- Widziałam, że na 1500 m nie był w formie i nie czuł się zbyt dobrze, ale dał z siebie wszystko. Jestem z niego bardzo dumna - powiedziała zawodniczka z Bahamów, która po zakończeniu rywalizacji dziesięcioboistów podbiegła do męża z butelką wody i pocałowała go.

 

Ich finałowe starty dzieliła... godzina.

 

- Zdobyliśmy medale w tym samym dniu, więc radość jest wielka, bo podwójna. Trenujemy razem, więc i rywalizujemy, nie tylko zresztą na stadionie, ale i poza nim. Sprzeczamy się np. o to, kogo bardziej kochają nasze psy - powiedział Estończyk.

 

Jego sukces był tyleż niespodziewany, co... porażka żony. Estończyk po raz ostatni cieszył się z dobrego wyniku w 10-boju w 2015 r., gdy zdobył mistrzostwo NCAA. Potem miał problemy zdrowotne. Był dopiero 24. w igrzyskach w Rio de Janeiro, a rywalizacji w poprzednich MŚ w 2017 nie ukończył.

 

Z kolei reprezentantka Bahamów to mistrzyni olimpijska z 2016 roku. 25-latka przegrała z reprezentującą Bahrajn Salwą Eid Naser, która uzyskała trzeci wynik w historii - 48,14. Bahamka, która pobiegła o pół sekundy szybciej od własnego rekordu życiowego - 48,37, co oznacza szósty wynik w historii, nie mogła uwierzyć, że przegrała. To jej pierwsza porażka od ponad 25 miesięcy.