Kadra Brzęczka przystąpiła do spotkań ze Słowenią i Austrią, teoretycznie najtrudniejszymi rywalami w grupie, po czterech eliminacyjnych zwycięstwach i z zerem w polu goli straconych. Tamten rezultat jest już jednak historią, bowiem po wrześniowej serii gier Polacy mają 13 punktów, a na swoim koncie także remis i porażkę - mogą już czuć oddech grupowych rywali na plecach.
 
Słoweńcy tracą już tylko dwa punkty do Biało-Czerwonych, z kolei Austriacy - trzy. Do końca eliminacji pozostały jednak jeszcze cztery kolejki, więc teoretycznie Biało-Czerwoni mogą stracić jedno z dwóch miejsc premiowanych awansem do ME 2020.
 
W eliminacjach poznamy 20 z 24 uczestników przyszłorocznych mistrzostw Europy, a o ostatnie cztery miejsca w tzw. barażach powalczą najlepsze zespoły ostatniej edycji Ligi Narodów UEFA. Biało-Czerwoni zakończyli pierwszą edycję turnieju na 10. miejscu w klasyfikacji generalnej, co prawdopodobnie jest... świetną wiadomością dla Polaków. 
 
Wiele wskazuje na to bowiem, że każdy z wyżej sklasyfikowanych zespołów w pierwszej edycji LN wywalczy bezpośredni awans do ME z eliminacji. Są to Portugalia, Holandia, Anglia, Szwajcaria, Belgia, Francja, Hiszpania, Włochy i Chorwacja. Wówczas pierwszym z zespołów LN, który nie wywalczył awansu byliby Polacy.
 
Co to oznacza dla reprezentacji Polski w praktyce? Prawdopodobnie przegranie wszystkich czterech pozostałych spotkań eliminacyjnych i zajęcie piątego miejsca w grupie G (szósta Łotwa ma zero punktów) pozostawiałoby Robertowi Lewnadowskiemu i spółce bramkę w postaci fazy play-off Ligi Narodów. Nie jest jednak pewne, czy UEFA nie wprowadzi pewnych zmian w regulaminie promocji do ME.
 
Faza eliminacyjna zakończy się 19 listopada tego roku. Biało-Czerwonych czekają jeszcze spotkania z Łotwą (wyjazd), Macedonią Północną (dom), Izraelem (wyjazd) i Słowenią (dom).