- Od pewnego czasu interesują mnie tylko i wyłącznie nokauty. Wygrana na punkty już mnie nie zadowala. (...) Muszę również brać pod uwagę walkę na pełnym dystansie i jestem do niej przygotowany. Mój przeciwnik został znokautowany tylko przez Calluma Smitha, więc na pewno nie można go lekceważyć - mówił Parzęczewski.

 

Polak ruszył od początku, jednak Mendy umiejętnie unikał ciosów. - Pierwszy raz widzę Parzęczewskiego walczącego z tak "śliskim" zawodnikiem, jak Mendy - stwierdził komentujący ten pojedynek Grzegorz Proksa.

 

Narożnik doradzał Polakowi, by zadawał ciosy na dół. Tak też się stało i Mendy zaczął odczuwać skutki. Parzęczewski trafiał coraz częściej i wydawało się, że w piątej rundzie może nastąpić koniec tego pojedynku. Mendy nawet padł na deski, ale nie po ciosie. Jak się jednak okazało, przetrwał kryzys. Wraz z upływem czasu Parzęczewski tracił impet i walka się nieco wyrównała. Ostatecznie, potrzebny był werdykt sędziów, którzy po dziesięciu rundach punktowali 96:94, 97:93, 97:94 na korzyść Polaka.

 

Kolejną walkę Parzęczewski stoczy 23 listopada podczas gali MB Boxing Night 6 w Dąbrowie Górniczej.