- Jesteśmy bardzo zadowoleni. To były udane mistrzostwa, oczywiście były wpadki, ale te sukcesy, a przede wszystkim ich styl, wszystko nam wynagradza. Tylko się cieszyć, że tak świetnie w tych trudnych warunkach i terminie imprezy potrafiliśmy walczyć oraz zdobywać medale - ocenił dwukrotny mistrz olimpijski w pchnięciu kulą. Majewski pochwalił postawę wszystkich medalistów, a zwłaszcza Fajdka, który w Dausze wywalczył czwarty złoty krążek mistrzostw świata z rzędu. Nie ma jednak w swoim dorobku medalu olimpijskiego. - Myślę, że ten kurs, na który Paweł teraz wszedł i ta pewność, z którą całe te zawody przeprowadził i zdobył czwarte złoto, pozwala nam sądzić, że on jest rzeczywiście kandydatem do zwycięstwa i pojedzie do Tokio jak po swoje. Bez żadnych dziwnych akcji ten medal przywiezie, chyba że zabierze mu go Wojtek Nowicki - powiedział. Fajdek startował w dwóch igrzyskach. Podczas gdy w Londynie trudno było upatrywać w nim faworyta, to w 2016 roku w Rio de Janeiro miał nad rywalami kilkumetrową przewagę. Nie przebrnął jednak eliminacji i mocno to przeżył.

 

Majewski pochwalił też postawę w Dausze Piotra Liska, który wywalczył brąz w skoku o tyczce. - Trójka medalistów jest tak wyrównana, że różnie mogło się to skończyć. Piotrek zdobył kolejny medal mistrzostw świata, trzeci z rzędu, a to często się nie zdarza. Chwała mu za to. Mam nadzieję, że lepiej skończy się to dla nas w Tokio - ocenił.

 

Był także pod wielkim wrażeniem biegu Marcina Lewandowskiego po brąz na 1500 m. - Wiedzieliśmy, że jest w świetnej formie i pozytywnie pewny siebie. Znając swoją wartość. Gdyby inaczej się ten bieg ułożył, może byłoby wyższe miejsce, ale w tym szybkim tempie, po wspaniałej walce wywalczył brąz. To jest wielki, wielki mistrz. Zdobywa medal na nowym dla siebie dystansie, a przed igrzyskami nic nie mogło mu się zdarzyć - ocenił.

 

Czoła chylił także przed srebrnymi Joanną Fiodorow w rzucie młotem i kobiecą sztafetą 4x400 m. Po brąz sięgnął jeszcze w rzucie młotem Nowicki. Majewski przyznał też, że nie wszyscy trafili z formą i wystartowali na swoim poziomie. Nie chciał jednak mówić o nazwiskach, a wysnuł jedną konkluzję: - Cały świat zasuwa. To były najlepsze sportowo mistrzostwa w historii. W Tokio nie będzie inaczej i jeśli ktoś realnie myśli o dobrym miejscu, ma 10 miesięcy na ciężką pracę i na gonienie świata, który w niektórych konkurencjach bardzo nam uciekł.

 

Wiceprezes PZLA zaapelował, żeby przed olimpiadą studzić nastroje. - To są igrzyska, inne zawody. Tam będzie trudno, ale jest parę osób, które widać, że idą tym kursem na podium i trzeba ich w tym wspierać. Lekcja z tych mistrzostw pozwoli także niektórym na dodatkowy impuls, żeby znaleźć ten odpowiedni kurs - powiedział. Majewski przypomniał także, że wszystkie mistrzostwa świata przed igrzyskami są na wysokim poziomie. A to pokazuje, że rywalizacja jest już na olimpijskim punkcie i wszyscy chcą medali. - Powtarzam, że jeśli człowiek myśli, że zrobił wszystko, by stanąć na podium igrzysk, to musi jeszcze dołożyć te 30 proc. Bo gdzieś na świecie jest ktoś, kto tego medalu pragnie bardziej, ciężej pracuje - zaznaczył. Dwukrotny mistrz olimpijski przyznał, że impreza w Dausze miała swoje niedociągnięcia, ale on przyjeżdżając do kraju arabskiego na więcej nie liczył. Pochwalił organizatorów za to, że z dnia na dzień starali się sytuację poprawić.