Koniec Bale'a w Realu. Niegodny Madrytu wróci do Londynu?

Piłka nożna
Koniec Bale'a w Realu. Niegodny Madrytu wróci do Londynu?
fot. Peter Powell PAP/EPA

Nieokazujący szacunku. Niemający racji. Niewdzięczny. W unikającej tabloidowych szarż hiszpańskiej Marce taki tytuł na okładce robi wrażenie. A jeśli przekaz wzmacnia nadtytuł: Bale niegodny Madrytu, to nie ma wątpliwości, że Walijczyk w stolicy Hiszpanii ma, ujmując rzecz delikatnie, spore problemy.

Trzy soczyste epitety puentuje hasło "en ese orden", co jest tłumaczeniem angielskiego "in that order", czyli "w tej kolejności". W ten sposób dziennikarze szacownej redakcji odsyłają czytelników bezpośrednio do flagi, z którą Gareth Bale świętował zwycięstwo nad Węgrami i awans do Euro 2020.

"Walia. Golf. Madryt. W tej kolejności" - ten manifest na walijskim sztandarze wypisali wprawdzie kibice, ale skrzydłowy Realu Madryt z dumą obnosił go po murawie stadionu w Cardiff. Do wątku golfowego odwołuje się na czwartkowej pierwszej stronie drugi z największych hiszpańskich dzienników sportowych. "Bale wpadł do dołka" - ocenia "As".


AS i MARCA na czwartkowych okładkach nie patyczkują się z Walijczykiem

Władze Realu i trener Zinedine Zidane starają się gasić pożar, ale jednocześnie drżą o reakcję kibiców, którzy w sobotę, podczas meczu ligowego Królewskich z Realem Sociedad, najpewniej dadzą odczuć, co myślą o zachowaniu Bale'a. To nie pierwszy raz, kiedy przyszłość Walijczyka w stolicy Hiszpanii stanęła pod znakiem zapytania. I choć związek Bale'a z Realem od dawna przypomina małżeństwo z rozsądku a nie z miłości, to poprzednie kryzysy udawało się przetrwać. Tym razem rozwodu najpewniej nie da się uniknąć.

To tylko odpowiedź dla Mijatovicia?

 

Pokrótce przypomnijmy: Gareth Bale trafił do Madrytu w 2013 roku; Real zapłacił za niego Tottenhamowi 100 milionów euro; samemu Walijczykowi płaci co sezon 20 milionów. Od takiego piłkarza władze i kibice klubu mają prawo oczekiwać zaangażowania - przynajmniej na poziomie deklaracji.

 

Bale tymczasem nie ukrywa, że grę w reprezentacji Walii kocha; grę w golfa - hobby, któremu poświęca każdą wolną chwilę - uwielbia; grę w Realu... no cóż, robota, jak robota. Jakoś na życie trzeba zarabiać. Wypomniał mu to ostatnio między innymi Predrag Mijatović.

Były znakomity napastnik Realu a dziś ceniony ekspert telewizyjny i radiowy stwierdził przed trzema tygodniami, że wprawdzie nie zna Bale'a osobiście, ale słuchając i obserwując Walijczyka ma wrażenie, że "on ma chyba ważniejsze rzeczy na głowie niż swój klub. W pierwszym rzędzie myśli o Walii, potem o grze w golfa i ewentualnie później o Realu". Nieliczni obrońcy Bale'a twierdzą nawet, że nieszczęsna flaga była jedynie próbą dowcipnej odpowiedzi na tę krytykę.

"Prawo Bale'a", czyli ani słowa o kontuzji

Walijczyk od lat irytuje Hiszpanów na przeróżne sposoby. Notorycznie łapie kontuzje, ale co ciekawe - najczęściej takie, które uniemożliwiają mu grę wyłącznie w klubie, powołania do kadry działają na niego ozdrowieńczo. Z kolegami z szatni Realu jest mu nie po drodze. Bywa, że z profesjonalnym podejściem do obowiązków - również.

Zinedine Zidane latem, ze szczerością rzadko spotykaną we współczesnym futbolu, twierdził, że Bale'a w Realu nie potrzebuje, a przede wszystkim nie chce. Do Madrytu nie wpłynęła jednak żadna oferta, która pozwoliłaby odzyskać Królewskim choć część pieniędzy wydanych na Walijczyka. Bale na Santiago Bernabeu został. I swojego postępowania nie zmienił ani trochę.

Z pięciu jesiennych meczów Walii o punkty eliminacji Euro 2020, Bale zagrał we wszystkich; mało tego, we wszystkich pięciu wychodził w pierwszym składzie. W tym samym czasie w Realu opuścił w dwunastu kolejkach... sześć spotkań! Połowę! Dlaczego? Nie bardzo wiadomo. Powołując się na prawo do ochrony danych dotyczących zdrowia (zwane od tego momentu przez hiszpańskich kibiców "Prawem Bale'a"), zabronił Realowi informowania o przyczynach swojej niedyspozycji.

Chory w klubie, zdrowy w kadrze

Czarę goryczy przelały wyskoki Bale'a z ostatnich tygodni. Raz, tuż przed meczem z Leganes, poleciał w niewiadomym celu do Londynu, nie pytając o zgodę - ba, nawet nie informując - Zinedine'a Zidane'a; innym razem, ku zdumieniu i oburzeniu kibiców, wyszedł ze stadionu w 80. minucie meczu Real - Betis, przy wyniku 0:0 (taki utrzymał się do końca). Podobno chciał uniknąć korków przy wyjeździe. I podobno relacji z końcówki spotkania słuchał w radiu...

A dlaczego w ogóle gdzieś latał i jeździł zamiast grać? Otóż tak: w październikowych meczach reprezentacji ze Słowacją i Chorwacją Bale zagrał pełne 180 minut. Kiedy wrócił do klubu, okazało się, że kontuzja (jaka dokładnie? nie wiadomo, patrz: Prawo Bale'a) uniemożliwia mu grę. Opuścił cztery kolejne spotkania La Liga. Po czym poleciał na zgrupowanie kadry i tak z Azerbejdżanem, jak i z Węgrami wychodził w pierwszym składzie.

- To oczywiste, że bardziej cieszą mnie mecze dla Walii niż dla Realu - tłumaczył beztrosko podczas ostatniego zgrupowania drużyny narodowej. A kilka dni później roześmiany od ucha do ucha dzielił się z całym światem swoją hierarchią wartości. Hierarchią, w której Real jest na miejscu ostatnim.

Wynocha, wynocha, wynocha! W tej kolejności

"Zimą musi dojść do rozstania. Tego kryzysu nie da się już zażegnać". "Bale jest niegodny Madrytu. To kolejny policzek wymierzony przez Walijczyka klubowi, który mu zaufał, który płaci mu miliony, który znosi jego afronty, brak profesjonalizmu i niezliczone kontuzje" - to pierwsze z brzegu cytaty z czwartkowej hiszpańskiej prasy.

Tomas Roncero, wpływowy felietonista dziennika "Marca", pochwalił się, że również przygotował flagę dla piłkarza Realu. Z hasłem: "Bale, wynocha! Wynocha! Wynocha! W tej kolejności".

W całym zamieszaniu zaskakuje reakcja władz klubu i trenera Zidane'a. A właściwie jej brak. Wygląda na to, że w Madrycie chcą, nie eskalując już konfliktu, po prostu doczekać do zimy i ostatecznie pozbyć się problemu.

Pomoże Mourinho?

Sam Bale też już chyba nie ma wątpliwości, do jakiego finału ta historia zmierza. - Wszystko jedno, czy w Realu dzieje się dobrze, czy źle. I tak zawsze mówi się o mnie. Powinni mnie sprzedać, to jedyne rozwiązanie - stwierdził Bale na konferencji po meczu z Węgrami.

Tylko, czy znajdzie się kupiec? Być może pomocną dłoń do Realu wyciągnie były szkoleniowiec tego klubu. Jose Mourinho już kiedyś uszczęśliwił kibiców w Madrycie, odbierając w 2012 roku Barcelonie tytuł mistrza Hiszpanii. Teraz, już jako trener Tottenhamu, może uradować ich ponownie, zabierając z Realu niechcianego piłkarza.

Szymon Rojek, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze