Maciej Turski: Widać, że jesteś w formie. Dobrze wyglądasz, elegancko jak na podwójnego mistrza przystało.

Andrzej Grzebyk: Polski McGregor musi mieć klasę i być elegancki. Zaliczyłem media trening, obowiązki wykonane. Jeszcze kilka dni ciężkiej pracy i wracam do walki.

Proste pytanie, jak spędziłeś okres przygotowawczy?

Wszystko przebiega bardzo odpowiednio. Jestem wyleczony, nie mam żadnych kontuzji. Jestem należycie skupiony i zmotywowany. Miałem obozy sparingowe i wydolnościowe. To były trzy ciężko przepracowane miesiące. Dlatego z uśmiechem na twarzy mogę zapewnić, że w sobotniej walce zobaczycie najlepszego Andrzeja. Nie mogę się doczekać.

Taki zmotywowany i zadowolony Andrzej wynika z większego limitu wagowego? Jesteś kilka kilogramów cięższy.

Coś w tym jest, ale przed marcową walką również byłem uśmiechnięty. Wagę robiłem bez większego problemu. Myślę, że teraz jestem szczęśliwszy, ponieważ mogłem raz na jakiś czas zjeść słodycze, czy jakiegoś fast-fooda. Nie było tego tak dużo, ale czasem się wkradało w moje posiłki. To bardzo fajne uczucie, móc sobie bez większych nerwów zjeść rano śniadanie, nie patrząc na limity wagowe.

Kiedy ogłoszono Twojego rywala Roberta Fonsecę  (12-3, 2 KO, 6 SUB), spadła na niego krytyka, że nie zasługuję na walkę o pas. Brazylijczyk bije się w wadze w półśredniej, jednak zawalczycie w kategorii średniej. Jak odbierasz takie zarzuty?

Przykro mi, że pojawiła się taka krytyka. Nie mi to oceniać, ale zgodziliśmy się na to zestawienie, więc dlaczego miałoby się nie odbyć? Robert nie brałby tej walki, jeśli czułby się na nią za słaby. Będzie przygotowany na sto procent. Oczywiście to starcie mogłoby się odbyć w kategorii 77 kilogramów. Ja chciałem bronić pas w wyższej dywizji, więc szanuje go, że podjął się tego wyzwania. Uwierzcie, to będzie naprawdę dobry pojedynek.