Mocno przeżywałeś niedzielny finał mistrzostw Europy?

 

Milan Katić: Po pierwsze wielkie gratulacje dla kadry Serbii, która zdobyła złoty medal. Bardzo się cieszę z takiego sukcesu, bo bardzo był potrzebny. Zarówno mojemu krajowi, jak i reprezentacji.

 

Byłeś zaskoczony faktem, że to Serbia zdobyła złoto?

 

Od początku wiedziałem, że stać nas na półfinał lub finał, ale przed turniejem ciężko było powiedzieć, że zwyciężymy. Zresztą, nie lubię tak mówić, bo mieliśmy wielu trudnych rywali: Francję, Polskę, Rosję... Dlatego trudno było powiedzieć, że wygramy. Tym bardziej, że słabo zagraliśmy w kwalifikacjach do igrzysk. Nie mogliśmy być więc faworytem i dlatego ten sukces jest jeszcze większy.

 

A Polska? Zajęliśmy trzecie miejsce.

 

Byliście faworytem tego turnieju. Macie Wilfredo Leona, czyli najlepszego zawodnika na świecie. Wszyscy myśleli, że Polska będzie w finale i wygra ten turniej. Taki jest jednak sport i takie jest życie. Przecież Serbia też nie była faworytem, a wygrała.

 

Nie jest ci trochę żal, że zdrowie nie pozwoliło ci na występ w mistrzostwach Europy?

 

Trochę tak... Mimo to, cieszę się z tego sukcesu. Zdrowie jest jednak najważniejsze. Przez pięć ostatnich lat byłem na każdym turnieju reprezentacyjnym. Niestety teraz nie było mi dane zagrać przez kłopoty z kolanem. Przyjdą jeszcze inne mecze reprezentacyjne i mam nadzieję, że też medale.

 

Jak się czujesz teraz?

 

Każdego dnia coraz lepiej. Wierzę, że do końca sezonu będę już w optymalnej formie zdrowotnej.