Podwójny sukces Polaka w Authentic Phidippides Run

Inne

Łukasz Sagan drugi raz rzędu wygrał Authentic Phidippides Run, ustanawiając rekord trasy prowadzącej z Aten do Sparty i z powrotem. 490 kilometrów Sagan przebiegł w 69 godzin 22 minuty i 17 sekund. Poprzedni rekord Amerykanki Brendy Guajardo wynosił 74:35.43. - To podwójny sukces, bo zrealizowałem też cel charytatywny - powiedział Polak. Zawody upamiętniają wyczyn legendarnego Filippidesa, który w 490 roku p.n.e. pobiegł do Sparty z prośbą o pomoc dla Aten, zagrożonych perskim najazdem.

Klaudia Syrek: Authentic Phidippides Run to jeden z najdłuższych i najtrudniejszych biegów na świecie.

 

Łukasz Sagan: Zdecydowanie jednym z najtrudniejszych, choć trudno poszczególne biegi do siebie porównywać. Pod względem długości i profilu trasy jest to ogromne wyzwanie. Dla każdego, nawet takiego, który byłby doskonale przygotowany. Jest się gdzie zmęczyć i samo ukończenie tego biegu jest ogromnym sukcesem.

 

Authentic Phidippides Run wygrałeś także przed rokiem. Czy tym razem emocje były mniejsze?

 

Druga z rzędu wygrana bardzo cieszy. Taki był jeden z moich celów i udało się go zrealizować. Emocje są, choć ja może aż tak bardzo ich nie uzewnętrzniam. Jestem jednak bardzo szczęśliwy, bo udało się dotrzeć do mety bez żadnej kontuzji, a to jest najważniejsze. Przecież nie chodzi o to, by ten bieg wykończył nasz organizm. Wiadomo, że teraz nogi są zmęczone i muszę odpocząć, zregenerować się. Były oczywiście kryzysy, bo one przychodzą nawet na krótkich dystansach. A my spędzamy na trasie prawie trzy doby, nie jesteśmy więc w stanie pewnych rzeczy przewidzieć, zaplanować. W pewnym momencie głowa daje takie sygnały "usiądź, odpocznij, wszystko boli, po co się męczyć, to nie ma sensu". Istotą ultramaratonów jest to, żeby wygrać z własną głową, z takim myśleniem.

 

Ile było przerw podczas tych 70 godzin?

 

Na sen miałem trzy przerwy - 40, 25 i 15 minut. Poza tym krótkie przerwy na zjedzenie czegoś, wypicie kawy czy herbaty. Nie wiem ile to w sumie dało, ale były to bardzo krótkie przerwy.

 

Cel sportowy to jedno, ale był też cel charytatywny.

 

Myślę, że przede wszystkim ten cel charytatywny pchał mnie do mety. W zeszłym roku biegłem tylko dla siebie, tym razem mój start udało się połączyć z piątą akcją charytatywną Zakonu Maltańskiego. Zbieraliśmy pieniądze na inwalidzki wózek elektryczny dla Agnieszki i udało się. Bardzo dziękuję wszystkim, którzy się do tego dołożyli. Akcja się powiodła, aczkolwiek to nie jest jej koniec. Nadal zbierane są pieniądze na obozy dla niepełnosprawnych dzieciaków. To była największa motywacja, więc cieszę się, że jest podwójny sukces.

Klaudia Syrek, WŁ, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze