Piłkarz Korony Kielce pod obserwacją Barcelony

Piłka nożna

Piłkarze Korony po porażce w dwumeczu z mistrzem Hiszpanii juniorów - Realem Saragossą odpadli z Ligi Młodzieżowej UEFA. Niektórzy z nich zwrócili jednak na siebie uwagę zagranicznych klubów. Dla przykładu Mateusz Sowiński znalazł się pod obserwacją samej Barcelony.

Na rewanżowym spotkaniu w Lidze Młodzieżowej UEFA pojawili się skauci wielu klubów, wszak w szranki stanęli juniorscy mistrzowie Polski i Hiszpanii. Po piętnastu minutach rewanżu Korona znalazła się w trudnym położeniu, bo jeden z bardziej doświadczonych kielczan - Oskar Sewerzyński ujrzał czerwoną kartkę. Tym samym negatywnie zapisał się w historii rywalizacji... i notesach obserwatorów.

 

Pod jego nieobecność podopieczni Sławomira Grzesika zaskoczyli jednak przeciwnika za sprawą gola Dawida Lisowskiego. To jeden z dwóch braci bliźniaków, którym wróżona jest duża kariera. Poza nim pod baczną obserwacją znalazł się oczywiście bramkarz Korony - Jakub Osobiński, który już w pierwszym przegranym meczu 0:1 zaliczył mnóstwo dobrych interwencji.

 

W pierwszej połowie koledzy, mimo liczebnego osłabienia, nie pozwalali jednak na zbyt wiele Hiszpanom, dlatego Osobiński nie miał rąk pełnych roboty. Mateusz Sowiński zwrócił uwagę już po ostatnim gwizdku sędziego, że rywale zachowywali się w rewanżu, podobnie jak kielczanie na początku meczu w Saragossie. - Zachowywali się dokładnie tak samo nerwowo jak my w pierwszym meczu. Weszliśmy dobrze w to spotkanie, już po czerwonej kartce strzeliliśmy na 1:0. Ostatecznie to ta czerwona kartka ustawiła jednak cały mecz - powiedział ofensywny pomocnik Korony.

 

Kluczowym momentem była również bramka do szatni zdobyta przez Ivana Azona, który w rewanżowym boju zastąpił w pierwszym składzie mistrza Hiszpanii kontuzjowanego Luisa Carbonella Artajonę. Ten ostatni jest określany jako ogromny talent, a od kilkunastu miesięcy bardzo mocno zabiega o niego Barcelona. - Staraliśmy się dokonać niemożliwego, ale ta bramka stracona pod koniec pierwszej połowy trochę nas podłamała. Chcieliśmy walczyć do końca i ciężko mi coś powiedzieć, bo daliśmy z siebie wszystko - stwierdził po ostatnim gwizdku Bartosz Prętnik.

 

I faktycznie, Korona po przerwie, mimo konieczności strzelenia dwóch goli w liczebnym osłabieniu, nie poddała się. Gospodarze dominowali przez pierwszy kwadrans drugiej połowy, a duża w tym zasługa Sowińskiego, który wreszcie wziął na siebie ciężar rozegrania piłki. To on uruchamiał aktywne kieleckie skrzydła, to on dryblował, grając momentami w hiszpańskim stylu. Nic dziwnego, że swoją uwagę zwrócił na niego skaut współpracujący z Barceloną.

 

Bramka na 1:2, zdobyta przez Azona, kompletnie załamała już mistrzów Polski juniorów. W końcówce stracili oni jeszcze dwa gole i w dwumeczu musieli uznać wyższość rywala w stosunku 1:5. Rozmiary porażki były bardzo bolesne, toteż nie zabrakło złości i łez. - To był mecz w Lidze Mistrzów, a niektórzy z nas mogli w niej zagrać pierwszy... i ostatni raz. Dlatego to normalne, że tak emocjonalnie podeszliśmy do tej porażki - dodał Sowiński.

 

O nim i o innych graczach, którzy tak dzielnie walczyli w środowe popołudnie, powinniśmy jeszcze w przyszłości usłyszeć. Na razie większość z nich występuje w trzecioligowych rezerwach kieleckiego klubu, które są liderem rozgrywek w grupie IV. Sowiński może zaś się pochwalić dorobkiem czterech goli.

Paweł Ślęzak, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze