"Jinda", czyli wieśniak w czapce baseballowej na salonach

Piłka nożna
"Jinda", czyli wieśniak w czapce baseballowej na salonach
fot. PAP

Chciał być piłkarzem takim jak Antonin Panenka, ale w zrobieniu kariery przeszkodziły mu problemy z kolanami. Został trenerem i nie tak dawno wprowadził Slavię Praga do piłkarskiego raju. Dzisiaj tak jak przed każdym meczem założy czapkę baseballową. Wieczorem jego Slavia Praga zmierzy sie na Camp Nou z Barceloną. Poznajmy historię Jindricha Trpisovsky’ego - trenera Slavii Praga.

Trpisovsky to trener, który nie lubi sztampy i rutyny. Przed pierwszym meczem z Barceloną zapytany gdyby miał możliwość wyboru do Slavii dowolnego zawodnika Barcelony to na którego by się zdecydował? Odpowiedź był zaskakująca, bo szkoleniowiec „Zszywanych” nie zdecydował się na Messiego, Griezmanna czy Suareza. Wybór padł na obrońcę Clementa Lengleta. - W moich oczach jest synonimem doskonałości. Gracz lewonożny, szybki, z dobrą postawą, a do tego znakomicie rozgrywa - komplementował 24-letniego Francuza opiekun Slavii. 
 
Młody „Jinda” od zawsze chciał być piłkarzem. W Bohnicach gdzie mieszkał w młodości w korytarzu był zielony dywan, który służył mu za boisko. Za bramki służyły mu drzwi, wejściowe i te do łazienki. Kochał nie tylko piłkę nożną, ale pasjonował się także hokejem na lodzie. Poza tym uwielbiał jeździć na rowerze. Ale futbol był dla niego najważniejszy mówił w jednym z wywiadów Jindrich Trpisovsky senior, ojciec trener Slavii. 
 
Barman trenerem...
 
Marzył o karierze takiej jak legendarny Antonin Panenka. To był jego pierwszy sportowy idol. Niestety, jego marzenia o karierze piłkarza nie mogły się spełnić gdy okazało się, że Jindrich ma bardzo poważne problemy z kolanami. To był dla niego ogromny cios. W tych trudnych momentach pomogli mu rodzice. Za namową ojca zajął się trenowaniem dzieci. A tata został kierownikiem drużyny. Młody Trpisovsky jako szkoleniowiec przeszedł wszystkie kategorie wiekowe od dziecka do seniora. Aby mieć za co żyć dorabiał jako barman czy kierownik restauracji. Niestety, żeby móc pracować z seniorami potrzebował mieć licencję. A ta kosztowała 100 tysięcy koron, czyli ponad 16 tysięcy złotych. „Mladsi” Trpisovsky takich pieniędzy nie miał i gdyby nie pomoc ojca prawdopodobnie nigdy nie rozpocząłby tego kursu. 
 
Kiedy już otrzymał odpowiedni certyfikat mógł już oficjalnie spróbować swoich sił w dorosłym futbolu. Pierwszą pracę przyjął w 2013 roku w zespole Viktorii Żizkov. Klub z bogatą i piękną historia, ale mający ogromne problemy finansowe. Nie było pieniędzy na pensje dla piłkarzy oraz trenerów. Wypłaty przychodziły z dużymi poślizgami i bardzo często wypłacane były w formie zaliczek. Praca w takich okolicznościach przyrody nie była komfortowa. „Jinda” kolejny raz mógł liczyć na wsparcie rodziców. Czwarte miejsce Viktorii w drugiej lidze w sezonie 2014/15 był dużym sukcesem. 
 
Z Nezmarem przez Slovan do Slavii!
 
Przełom nastąpił gdy na drodze Trpisovsky’ego stanął Jan Nezmar, dyrektor sportowy Slovana Liberec. Nezmar jeździł po kryjomu obserwować treningi prowadzone przez Trpisovsky’ego. Bywało tak, że z powodów ekonomicznych niektóre zajęcia Viktorii odbywały się w pobliskim parku. Obaj bardzo szybko znaleźli wspólny język, zresztą ich wizja futbolu była bardzo podobna, więc nie dziwi fakt, że ich drogi połączyły się i utworzyły autostradę po której obaj podążają w tym samym kierunku. Nezmar zatrudnił Trpisovsky’ego w Slovanie.
 
W Libercu Trpisovsky trafił na dobrze funkcjonujący klub pod względem organizacyjnym jak i finansowym. Już na początku swojej pracy w Slovanie osiągnął ogromny sukces jakim był awans do fazy grupowej Ligi Europy UEFA, gdy w kwalifikacjach jego zespół wyeliminował Hapoel Ironi Kirjat Szemona i Hajduk Split. Slovan w grupie ostatecznie zajął trzecie miejsce, choć zdołał pokonać na Stade Velodrome Olympique Marsylia. W kolejnym sezonie Slovan ponownie zapewnił sobie kwalifikacje do rozgrywek Ligi Europy.
 
Wieśniak na salonach...
 
Jeszcze przed sezonem mówiło się, że Trpisovsky może zamienić pracę w Slovanie na czołowe zespoły w lidze, a w grę wchodziły Viktoria Pilzno czy Sparta Praga. Do konkretnych rozmów jednak nie doszło, a „Jinda” rundę jesienną sezonu 2017/18 ostatecznie spędził w Libercu. Grudzień przyniósł jednak radykalne zmiany. Nie tylko w życiu Trpisovsky’ego. Najpierw po pięciu latach pracy ze Slovana odszedł Nezmar, który objął stanowisko dyrektora sportowego Slavii Praga. 
 
Szkoleniowcem „Zszywanych” był wówczas Jaroslav Silhavy, który kilka miesięcy wcześniej po ośmiu latach przerwy doprowadził Slavię do tytułu mistrzowskiego. Na koniec roku klub ze stolicy był drugi w tabeli tracąc aż czternaście punktów do prowadzącej Viktorii. Nezmar miał swoją koncepcję, a ona zakładała, że trenerem zespołu będzie Trpisovsky. Silhavy w tej sytuacji odszedł z klubu, zresztą dziewięć miesięcy później zostanie selekcjonerem reprezentacji Czech. Nowym opiekunem Slavii oficjalnie zostal mianowany Trpisovsky, który z Liberca zabiera wszystkich swoich asystentów - Zdenek Houstecky, Jaroslav Kostl i trener bramkarzy Stepan Kolar, który w Slavii będzie współpracował z legendą klubu, Radkiem Cernym.
 
Z trzech czołowych czeskich zespołów Sparty, Viktorii Pilzno i Slavii wybór tego ostatniego przez Jundricha juniora był najbliższy jego ojcu, który niedawno obchodził 80 urodziny Jindrich senior. Nie wszystko było jednak takie kolorowe. Media podchodziły sceptycznie nie tyle do Nezmara jako nowego dyrektora sportowego Slavii, lecz do Trpisovsky’ego. Po pierwsze był to trener bez większego doświadczenia, a po drugie zastąpił Silhavy’ego, który miał dobre notowania wśród kibiców. Pojawił się artykuł, w którym napisano, że trenerem Slavii został „Burak w czapce baseballowej”. Takich artykułów było zresztą więcej. Początek jego pracy nie był optymistyczny.
 
„Jinda” budowniczy
 
Trpisovsky z Nezmarem nie zamierzali walczyć o poprawę swojego wizerunku wzięli się ostro do pracy. Jeszcze zimą doszło w klubie do roszad personalnych. Z klubu odeszło kilku zawodników, w tym doświadczony bramkarz Jan Lastuvka, który był mocnym punktem zespołu. W jego miejsce z Liberca przyszedł Ondrej Kolar, który po pierwsze był bramkarzem co najwyżej solidnym, a po drugie był „człowiekiem” Trpisovsky’ego.
 
Wiosenna pogoń za Viktorią była fantastyczna, ale ostatecznie nie udało się odrobić strat z rundy jesiennej. Slavia pod wodzą Trpisovsky’ego zajęła drugie miejsce, ale wiosną było już widać zmiany. „Slaviści” grali skutecznie i widowiskowo, czyli tak jak lubi Trpisovsky.
 
Jako wicemistrzowie kraju Slavia przystąpiła do walki w eliminacjach Ligi Mistrzów. Niestety, bez sukcesu. W dwumeczu lepszym okazał się zespół Dynama Kijów i „Zszywanym” przyszło walczyć w Lidze Europy. Trafili do trudnej grupy razem z Zenitem Sankt Petersburg, Bordeaux i FC Kopenhagą. Wicemistrzowie Czech poradzili sobie w niej fantastycznie i zdołali awansować do fazy pucharowej. W niej wyeliminowali kolejno KRC Genk, Sevillę, a w ćwierćfinale po znakomitym dwumeczu nieznacznie przegrali z późniejszym triumfatorem - Chelsea.
 
Historyczny dublet!
 
W rodzimych rozgrywkach było jeszcze lepiej. W 35 meczach Slavia przegrała tylko cztery spotkania i po raz piąty w historii ligi czeskiej zdobyła tytuł mistrzowski. Do tego po wygranej dołożyła krajowy puchar po wygranej w finale 2:0 z Banikiem. Było to pierwszy od 77 lat dublet w historii Slavii. Przed Trpisovskym pojawił się kolejny cel - awans do fazy grupowej Ligi Mistrzów. Dotychczas Slavia w tych elitarnych rozgrywkach grała tylko jeden raz - w sezonie 2007/08. Po dwunastu latach przerwy, jako mistrzowie Czech, przystępowali do walki o awans od czwartej, decydującej rundy eliminacyjnej. Ich rywalem był rumuński CFR Cluj, prowadzony przez byłego trenera Wisły Kraków, Dana Petrescu. W obu spotkaniach „Zszywani” zagrali znakomicie. Dwukrotnie wygrali po 1:0 i tym samym zameldowali się w fazie grupowej. 
 
Losowanie nie było dla nich szczęśliwe, co zresztą pokazała pamiętna reakcja przedstawicieli Slavii, gdy były bramkarz Petr Cech wylosował dla swoich rodaków grupę F, w której oprócz mistrzów Czech znalazły się także FC Barcelona, Borussia Dortmund i Inter Mediolan.
 
Te trzy spotkania grupowe Champions League pokazały, że w tak doborowym towarzystwie Slavia nie będzie tylko dostarczycielem punktów, a Trpisovsky, jak na debiutanta znakomicie potrafił odrobić zadania domowe i przygotować swój zespół do walki z najlepszymi.
 
„Zszywani” w piłkarskim raju!
 
Już pierwszy mecz na Giuseppe Meazza w Mediolanie pokazał, że „Zszywani” nie przyjechali zaparkować autokar przed bramką Kolara, tylko doskonale wiedzą jak umiejętnie zagrać przez dziewięćdziesiąt minut. Mało tego - do 92 minuty Slavia prowadziła po golu strzelonym przez Petera Olaiynkę. Chwię wcześniej urazu nabawił się pomocnik Ibrahim Traore, a Trpisovsky w jego miejsce wprowadził na boisko... lewego obrońcę Jaroslava Zeleny’ego. I to właśnie on miał największy wkład przy bramce zdobytej przez Nigeryjczyka. Zresztą Trpisovsky rozpoczął mecz bez klasycznego napastnika, ale i bez niego Slavia miała swoje okazje bramkowe. Typowy napastnik pojawił się na boisku dopiero w 79 minucie, gdy za Lukasa Masopusta wszedł Yusuf, który jest dopiero czwartym w hierarchii napastnikiem Slavii. To była konkretna zmiana zadaniowa. Niewiele zabrakło aby piłkarze Trpisovsky’ego na inaugurację zdobyli pełną pulę - niestety, w doliczonym czasie gry szczęśliwie do remisu doprowadził Nicolo Barella.
 
Kolejne dwa spotkania w Lidze Mistrzów wprawdzie Slavia przegrała, ale w obu pokazała charakter. Borussii Dortmund uległa 0:2 tracąc drugiego gola w samej końcówce. Dwa tygodnie temu „Zszywani” zaskarbili sobie serca nie tylko czeskich kibiców za kapitalny bój z Braceloną. Slavia przegrała go 1:2, ale w końcówce miała kilka znakomitych okazji aby wyrównać. Po meczu trener Ernesto Valverde komplementował rywala podkreślając, że już dawno jego zespół nie był tak w końcówce zdominowany przez rywala.
 
„Nie zapomnij skąd tutaj przybyłem...”
 
Po meczu najbardziej uradowany był ojciec Jindricha Trpisovsky’ego, bo do jego prywatnego muzeum trafiła koszulka Barcelony, ale senior rodu nie chciał zdradzić który z piłkarzy „Dumy Katalonii” w niej występował. To muzeum mieści się w rodzinnym domu Trpisovskych i są tam najważniejsze pamiątki i trofea młodego „Jindy”, w tym pamiątkowy medal za mistrzostwo Czech zdobyte w minionym sezonie. Obecny trener Slavii doskonale pamięta, że gdyby nie pomoc rodziny nie byłoby tych sukcesów. Po zdobyciu mistrzostwa kraju kupił swojemu ojcu samochód jako procent od kredytu, który otrzymał wcześniej.
 
Wieczorem spełni się jego kolejne marzenie. 43-letni trener odwiedzi Camp Nou i to nie w roli turysty. I tak jak zawsze przed każdym meczem założy na głowę czapkę baseballową. Pytany przez dziennikarzy czy jest to jego talizman - natychmiast zaprzecza. - Noszę go ze względów praktycznych, bo chroni moją głowę przed słońcem czy deszczem. W niej jestem sobą, a ona pozwala mi pozostawać w swoim świecie - mówił w jednym z wywiadów. 
 
Mecz Ligi Mistrzów UEFA: FC Barcelona - Slavia Praga na żywo od 18:45 w Polsacie Sport Premium 1.

 

WYNIKI I TERMINARZ LIGI MISTRZÓW

 

Oglądaj na żywo największe europejskie gwiazdy piłki nożnej i ekscytujące zmagania najlepszych europejskich drużyn – fazy pucharowe Ligi Mistrzów UEFA i Ligi Europy UEFA 2019/2020 na kanałach Polsat Sport Premium 1 i Polsat Sport Premium 2, w Cyfrowym Polsacie, Plusie i IPLI. Prestiżowe rozgrywki dostępne są w telewizji, na komputerach, smartfonach i tabletach.

Grzegorz Michalewski, Polsat Sport
Przejdź na Polsatsport.pl

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze