Boks (Alvarez) czy MMA (UFC 244)? Przekonamy się 2 listopada

Sporty walki
Boks (Alvarez) czy MMA (UFC 244)? Przekonamy się 2 listopada
Fot. PAP

Czasami, patrząc na statystykę, można dojść do wniosku, że nie ma ona nic wspólnego z tym, co dzieje się w ringu - tak było podczas niespodziewanie znakomitej walki Quillin - Angulo. Drugi temat "z narożnika PG" to cisza na linii GGG-Canelo i kolejna bitwa boksu z MMA. Zapraszam.

Canelo: "nie ma tematu GGG". GGG: "nie chcę rozmawiać o Canelo"

 

Podgrzewanie nastrojów przed trzecią walką, czy pięściarska rzeczywistość? Najpierw Canelo Alvarez powiedział, że nie ma już w planach kolejnej walki z Kazachem, bo ma już "inne cele i inne plany". Na poniedziałkowej konferencji prasowej w Los Angeles przed walką z Derewianczenko (5 października, Nowy Jork), na temat Canelo nie chciał się też wypowiadać Gołowkin. Zapytany o szlagierowy pojedynek Kowaliow - Alvarez, Gołowkin odparł: "To dobra walka dla Kowaliowa. Dobra dla jego kariery, a do tego ma szansę ją wygrać, wcale nie stoi na straconej pozycji". Zapytany o trzecią walkę z Meksykaninem, Kazach natychmiast uciął rozmowę: "Nie ma tematu. Proszę mnie o niego nie pytać".

 

Zostając na chwilę przy temacie walki Kowaliow - Alvarez, zapowiedzianej na 2 listopada. Na temat daty pojedynku wypowiedział się szef UFC Dana White, który w tym samym terminie organizuje swój show: "robienie walki w tym samym dniu, kiedy jest UFC 244 i pojedynek Masvidal-Diaz, jest dla pokazującej to świetne starcie platformy DAZN promocyjnym samobójstwem. To głupota" - uważa szef najwiekszej organizacji MMA na świecie. Czy jego wieczór rzeczywiście przykryje pięściarski superhit? Przekonamy się, kto wygra - MMA czy boks?

 

Statytyka czasami...kłamie

 

Czasami w boksie bywa tak, że wielkie nazwiska wcale nie gwarantują nam wielkiej walki. I odwrotnie: pięściarze, których okres świetności już minął pokażą na ringu coś znakomitego. Tak było w miniony weekend w pojedynku Petera Quillina (34-2, 23 KO) z Alfredo Angulo (26-7, 21 KO, byłych mistrzów świata, którzy tytuły zdobywali dawno, a obecnie zastanawiają się czy mają  jeszcze szanse na walki o poważne trofea. Zdecydowanym faworytem w Kalifornii był Quillin, od dawna (nie bardzo wiadomo dlaczego) ulubieniec szefów Premier Boxing Champions, a 37-letni Angulo miał być tylko znanym z nazwiska rywalem, który się łatwo nie poddaje.

 

Angulo, który przed tym pojedynkiem mówił, że przegrana będzie pewnie dla niego oznaczała koniec z poważnym boksem, postawił wszystko na jedna kartę. Przeniósł obóz w góry kalifornijskiego Big Bear, prosząc o pomoc byłego trenera Giennadija Gołowkina - Abela Sancheza. Ten ostatni najwidoczniej przypomniał "El Perro" (Pies), jak zapracował sobie na taki przydomek, bo w sobotę nawet na moment Meksykanin nie przestał atakować Quillina.

 

"Pies" zadawał zdecydowanie więcej ciosów w pojedynku, który od czwartej rundy zaczął kandydować do walki roku, wygrywając ostatecznie niejednogłośną decyzją sędziów. Dlaczego niejednogłośną? Bo rzadko się zdarza by statystyka była bardziej myląca: Quillin trafił Angulo 291 ciosami, ten ostatni odpowiedział aż 127 mniej, ale te, które wstrząsały rywalem, zadawał Meksykanin. Triumf Angulo wcale nie oznacza, że jest teraz w stanie rywalizować z najlepszymi w swojej kategorii wagowej. Wygranie z Quillinem, a pokonanie zawodników klasy Planta czy Benavideza, to zupełnie inna historia. 

Przemysław Garczarczyk z USA, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze