Pindera po gali w Łomiankach: Emocje to za mało

Sporty walki

Czy Aleksandra Sidorenko zostanie mistrzynią świata, a Damian Wrzesiński mistrzem Europy? Taki scenariusz jest możliwy, ale co to zmieni? Niestety, nie mamy obecnie młodych zawodników, którzy posiadają "papiery" na wielkie sukcesy. Pozostaje nam się cieszyć z emocji i zaangażowania pięściarzy, jakich dostarczają nam podczas takich gal, jak ta w Łomiankach. Prawdziwego mistrzostwa lepiej tam nie szukać, bo go nie ma.

Tymex Boxing Night 10 w Łomiankach to już historia. Było trochę emocji i mało dobrego boksu, ale to nie powinno być zaskoczeniem. Wojciech Bartnik, ostatni polski medalista olimpijski wkrótce skończy 52 lata, a ostatnich finalistów mistrzostw świata, Tomka Borowskiego i Roberta Cibę nie wiem czy bym poznał. Henryk Średnicki, jedyny polski mistrz świata w boksie olimpijskim nie żyje, a  tylko on  z tej grupy byłby realnym kandydatem na zawodowego czempiona. Czegóż więc można oczekiwać po gali, na której występują pięściarze niesięgającymi im do pięt?

 

Na takich galach, jak ta w Łomiankach, najważniejsze są emocje. Prawdziwego mistrzostwa lepiej nie szukać, bo go nie ma. Taka jest prawda.

 

Niezłą walkę stoczył Damian Wrzesiński, który pewnie pokonał Argentyńczyka Miguela Antina, ale to nie jest kandydat na mistrza świata. Solidny, nieźle wyszkolony technicznie, zawsze dobrze przygotowany kondycyjnie, ale nie ma silnego ciosu, co komplikuje sytuację. Ktoś powie, że Węgier Istvan Kovacs też nie miał, a mistrzem został, ale „Koko” był artystą pięści, dwukrotnym mistrzem świata boksu olimpijskiego, złotym medalistą olimpijskim. I mimo to, kiedy przyszło kończyć piękną karierę przed własną publicznością w Budapeszcie, został znokautowany przez Argentyńczyka Julio Pablo Chacona.

 

Wrzesińskiemu marzy się zawodowe mistrzostwo Europy, które akurat jest w jego zasięgu. Jeśli ktoś go wcześniej nie wpuści na minę, to pas EBU może zdobyć i dostarczyć jeszcze więcej emocji niż w Łomiankach.

 

A „Sasza” Sidorenko ? O tym, że była zawodowa mistrzyni Europy wagi lekkiej umie boksować wiemy od dawna. Ma bardzo dobre warunki fizyczne i duże doświadczenie wyniesione z ringów amatorskich, z czasów gdy walczyła dla Ukrainy. A że średni poziom kobiecego boksu zawodowego jest niższy niż olimpijskiego, sięgnąć po jeden z kilkudziesięciu pasów mistrzowskich wcale nie jest wielką sztuką.

 

Tyle że niewiele mistrzyń profesjonalnego boksu generuje zainteresowanie, które przekłada się ma odpowiednie profity finansowe. A nikt nie będzie przecież dokładał do interesu. Osobiście ciekaw byłbym jej walki z Ewą Brodnicką, ale mam wątpliwości, czy nasza urzędująca mistrzyni byłaby zainteresowana, bo to duże ryzyko.

 

W Łomiankach nieco więcej oczekiwałem po braciach Gibadło. Maksymilian i Stanisław wygrali zdecydowanie, ale przeciętny kibic nie zapamięta ich nazwiska. O popularność trzeba walczyć twardo i zdecydowanie, a oni (szczególnie Staszek) walczyli jak na sparingu. Trzeba zmienić nastawienie, bo nic z tego nie będzie.

 

Na Kamila Bodziocha, jeszcze nie tak dawno stawał ówczesny trener kadry seniorów. Dziś Kamil się odchudza, bo chce spróbować swych sił w wadze junior ciężkiej. Na razie jednak bije się w ciężkiej i widać, że prawdziwym ciężkim nie jest.

 

Inny z naszych zawodowców, Michał Żeromiński, narzeka na werdykt, który go krzywdzi. Uważa, że wygrał z Białorusinem o trudnym do wymówienia nazwisku, ale nie ma racji. Polscy sędziowie zgodnie wypunktowali remis i z całą pewnością nie odebrali zwycięstwa Żeromińskiemu, bo to nie był dobry pojedynek w jego wykonaniu.

 

A kto się najbardziej cieszył w sobotę wieczór w podwarszawskich Łomiankach?

 

Na pewno debiutująca w barwach Tymexu 24-letnia Laura Grzyb (2-0, 2 KO) , była wicemistrzyni Europy juniorek, która szybko zmusiła do poddania Węgierkę Valerię Alettę Kovacs mogącą uchodzić za podróbkę bokserki. Grzyb na jej tle zaprezentowała się jak gwiazda, ale od takich określeń byłbym mimo wszystko daleki. Laura Grzyb ma sporo talentu, nie wiem tylko czy równie dużo cierpliwości, by czekać na swoją szansę.    

 

Pięknie cieszył się też nieznany mi wcześniej Tomasz Nowicki (3-0, 2KO) w wadze średniej, który wygrał w trzeciej rundzie przez techniczny nokaut z Błażejem Nowakiem. Nowicki walczy z odwrotnej pozycji, jest szybki, sprytny i boksuje inteligentnie. Ale konia z rzędem temu, kto odpowiedzialnie wywróży mu przyszłość. Ja się tego nie podejmuję.       

Janusz Pindera, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze