Romański: Kolejna reinkarnacja Śląska

Koszykówka
Romański: Kolejna reinkarnacja Śląska
Fot. PAP

Jak prezentuje się koszykarski Śląsk Wrocław, który po trzech latach przerwy wrócił do Energa Basket Ligi? Czy zagra znów efektownie, czy będzie przede wszystkim waleczny, jak by chcieli w klubie? Można się będzie przekonać w sobotę w transmisji Polsatu Sport z meczu wielkich koszykarskich marek Śląsk - Asseco Arka Gdynia.

Początek sezonu 2019/2020 w Energa Basket Lidze nie był dla Śląska idealny. Co prawda zaczęło się od efektownego zwycięstwa z HydroTruckiem Radom, w którym wrocławianie zdobyli 111 punktów, ale potem przyszła porażka w Dąbrowie Górniczej i przegrana u siebie z Kingiem Szczecin. Wrocławianie borykają się z kłopotami zdrowotnymi swojego w zasadzie jedynego środkowego Michaela Humphreya (kontuzja kostki), który zagrał tylko 12 minut w mecz z Kingiem, ale to nie tłumaczy wszystkiego.

 

- Niepokoi trochę pewna beztroska w grze, brak odpowiedzialności. Mam nadzieję, że zawodnicy pamiętają, że dla nas, dla Śląska, każda piłka i każdy moment się liczy - mówi prezes klubu Michał Lizak.

 

To prawda, także dlatego, że wrocławski klub koszykarski walczy znów o dusze kibiców, kilka razy zawiedzionych, że 17-krotnego mistrza Polski znów w ekstraklasie nie ma. Po raz pierwszy zniknął jesienią 2008 roku, kiedy to po trzech meczach został wycofany z gry przez ówczesnego właściciela klubu.

 

W 2011 roku pojawił się znów, choć wówczas była to mutacja prowadzona przez klub WKK Wrocław, który dziś jest konkurentem WKS Śląska i gra w pierwszej lidze. Ekipa z Adamem Wójcikiem i Robertem Skibniewskim grała tylko rok. Kolejna reinkarnacja Śląska awansowała do PLK w 2013 roku siłami doświadczonych zawodników ściągniętych do Wrocławia (m.in. Paweł Kikowski i Michał Gabiński), ale w elicie wytrwała tylko trzy sezony. Mimo że w jednym z nich grała nawet w europejskich pucharach, to jednak z powodów finansowych została w 2016 roku wycofana z gry i rozpoczęła kolejną odbudowę od drugiej ligi.

 

Śląsk - co trzeba podkreślić - nie zlikwidował jednak w 2016 spółki koszykarskiej z długami i nie zaczął od zera, ale spłacił wysokie zadłużenie i dzisiaj jest „na czysto” znów w tej samej formie prawnej ponownie w ekstraklasie. To chyba jedyny taki przypadek w polskiej koszykówce. Może dlatego zainteresowanie drużyną, która ostatnie dwa sezony w pierwszej lidze grała przy niezłej frekwencji w hali wrocławskiej AWF, jest od początku sezonu całkiem spore. 2200 kibiców w Orbicie na meczu z Kingiem to całkiem dobry wynik, który pokazuje, że zainteresowanie koszykarskim Śląskiem we Wrocławiu wciąż jest.

 

Nie da się pominąć faktu, że wrocławianie świetnie dbają o nawiązanie do tradycji. Podczas niedawnego Memoriału Adama Wójcika doskonale wyglądało pomeczowe spotkanie pokoleń Śląska i całej wrocławskiej koszykówki, kiedy można było spotkać ludzi basketu z różnych lat. Pod kopułą hali Orbita wisi znów wszystkich 17 sztandarów mistrzowskich, a także koszulka z numerem 9, zastrzeżonym dla Macieja Zielińskiego. To powód, dla którego nowy lider zespołu Kamil Łączyński, uczestnik niedawnych mistrzostw świata w Chinach, nie mógł założyć swojego ulubionego numeru i musiał poprzestać na „17”. Czy były gracz Anwilu Włocławek w ten sposób celebruje liczbę tytułów Śląska? Raczej wątpliwe…

 

Łączyński, wraz z efektownie grającymi Mathieu Wojciechowskim (z MKS Dąbrowa Górnicza), młodym Amerykaninem Torinem Dornem i doświadczonym Kanadyjczykiem Devoe Josephem (brat gwiazdy NBA Cory’ego, którego przypomina stylem gry), są liderami nowego Śląska. Wszyscy potrafią grać szybko i efektownie, co powinno przyciągać widzów na trybuny. Koszykarski etos we Wrocławiu jest jednak trochę inny. - Szukaliśmy ludzi, którzy mają coś do udowodnienia, zdeterminowanych, gniewnych. Którzy będą walczyć na boisku i będą wiedzieli, że Śląsk to ich szansa. Dotyczy to wielu zawodników, a także trenera - mówi prezes Lizak.

 

Trenerem tym jest Andrzej Adamek, który kiedyś wygrywał mistrzostwo Polski w Asseco Prokomie Gdynia, ale przed rokiem pożegnano się z nim bez żalu w Stelmecie Enei BC Zielona Góra, w którym pracował jako asystent, ale także przez chwilę jako pierwszy trener. Adamek osiągnął latem sukces jako trener reprezentacji juniorów U18 (awans do Dywizji A), więc też chce coś znów pokazać na poziomie Energa Basket Ligi. W składzie ma także kilku młodych zawodników, na których Śląsk opierał swoją grę w niższych ligach w ostatnich trzech sezonach, z których zwłaszcza Aleksander Dziewa pokazał już dobrą grę w EBL, a w kolejce czekają Jakub Musiał, Tomasz Żeleźniak, Michał Jodłowski i kilku innych.

 

- Zależy nam bardzo na frekwencji, dobrych wynikach, pokazaniu możliwości zespołu i ogólnie na takim odbiorze naszego klubu, że wszystko zmierza w dobrym kierunku - zaznacza Michał Lizak. Jaki to jest kierunek? Prezes tego nie mówi, ale 17 tytułów mistrzowskich zobowiązuje, żeby Śląsk w każdym swoim sezonie grać co najmniej o play-off.

 

Czy wrocławianie wrócą do europejskich pucharów? W końcu to właśnie Śląsk był pierwszym polskim klubem w Eurolidze. - To naturalny kolejny krok w rozwoju klubu, ale zagramy w pucharach kiedy będzie nas na to stać. Mamy dużo pokory, pilnujemy wszystkich możliwych do przewidzenia czynników, żeby sytuacja z poprzedniego pobytu w ekstraklasie się nie powtórzyła. Zachowujemy się w 100 procentach odpowiedzialnie - zaznacza prezes Michał Lizak.

 

Jak wrocławianie prezentują się w kolejnej reinkarnacji, można się przekonać w sobotę 19 października o godz. 12.30 w Polsacie Sport w transmisji meczu WKS Śląsk Wrocław - Asseco Arka Gdynia, czyli starciu dwóch drużyn, które przez 12 lat reprezentowały Polskę w koszykarskiej Eurolidze i mają wspólnie na koncie 26 tytułów. 

 

Adam Romański, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze