W 1233 roku wielki mistrz zakonu Herman von Salza nadał prawa miejskie osadzie. Zaczęto wznosić mury i baszty obronne. Toruń szybko zyskiwał znaczenie – tędy prowadziły trakty z Gdańska do Płocka i dalej do Krakowa, Lwowa i nad Morze Czarne. Minęły wieki, a Toruń zaczął wyrastać na zacny gród, który na świecie rozsławił Mikołaj Kopernik. Począwszy od 2010 roku Toruń słynie z niesamowitych emocji sportowych za sprawą Speedway Grand Prix.

 

19 czerwca 2010 roku zawody przy ulicy Pera Jonssona oglądał znakomity kierowca wyścigowy – Australijczyk Mark Webber. Wówczas turniej wygrał Tomasz Gollob przed Rune Holtą, Jarosławem Hampelem i Jasonem Crumpem. W sobotę 5 października 2019 roku Tomasz Gollob uwił sobie wygodne gniazdko w loży spikerów na MotoArenie i spoglądał na tłumy wiwatujących kibiców. Do Grodu Kopernika przyjechały znamienitości ze świata speedwaya: czterokrotny indywidualny mistrz świata, Nowozelandczyk Barry Briggs, mistrz świata w jeździe parami z 1984 roku w parze z Peterem Collinsem – Chris Morton oraz legendarny profesor z Danii – czterokrotny solowy król szlaki – Hans Nielsen. Nie zabrakło Kelvina Tatuma i Zenona Plecha.

 

Atmosfera wielkiego sportowego święta opanowała Toruń. Na trzeci złoty medal dla Polski liczył Bartosz Zmarzlik. Rosjanin Emil Sajfutdinow chciał napisać nowy rozdział w historii mocarstwa ze wschodu. Igor Plechanow (Związek Radziecki) bywał drugi w finałach IMŚ (Ullevi w Goeteborgu’1964 i londyńskie Wembley’1965), ale złota nie zdobył. Zza węgła na bitwę tytanów spoglądał Duńczyk Leon Madsen, który miał nadzieję, że zostanie szóstym żużlowcem z Danii dzierżącym najcenniejsze trofeum.

 

Ole Olsen obecny w Toruniu przewidywał, że Madsen będzie w znakomitej formie i wywróżył uwodzicielski wieczór Leonowi. Ole Olsen pierwsze złoto IMŚ zdobył na Ullevi z kompletem punktów w 1971 roku. Kolejnymi duńskimi mistrzami świata byli: Erik Gundersen, Hans Nielsen, Jan Osvald Pedersen i Nicki Pedersen. W powietrzu dało się wyczuć niezwykły szmer niepewności. Leon Madsen wygrał piątkowe kwalifikacje i stało się jasnym, że nikt z przeciwników Bartoszowi czerwonego dywanu nie rozwinie…

 

Przejażdżka po Jerez de la Frontera

 

Miłośnicy flamenco wiedzą, że Jerez de la Frontera to stolica i kolebka rzewnych oraz pachnących nostalgią melodii. Bartosz Zmarzlik nie tańczył w Andaluzji, ale był pozytywnie przejęty towarzystwem motocyklowych sław. Mógł z bliska przyjrzeć się Jorge Lorenzo, który w 2015 roku sięgnął po tytuł mistrzowski w Moto GP. Bartosz nie był sam, bo do Jerez de la Frontera przyleciał również światowy król superenduro – Tadeusz Błażusiak z Nowego Targu.

 

Jednak już wtedy młody człowiek stawiający pierwsze żużlowe kroki w Wawrowie, bardzo pragnął zobaczyć z bliska bolidy, którymi ścigali się w Jerez artyści F1: Ayrton Senna i Nigel Mansell. Dzięki uprzejmości pani kustosz muzeum, Bartosz i jego ukochana – Sandra – przejechali się wzdłuż nitki toru, obejrzeli szykany, zakręt Angela Nieto i przespacerowali się po muzealnych eksponatach.

 

Cuda niewidy… Kombinezony, kaski, motocykle gwiazd Moto GP i F1 zrobiły ogromne wrażenie na indywidualnym mistrzu świata juniorów z 2015 roku. Podczas konferencji prasowej poprzedzającej uroczyste wręczenie medali, Bartosz został zapytany o odczucia i proroctwa odnośnie własnej kariery. Miał nakreślić plany i cele, które mu przyświecały w niedalekiej przyszłości.

 

Tuż przed konferencją legendarny Duńczyk Ole Olsen uścisnął dłoń Bartosza i gratulował mu sukcesu. A kilkanaście minut później, Zmarzlik, jak przystało na ambitnego sportowca o ogromnych aspiracjach wyznał: „Moim marzeniem jest, aby być trzecim polskim indywidualnym mistrzem świata po Jerzym Szczakielu i Tomaszu Gollobie. Zrobię wszystko, aby zrealizować ten cel”. Przez chwilę przez głowę młodzieńca przemknęła myśl, że może przemawia przez niego nutka arogancji i pychy, ale w okamgnieniu usłyszał od pewnego wrocławianina: „wielcy sportowcy nie mogą chować głowy w piasek i słyną z pewności siebie”. Zmarzlik kiwnął głową i zasłuchiwał się w wypowiedź wybitnego eksperta od supercrossu – Amerykanina Ryana Dungey…

 

Minęły cztery lata od pamiętnego weekendu w Andaluzji i Bartosz stanął przed arcytrudnym zadaniem. Jak obronić 7 punktów przewagi jeżdżąc przed własną publicznością? Niby ściany pomagają gospodarzom, niby trybuny niosą swojego rodaka, ale każdy człowiek znający realia speedwaya wiedział, że ani Emil ani Leon nie zrezygnują z założenia korony…

 

Zabawa w trzy ognie

 

Już pierwszy wyścig Revline Toruń FIM Speedway Grand Prix udowodnił, że nie będzie taryfy ulgowej dla lidera klasyfikacji. Toninho Lindbaeck wystrzelił jak z armaty z najbardziej wewnętrznego pola, ale Emil Sajfutdinow rozpędzał się niczym natchniony poeta i choć startował z czwartego pola, zdołał wyprzedzić Szweda na dystansie. Bartosz Zmarzlik udzielił błyskawicznej odpowiedzi w drugim biegu pokonując Maćka Janowskiego, Freddie Lindgrena i Patryka Dudka. Leon Madsen nie pozostał dłużny i w czwartym wyścigu pokazał, że dysponuje skarbem, który od lat pielęgnują Duńczycy: refleksem pod taśmą. Brązowemu medaliście mistrzostw Europy’2019 niestraszni byli: Martin Vaculik, Tai Woffinden i Janusz Kołodziej.

 

Ściganie było przednie, traktory w olśniewającym tempie opuszczały tor, a kandydaci do wyjazdu na galę FIM Awards w Monte Carlo nie zwalniali tempa. W piątym wyścigu Leon Madsen znów perfekcyjnie puścił klamkę, a na pierwszym łuku zakotłowało się na tyle, że przez moment Zmarzlik jechał na ostatnim miejscu. Trybuny zamarły, aby chwilę później odżyć i wydać z siebie gigantyczny tumult jakby John Bonham zaczął grać solóweczkę na perkusji… Bartosz połknął na przeciwległej prostej Zagara i Lindbaecka. Leon zainkasował trzy oczka, a Emil w ósmym wyścigu był bezbłędny, co oznaczało, że najgroźniejsi rywale zaczęli odrabiać straty do Polaka.

 

W dziesiątym wyścigu Artiom Łaguta uszczknął punkt Bartoszowi i temperatura zaczęła rosnąć, bo Madsen wciąż był nieomylny. Zdobyczy punktowej nie powiększył w trzeciej serii Emil Sajfutdinow. W dwunastej odsłonie wieczoru Rosjanina skutecznie powstrzymywał Maciej Janowski, a tuż za plecami Madsena dwoił się i troił kangur Jason Kevin Doyle. W piętnastym wyścigu przebudził się Janusz Kołodziej, a Bartosz Zmarzlik dotarł na metę dopiero trzeci i team Leona Madsena poczuł zew krwi. Duńczyk był fenomenalnie szybki, miał 12 oczek. Krótki wykład z matematyki sprawił, że w przypadku perfekcyjnej jazdy Madsena, Bartosz musi zdobyć 13 punktów jeżeli chce być mistrzem świata. A po czterech startach Polak miał 8 oczek, więc zaczynało brakować tlenu podczas wspinaczki na Shisha Pangma…

 

W międzyczasie międzynarodowe grono kibiców na MotoArenie rozgrzał wyścig jedenasty, w którym ustępujący mistrz świata pokazał niebywałą klasę walcząc do ostatniego cala toru z Patrykiem Dudkiem. To był najbardziej spektakularny pokaz gibkości, ambicji i obierania optymalnych ścieżek. Duzers – indywidualny wicemistrz świata Speedway GP’2017 i wyluzowany młody człowiek, który swój pierwszy skalp zdobył właśnie w Toruniu. 7 października 2017 roku Patryk pokonał w finale Woffindena, Zmarzlika i Zagara. A rok później dołożył wiktorię w słoweńskim Krsko…

 

Tak czy owak, Dudek nie mógł być pewny utrzymania w elicie, więc walczył o każde oczko. Woffy, który przebojem przedarł się przez brytyjskie księgarnie i sprzedaje mnóstwo egzemplarzy swojej fascynującej biografii, również stąpał po kruchym lodzie, bo wiedział, że musi liczyć na dziką kartę od FIM/BSI w sezonie 2020. Charyzmatyczny Brytyjczyk wyznał przed zawodami, że rozumie złożoność sytuacji i brał pod uwagę czarny scenariusz, w którym nie otrzyma stałej dzikiej karty na kolejny sezon SGP. Miałby więcej czasu na opiekę nad drugą córeczką, która wkrótce zawita na ziemskim pokładzie…

 

Woffy to klasowy zawodnik, pokazał znakomity kunszt, zważywszy na fakt, że tegoroczny „dzwon” zaliczony 7 czerwca w Lublinie mógł zakończyć jego karierę… Na całe szczęście uraz kręgosłupa, choć poważny, nie okazał się dramatyczny w skutkach. A Tai, obok wielkiego mistrza, czterokrotnego króla speedwaya wśród solistów: Grega Hancocka, Rosjanina Artioma Łaguty i Szweda Antonio Lindbaecka otrzymał stałą dziką kartę w sezonie 2020. Dwa indywidualne zwycięstwa Woffindena przydały smaczku całej imprezie, choć Tai nie ukrywa, że nie obraziłby się na trzecią wiktorię…

 

Serce w gardle

 

W dwudziestym wyścigu serce Bartosza Zmarzlika weszło na niespotykane obroty. Obok Polaka pod taśmą zjawili się: Emil Sajfutdinow, Tai Woffinden i Niels-Kristian Iversen. Woffy ścigał Bartosza jak opętany, ale to Rosjanin przejął pałeczkę głównego konkurenta i szarpał struny jakby grał w Royal Albert Hall. Bartosz był na tyle przebiegły, że obierał idealny tor jazdy i nie pozwalał Emilowi zanadto się napędzić. 11 punktów w serii zasadniczej i spokojniejszy oddech przed kosmicznymi półfinałami.

 

Duńczycy mają wspaniałe tradycje. W Toruniu lubią wygrywać… 3 października 2015 roku triumfował człowiek, który nawet nie zjawił się na treningu, bo testował sprzęt w Lesznie – Nicki Pedersen. Nicki pokonał wówczas w finale Doyle’a, Janowskiego i Iversena. 1 października 2016 roku Iversen był najszybszy na stadionie imienia Mariana Rose. PUK pokonał wówczas Hancocka, Zmarzlika i Zagara. Rok temu Iversen zameldował się jako czwarty w finale za plecami Woffindena, Łaguty i Sajfutdinowa.

 

Serce Zmarzlika zostało wystawione na jeszcze jedną próbę w drugim półfinale. Poprzeczkę ciut wyżej zawiesił Leon Madsen, który znów był bezlitosny dla przeciwników. W pierwszym półfinale Leon panował jak władca i powiększył dorobek do 18 punktów. W drugim półfinale jako pierwszy pole wybierał Emil Sajfutdinow, a Bartosz miał świadomość, że musi zamknąć Rosjanina, jeżeli marzy o finale i tytule mistrza świata. Leon był nieosiągalny, ale Bartosz wygrał drugi półfinał, pokonał Emila, Taia oraz Fredrika, zgromadził 14 punktów i już mógł kręcić backflipa! Opętańcza radość, łzy taty Pawła…

 

Wzruszający marsz po złoto został ukończony. Wciąż nierozstrzygnięta pozostała kwestia srebrnego i brązowego medalu, ale Polak mógł dać upust radości. Tim Gajser, Marc Marquez, Emma Bristow, Jorge Prado, Jonathan Rea – z tymi ikonami jednośladów Bartosz Zmarzlik będzie świętował tytuł 1 grudnia 2019 roku w Monte Carlo. A kiedy w 2012 roku Bartosza transportowano po potężnej kolizji i złamaniu kości udowej do szpitala, cały stadion w Gnieźnie zamarł z przerażenia… Droga po mistrzostwo świata zazwyczaj okupiona jest potwornym wysiłkiem fizycznym i psychicznym.

 

„To był najlepszy wyścig w moim życiu (drugi półfinał w Toruniu). Byłem tak skupiony… Myślałem, że serce mi stanęło czy wyskoczyło poza ciało. Od wielu dni przychodzili do mnie ludzie, którzy mówili: wygrasz w Toruniu albo co gorsza twierdzili, że już wygrałem zanim zdołałem puścić klamkę… Oddycham swobodnie, bo lata pracy taty, mamy, brata i całego teamu przyniosły złoto. Zabieram moich kolegów po fachu na wakacje” – zażartował podczas konferencji prasowej po Revline FIM GP w Toruniu, Bartosz Zmarzlik. Tatusiowie: Leon Madsen i Emil Sajfutdinow nie powiedzieli nie. Uśmiechnęli się bez słowa sprzeciwu.

 

Madsen był nieosiągalny dla rywali, zdobył 21 oczek na MotoArenie, sięgnął po srebro. Tylko Patryk Dudek i Leon Madsen zdobyli srebrny medal w debiutanckim sezonie w Speedway GP. A Emil przyznał, że stawał na rzęsach, ale Bartosz w tym sezonie był zbyt szybki, aby go doścignąć…

 

Biorąc pod uwagę skalę tegorocznych kontuzji Madsena (plecy, kostka), to cud, że Duńczyk przegrał tytuł zaledwie o 2 punkty. Leon dziękował publicznie doktorowi FIM – Srećko Margeticiowi za wspaniałą opiekę medyczną i magiczne zastrzyki i przyznał, że zanim został tatą też był solidnym żużlowcem. A ojcostwo, owszem uskrzydla, ale nie odmienia całkowicie zawodnika, choć naturalnie, presja narasta, bo maleństwo należy wykarmić i przyodziać w szaty…

 

Córeczka Madsena powędrowała z tatą na podium, a specjalną nagrodę dla Paula Bellamy’ego – zarządcy BSI Speedway – za trud dwudziestoletniej pracy i zaangażowania w promowanie SGP – wręczył prezydent FIM – Jorge Viegas. Portugalczyk przed laty uprawiał motocross, ścigał się w 24 godzinnym wyścigu Le Mans, więc jest prezydentem, który wie jak smakuje prędkość… Viegas wręczył trofeum dla Bartosza Zmarzlika, który podobnie jak Jerzy Szczakiel, został mistrzem świata w wieku 24 lat… Stadion eksplodował, Marcin Pułaczewski zaintonował gromkie: dziękujemy, dziękujemy i szampan zaczął lać się strumieniami…

 

Architekt Morton

 

Chris Morton to fenomen. Obok Petera Collinsa największa legenda Belle Vue Aces Manchester. W 1984 roku w Lonigo nie było mocnych na Wyspiarzy. Chris Morton wykręcił 14 oczek, 13 dorzucił PC jak mawiają o nim w parku maszyn żużlowcy, czyli Peter Collins i z dorobkiem 27 punktów Brytyjczycy sięgnęli po złoto. Hans Nielsen i Erik Gundersen zdobyli 25 punktów. Hans musiał stoczyć dodatkowy wyścig o srebro z Ivanem Maugerem. Pokonał Nowozelandczyka. Partnerem Maugera był Mitch Shirra.

 

Czwarte miejsce zajęli wówczas Amerykanie (Bobby Schwartz i Shawn Moran), a na piątej pozycji uplasowali się Australijczycy (Billy Sanders i Gary Guglielmi). Szóste miejsce zajęli Czechosłowacy (Ales Dryml senior i Jiri Stancl), a ostatnie Włosi (Armando Castagna i Armando Dal Chiele). Polaków zabrakło w finale…

 

Morton otrzymał tytuł MBE od królowej Anglii (za zasługi), gościł w Buckingham Palace, ścigał się na Stadionie Śląskim w finale IMŚ (1976). Czuł ciarki na naskórku, gdy jeździł na legendarnym Wembley i Ullevi. W 1980 roku Chris Morton zdobył złoty medal Drużynowych Mistrzostw Świata na Stadionie Olimpijskim we Wrocławiu. Cóż to była za ekipa… Michael Lee, Dave Jessup, Peter Collins, Chris Morton i Kenny Carter. 55 000 widzów na Stadionie Olimpijskim we Wrocławiu i bezbłędny Amerykanin Bruce Penhall…

 

Chris lubi przyjeżdżać do Torunia. Szuka inspiracji na torach świata, ale w Toruniu dostrzegł coś, co pomogło mu stworzyć narodowy stadion żużlowy w Manchesterze. „Chciałem zostawić coś po sobie i wykorzystać moją wiedzę. Uważam, że najlepszym stadionem żużlowym, na jakim przyszło mi się ścigać był legendarny Hyde Road Stadium w Manchesterze (pełna zgoda, Chris!!!), ale dzisiejsze obiekty w Toruniu i Manchesterze są wymarzone do znakomitych widowisk. Wierzę, że ci, którzy przychodzą na mecze Belle Vue Aces i mecze toruńskich Aniołów czy turniej SGP w Toruniu nie są rozczarowani poziomem spektaklu” – rzekł Chris Morton, romantyk, który zaczynał jeździć na farmie u rodziców Petera Collinsa…

 

Święte słowa, Chris. Stadion opustoszał, zrobiło się zimno, a nazajutrz do porannego pociągu ruszającego ze stacji Toruń Główny wsiedli trzej angielscy kibice, którzy maniakalnie kochają kunszt Mortona: żużlowca i architekta. I choć byli pod wrażeniem Revline FIM GP w Toruniu, podziwiają Zmarzlika i Madsena, to oddaliby sporo, aby speedway wrócił do uroczego miasteczka w Cumbrii zwanego Barrow-in-Furness. Za rok w październiku też przyjadą do Torunia, bo marzą o wspólnej fotografii z Wojciechem Żabiałowiczem, indywidualnym mistrzem Polski z 1987 roku… „Żaba”, szykuj się!