Pindera: To była ciężka noc

Sporty walki
Pindera: To była ciężka noc
fot. MB Promotions

Nie tylko dla Calluma Smitha, który ostatecznie wygrał w Liverpoolu z Johnem Ryderem i obronił tytuł mistrza świata wagi superśredniej, ale nie zachwycił. Była ona jednak szczególnie przykra dla kilku polskich pięściarzy, którzy przegrali swoje walki w Radomiu.

I to od tych właśnie porażek chciałbym zacząć ten komentarz. Porażki Dariusza Sęka, Krzysztofa Zimnocha, Siergieja Werwejki i Patryka Szymańskiego dla każdego z nich były bowiem bardzo bolesne.

 

Tym bardziej, że byli święcie przekonani, że sobota w Radomiu będzie dla nich szczęśliwa, że wyjdą zwycięsko ze swoich pojedynków, choć prognozy niekoniecznie były optymistyczne. Mateusz Borek, organizator MB Boxing Night 6 lubi takie trudne zestawienia, choć były one ryzykowne nie tylko dla przegranych.

 

22-letni Sebastian Ślusarczyk (7-0, 5 KO), który znokautował doświadczonego, 11 lat starszego Dariusza Sęka (28-6-3, 10 KO) dopiero je zdobywa. Kiedy w październiku przystępował w Częstochowie  do walki z Tomaszem Gromadzkim (10-3-1, 3 KO) nie był faworytem, a też wygrał przed czasem. Teraz rozprawił się z Sękiem, choć nie brakowało głosów, że bierze ten pojedynek zbyt wcześnie. Ale to był dobry wybór. Dariusz Sęk jest już rozbity, stracił odporność na ciosy. Ci, którzy oglądali z bliska jego przegraną walkę z Robertem Parzęczewskim (24-1, 16 KO) pod koniec ubiegłego roku (też w Radomiu) wiedzą co mam na myśli. Jeśli ktoś taki jak Sęk przewraca się po lewym prostym, to nie jest dobrze. A później był przecież jeszcze ten nokautujący prawy podbródkowy, który zakończył tamten pojedynek.

 

W starciu ze Ślusarczykiem Darek dał z siebie wszystko. Problem w tym, że niewiele z tego starego dobrego Sęka w nim zostało. Myślę, że powinien zakończyć karierę, choć oczywiście będzie to tylko i wyłącznie jego decyzja. Ma do niej prawo.

 

Podobnie sytuacja wygląda z 36 letnim Zimnochem (22-3-1, 15 KO). Tego Zimnocha, który ponad 12 lat temu wygrywał  z Deontayem Wilderem podczas MŚ w Chicago (2007) już dawno nie ma. 13 lat młodszy Krzysztof Twardowski (6-2, 4 KO) nie był zbyt wymagającym rywalem, ale i tak były reprezentant Polski nie miał wiele do powiedzenia. A że nie potrafi już przyjąć mocnego ciosu, to niestety tak to się musiało skończyć. Ale boję się, że minie trochę czasu i Zimnoch znów będzie próbował, nie pierwszy, nie ostatni raz. A takie powroty są bardzo ryzykowne.

 

31-letni Siergiej Werwejko (11-3, 7 KO) też powinien spokojnie pomyśleć o swojej przyszłości, bo ciosy w wadze ciężkiej ważą więcej niż w niższych kategoriach. Osiem lat od niego starszy Amerykanin Shawndell Terell Winters (13-2, 12 KO) , jego pogromca z Radomia nie jest wprawdzie typowym ciężkim (ważył zaledwie 92 kg, i na ogół walczy w wadze junior ciężkiej), ale potrafi się bić. Jest trudnym, niewygodnym rywalem dla znacznie lepszych od Werwejki, więc ostateczne rozstrzygnięcie tego pojedynki nie jest dla mnie zaskoczeniem. Sześć lat temu, gdy Werwejko wygrywał Memoriał Feliksa Stamma wydawało się, że jego kariera nabierze tempa. Tak się jednak nie stało, przyszły porażki, jeszcze na amatorskim ringu, a dziś trudno wiązać z jego bokserską przyszłością uzasadnione nadzieje.

 

Niestety wszystko wskazuje na to, że dotyczy to również 26 letniego Patryka Szymańskiego (20-3, 10 KO), co jest tym bardziej przykre, że wydawało się iż wraca na dobre tory. Solidnie trenował, przeszedł zabieg, który miał ułatwić mu prawidłowe oddychanie w trakcie walki, ale umiejętności jego rywala budziły jednak obawy. Młodszy o rok Ukrainiec Andrij Wielikowski (16-2-1, 10 KO), bo o nim mowa, to naprawdę niezły pięściarz, choć do klasy światowej mu daleko. Ale Szymański tak boksując jak w Radomiu, musiał przegrać. I można dziś jedynie zadać sobie pytanie, czy jest w stanie boksować inaczej. Mam co do tego spore wątpliwości, tym bardziej że jego odporność i fizyczna i mentalna budzi zastrzeżenia. Dostał kolejną szansę i jej nie wykorzystał. Teraz musi się poważnie zastanowić, co dalej, bo zdrowie jest tylko jedno.

 

Na drugim biegunie, tym optymistycznym, radomskiej gali jest 28-letni Kamil Łaszczyk (27-0, 9 KO), kiedyś czołowy pięściarz wagi superpiórkowej,  drugi w rankingu WBO, który wraca do gry pewną wygraną z 31 letnim Ukraińcem Ołeksandrem Jegorowem (20-3-1, 10 KO). Boks Łaszczyka może się podobać i dawać nadzieje na przyszłość, ale droga na szczyt nie będzie prosta. Myślę jednak, że warto spróbować, bo w przypadku Łaszczyka to może być ostatnia szansa, gdyż w niższych kategoriach czas biegnie szybciej.

 

Wspomniałem na początku o Liverpoolu i walce wieczoru w której 29-letni Anglik Callum Smith (27-0, 19 KO) bronił pasa superczempiona WBA w wadze superśredniej, W stawce był jeszcze pas WBC Diamond i pas The Ring, a pretendentem do tych bokserskich klejnotów był rodak Smitha, dwa lata starszy John Ryder (28-5, 16 KO), który sprawił mistrzowi sporo kłopotów. W dwóch ostatnich rundach przewaga Rydera była zdecydowana, i niewiele brakowało, by czempiona przełamał, choć do zwycięstwa jednak trochę zabrakło. Niewiele, ale jednak. Sędziowie punktowali zbyt wysoko wyraźnie zauroczeni pozycją pięściarza z Liverpoolu, któremu marzy się wielka, dobrze płatna walka z Saulem Alvarezem.

 

Ale jeśli do niej dojdzie, to będzie miał kłopoty jeszcze większe niż w Echo Arena, w miniony, sobotni wieczór. I sędziowie też nie będą po jego stronie.

Janusz Pindera, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze