umieliśmy tym meczem z Argentyną ani się zachwycić, ani zasmucić, ani go skrytykować. Porażka była dotkliwa, ale stała się w naszych głowach zdecydowanie ambiwalentna. I myślę, że podobnie było z naszymi koszykarzami, co w rozmowie w #StudioAdRom potwierdził - choć może nie wprost - dyrektor reprezentacji Marek Popiołek.

 

To się po prostu musiało stać. Psychiczny oddech po wygranej z Rosją i awansie do ósemki turnieju, w którym Polska była rozstawiana gdzieś w trzeciej dziesiątce, musiał mieć wpływ na grę. Nasza kadra wykorzystała wszystkie szanse, które dało losowanie, ale teraz - kiedy zaczyna się prawdziwa gra o wszystko - Polska zagra wyłącznie z potęgami. Z drużynami, z którymi do tej pory albo nie miała szans gry (z innych kontynentów), albo z którymi grała na wczesnych etapach, kiedy stawka nie była tak wielka i kiedy rywale („drużyny turniejowe” - jak to się określa) dopiero brały rozbieg. Nasi koszykarze - a my wraz z nimi - po prostu nie dotykaliśmy dotąd rywalizacji z zespołami z tego poziomu, będącymi w pełnym biegu.

 

Teraz zagramy w ćwierćfinale (we wtorek o godzinie 15.00 polskiego czasu w Szanghaju) z rozpędzoną Hiszpanią, a potem możemy się mierzyć - w zależności od innych wyników - z Serbią, Francją, Australią, USA, ponownie Argentyną. Jedynym przeciwnikiem, który wydaje się być w miarę dostępny, wydaje się zespół Czech lub Brazylii (dopiero poniedziałkowe mecze rozstrzygną, kto awansuje do ćwierćfinału, a wejść może jeszcze silna Grecja). W takim gronie można myśleć przede wszystkim o nauce nowego poziomu koszykówki, o gonieniu marzeń, o dobrej prezencji, no a przy okazji o znalezieniu komfortu w nowym towarzystwie.

 

Spokój i brak skrajnych ocen po wysokiej porażce Polaków z Argentyną są też spotęgowane tym, że w ćwierćfinale Polacy spotkają się z tym rywalem, którego się w zasadzie spodziewaliśmy w przypadku dobrego meczu i pokonania Argentyny - czyli z Hiszpanią. Zespół ten dość niespodziewanie pokonał wyraźnie Serbów, którzy wydawali się dotąd w tym turnieju nie do ruszenia. Hiszpanie grają w podobnym stylu jak Argentyna. Mają świetnych rozgrywających, szukają okazji do przechwytów, znakomicie kontrują i mają środkowego-weterana, który kontroluje wszystko. Kłopot dla Polaków w tym, że wszystko to robią na oko dwa razy lepiej niż Argentyńczycy.

 

Zresztą jak może być inaczej, skoro w Argentynie grają zawodnicy, którzy w NBA już byli lub tylko o tej lidze marzyli, a w Hiszpanii autentyczne gwiazdy najlepszej ligi świata. Ricky Rubio należy do najlepszych rozgrywających za oceanem i właśnie przenosi się z Utah Jazz do Phoenix Suns. Marc Gasol jest pierwszym środkowym aktualnych mistrzów NBA Toronto Raptors, a w tym klubie pracował także ostatnio włoski trener Sergio Scariolo, od lat prowadzący Hiszpanię.

 

Bracia (choć w życiu prywatnych skłóceni) Willy i Juanjo Hernangomezowie też mają solidne miejsce w NBA. Do tego dochodzą czołowi gracze Realu Madryt i FC Barcelona, głośne nazwiska z Euroligi: Sergio Llull, Rudy Fernandez, Victor Claver. Gdzie się nie obejrzeć - mistrzowie i gwiazdy.

 

Słowem - Polakom we wtorek znów będzie mocno pod górkę. Ale znów - i chyba do końca mistrzostw - po tym, jak w ósemce mistrzostw świata nie ma naszych sąsiadów mocarzy - Litwy, Rosji i Niemiec - a jesteśmy my, pieśń „Nic się nie stało!” może w zasadzie towarzyszyć nam do końca tego świetnego turnieju w Chinach.

 

Cały program #StudioAdRom Max na YouTube omawiający mecz z Argentyną, z ocenami zawodników i rozmowami z obecnymi w Chinach Szymonem Zaworskim (Polsat Sport) i Markiem Popiołkiem (dyrektorem reprezentacji), a także z byłym reprezentantem Polski Tomaszem Jankowskim, dziennikarzem Polsatu Sport Łukaszem Ceglińskim i wywiadowcą Denver Nuggets Rafałem Juciem, pod tym linkiem: https://youtu.be/FQbPyWEl2PE