"Ciężko to przechodzi przez usta, ale... ekipa Brzęczka potrafi zrobić show"

Piłka nożna

Eliminacje mistrzostw Europy nasza reprezentacja zakończyła z przytupem. Trzy gole wbite Słowenii na PGE Narodowym po - momentami - bardzo efektownej grze, to coś, co pozwala wierzyć, że podczas Euro nie będziemy chłopcami do bicia. Owszem, rywale pokonali nas dwa razy, ale generalnie mecz był bardzo przyjemnym widowiskiem z obu stron.

Publiczność mogła rozkoszować się grą dwóch znakomitości - gracza klasy światowej czyli Roberta Lewandowskiego i zawodnika z bardzo wysokiego poziomu europejskiego czyli Josipa Ilicicia. Ich akcje, sposób poruszania się po boisku, były ozdobą meczu. Chyba nie jest żadną przesadą stwierdzenie, że sztuka jaką Polak wykonał przy golu na 2:1 - w której jak kiedyś Diego Maradona mijał rywali, będąc kilkadziesiąt metrów przed bramką - była najbardziej efektowną w historii jego występów w reprezentacji. Sposób, w jaki kontrolował piłkę i własne ciało, usiłując zagrać do Kamila Grosickiego przy golu na 3:2 (zdobył go Jacek Góralski) i nie wywrócić się na beznadziejnej nawierzchni w Warszawie, był prawdziwym mistrzostwem świata.

 

Przy okazji wałkowanego w mediach tematu skandalicznego przygotowania murawy, co jest po prostu wielkim wstydem, warto zwrócić uwagę, że zwłaszcza w pierwszej połowie wielu piłkarzy oszczędzało się w trudnych momentach uważając, aby nie zrobić sobie krzywdy. I można zadać sobie pytanie, co by było, gdyby na tym czymś przyszło nam walczyć w spotkaniu, które decydowałoby o awansie.

 

Na szczęście awans przyklepaliśmy wcześniej i można było zostawić sobie jakiś margines na dbałość o własne zdrowie. Nie sposób nie zauważyć, że wielkim odkryciem dla kadry jest Sebastian Szymański. I nie tylko dlatego, że 20-latek strzelił efektownego gola na samym początku spotkania. Dzięki jego grze jako lewonożnego zawodnika na prawej pomocy drużyna zyskuje mnóstwo nowych możliwości. Kogoś takiego po prostu brakowało, a szybkość w jakim się ten zawodnik rozwija pozwala wierzyć, że zwiększy się też pułap możliwości całego zespołu.

 

Jasne, że przykład Bartosza Kapustki, który w podobnym wieku też jakiś czas temu błysnął i momentalnie zniknął, może być pewnym ostrzeżeniem, ale… wydaje się, że Szymański jest jednak innym typem zawodnika pod względem charakterologicznym, choć podobnie mikrym jak Kapustka fizycznie. Jego wprowadzenie do pierwszej jedenastki, bo wygląda na to, że to już jest gracz podstawowy, jest ewidentnym sukcesem selekcjonera. I kolejnym argumentem, który wskazuje na groteskowość nawoływania części dziennikarzy, ekspertów czy kibiców do zwolnienia Jerzego Brzęczka. Coraz wyraźniej widać, że Brzęczek, mimo topornego startu, uczy się jednak roli selekcjonera, sam robi postępy, a drużyna wraz z nim.

 

Owszem, dwa ostatnie wygrane przez nas mecze, miały mniejszy ciężar gatunkowy, wszystko było jasne. Izrael prezentował się beznadziejnie, a Słowenia nie potrafiła być tak konsekwentna taktycznie w środku pola jak choćby Austriacy. Poza tym w defensywie w obu przypadkach graliśmy słabo, drużyna nie potrafiła zachować się po stracie piłki, mankamentów jest wciąż sporo. Warto jednak oddać piłce, co piłkarskie.

 

Ciężko to pewnie niektórym wciąż przechodzi przez usta, ale ekipa Brzęczka momentami potrafiła robić prawdziwy show. A czyż to właśnie nie ta umiejętność jest kwintesencją gry?

 

W załączonym materiale wideo skrót meczu Polska - Słowenia 3:2.

Cezary Kowalski, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze