Przysiężny: Pewnego dnia zadzwonił do mnie... Federer

Tenis

- Spędzałem z Rogerem Federerem dużo czasu, bo trenowaliśmy cztery godziny dziennie, potem obiad, więc wszystko było w bardzo dobrej atmosferze. To na pewno osoba pogodna i radosna. Przez te dziesięć dni nie miał ani razu złego humoru. Nawet jak przychodził i mówił, że dzieci mu nie dały pospać, to cały czas był uśmiechnięty i biła z niego pozytywna energia - powiedział Michał Przysiężny, który w sobotę w meczu charytatywnym na otwarcie swojej akademii tenisowej zmierzy się z Jerzym Janowiczem.

Tomasz Lorek: Jak na chłopaka z Głogowa sporo osiągnąłeś, bo daj Boże każdemu być 57. singlistą na świecie. Z perspektywy tego z kim pracowałeś, gdzie się urodziłeś, uważasz, że jesteś spełnionym tenisistą?

 

Michał Przysiężny: Myślę, że miałem dość udaną karierę. Zawsze moim celem było wejść do pierwszej "dwudziestki" światowego tenisa, ale skończyłem na 57. pozycji. Był to wówczas pechowy sezon, miałem złamaną lewą rękę, potem skręconą kostkę, problemy z plecami, więc myślę, że w tamtym roku mogłem być dużo wyżej. Zatrzymałem się jednak na tym miejscu, z czego jestem bardzo szczęśliwy.

 

Dla ciebie, czyli dla człowieka, który pracował z różnymi trenerami, szansa gry i trenowania z Rogerem Federerem to była wyjątkowa chwila? Jest on trochę inny poza kortem niż na korcie, gdzie jest pełne zawodowstwo?

 

Miałem przyjemność trenowania z nim przez dziesięć dni w Dubaju. Zostałem zaproszony w 2011 roku i był to wspaniały okres, można nawet powiedzieć, że coś niemożliwego, ponieważ grając wówczas głównie challengery, kiedy wbiłem się do pierwszej "setki", budzę się w hotelu w Dubaju i nagle dzwoni do mnie Federer. Spytał się mnie czy się wyspałem, jak było na śniadaniu i spytał się czy za godzinkę jestem gotowy, aby pójść na trening. Przyjechał po mnie autem, codziennie jeździliśmy na korty. Spędzaliśmy bardzo dużo czasu, bo trenowaliśmy cztery godziny dziennie, potem obiad, więc wszystko było w bardzo dobrej atmosferze. To na pewno osoba bardzo pogodna i radosna. Przez te dziesięć dni nie miał ani razu złego humoru. Nawet jak przychodził i mówił, że dzieci mu nie dały pospać, to cały czas był uśmiechnięty i biła z niego pozytywna energia.

 

Jesteś spełnionym człowiekiem. Kochasz pracować z dziećmi. W sobotę zagrasz charytatywnie z Jurkiem (Janowiczem przyp. red.) pokazowy mecz. To jest trudny moment, kiedy wszystko się urywa i nagle przechodzisz na drugą stronę rzeki?

 

Zawodowo nie gram praktycznie od dwóch lat. Oglądam mecze, widzę jak chłopaki grają i tego mi brakuje. Tych emocji nie ma na co dzień, ale znajduję je w inny sposób. Otwieram właśnie swoją akademię tenisową, więc będę pracował z dziećmi. Staram się je ukierunkowywać w odpowiednią stronę pod względem technicznym oraz mentalnym. Myślę, że to też jest fajna rzecz, uwielbiam dzieci.

 

Raz grałeś z Jurkiem na poziomie zawodowym, w challengerze. "Ciasny mecz" z dwoma tie-breakami.

 

Tam było 7:6 w trzecim secie, wygrałem ten mecz. Cały czas jak się kłócimy to wypominam mu to, że musisz jeszcze dużo pracy wykonać, bo w bilansie jest 1:0 dla mnie (śmiech). Tak na poważnie, to zagramy mecz na oficjalne otwarcie akademii. Jurek wraca powoli do zawodowego tenisa. Zaczął już ciężko trenować i myślę, że od stycznia ruszy pełną parą.

 

Czyli praca z dzieciakami to przyszłość dla Michała Przysiężnego?

 

Na pewno tak, ale będę też prowadził zawodników. Chcę zostać w tenisie. Mam doświadczenie, bo spędziłem wiele lat w różnych akademiach, więc automatycznie wiedza jest olbrzymia.

 

Cała rozmowa z Michałem Przysiężnym w załączonym materiale wideo.

Tomasz Lorek, KN, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze