Lorek: Mikkel Michelsen - Duńczyk z... Górnego Śląska

Żużel
Lorek: Mikkel Michelsen - Duńczyk z... Górnego Śląska
fot. Cyfrasport

Zdumiewająco urocze, gdy młody Duńczyk o ogromnych aspiracjach, wybiera Górny Śląsk na swoją bazę. Indywidualny mistrz Europy na żużlu’2019 – Mikkel Michelsen nie zamierza poprzestać na koronie króla Starego Kontynentu. Celuje w prymat na globie, chociaż ma świadomość, że walka o tron nie będzie łatwa.

Podczas rewanżowego meczu finału fazy play-off Nice ligi w Rybniku przechadzał się w teamowej koszulce Nicolai Klindta. Mikkel bardzo ceni sobie przyjaźń. A skoro Klindt, jego zacny ziom, poprosił go o wsparcie, to oczywiste, że należy pomóc druhowi na dobre i na złe. Mikkel Michelsen nie musiał pokonywać gigantycznych dystansów, aby zameldować się na stadionie przy ulicy Gliwickiej 72. Nie wiadomo na ile wskazówki Michelsena pomogły Klindtowi, ale fakt faktem: Nicolai był znakomicie dysponowany w starciu z rybnickimi Rekinami. 15 września 2019 roku Nicolai Klindt zgromadził 16 punktów i był najskuteczniejszym zawodnikiem Arged Malesa TŻ Ostrovia Ostrów Wielkopolski. Tylko Anglik Dan Bewley i rodowity rybniczanin Kacper Woryna znaleźli patent na Klindta. Michelsen to twardziel na torze, lecz jak większość ludzi łaknie kontaktu z bratnią duszą, więc przystał na propozycję Klindta i zjawił się w Rybniku gotów do pomocy. Pamięta czasy kiedy świętej pamięci Bob Dugard, legendarny promotor Orłów z Eastbourne, uchylił mu drzwiczki do sportowej kariery. „Dugardowie to wspaniali ludzie, którzy nie stronią od pomagania. Bardzo miło wspominam okres startów w Arlington. Jazda dla Eastbourne Eagles bardzo rozwinęła moje umiejętności. Nie zapominam o ludziach, którzy umożliwili mi jazdę w czasach kiedy byłem mało znanym żużlowcem” – wyznaje Mikkel.

 

W swoim młodym życiu doświadczył już wiele. Bywało, że ze smutkiem spacerował po parku maszyn w Tarnowie, gdzie był niechcianym dzieckiem. Imponował znajomością historii żużla. Mało kto wie, że to nie Ole Olsen, a Arne Pander był zawodnikiem, który przecierał szlaki Duńczykom na Wyspach. Tak, tenże Arne Pander, który zadebiutował w barwach Gepardów z Oxfordu w Wielki Piątek (Good Friday) 27 marca 1959 roku… „Arne Pander uczynił wiele dla duńskiego speedwaya, bo miał w sobie na tyle odwagi, aby opuścić ojczyznę i posmakować trudnego chleba w Anglii. Z pewnością na jego wyobraźnię podziałał fakt, że po II wojnie światowej ligowe mecze żużlowe na Wyspach były w stanie zgromadzić widownię rzędu 40 czy 50 000 kibiców. I to nie tylko w przypadku Wembley Lions, ale tłumy przychodziły na speedway w Birmingham, Manchesterze, Glasgow… Ole był pierwszym wybitnym Duńczykiem, sięgnął po trzy tytuły indywidualnego mistrza świata, ale prekursorem wypraw do Anglii był Arne Pander – były zawodnik Oxford Cheetahs, Poole Pirates i Halifax Dukes” – wyznaje Mikkel Michelsen. Prawda, że imponująca wiedza? Ciekawe, który z aktualnych reprezentantów gorzowskiej Stali pamięta o Jerzym Rembasie, który wykręcił kosmiczny wynik na Wembley Stadium w finale światowym 2 września 1978 roku i otarł się o podium zajmując piąte miejsce…? Michelsen lubi wiedzieć. Inteligentny chłopak. Pewnie dlatego ze zdumieniem usłyszał od pani zajmującej się w 2017 roku marketingiem w Unii Tarnów: „Mikkel, a dlaczego podczas telewizyjnego wywiadu nie podziękowałeś Grupie Azoty?” Duńczyk z politowaniem zerknął na waćpannę i odparł: „To proste. Reporter pyta mnie o Arne Pandera i jego wpływ na duński speedway, więc byłoby nie na miejscu wtrącić o Grupie Azoty?” W sentymentalnej Galicji struny głosowe Mikkela Michelsena były uwięzione, więc gdy tylko pojawiła się sposobność, Duńczyk czmychnął nad morze…

 

Czasy Wybrzeża

 

Mechanicy Michelsena byli zauroczeni, gdy po wyczerpujących zawodach w węgierskim Debreczynie, Mikkel wziął błyskawicznie prysznic, siadł za sterami i prowadził busa przez pierwsze 400 kilometrów. Do przejechania było blisko 1100 kilometrów, więc po przemierzeniu niemalże jednej trzeciej dystansu, Mikkel przekazał kierownicę polskim mechanikom, po czym przyjął figurę na glonojada i zasnął jak nastolatek po koncercie kapeli The Cranberries… Chciał wypocząć przed czekającym go spotkaniem ligowym w barwach Zdunek Wybrzeże Gdańsk. Nad morzem czuł się wybornie. Mikkel ścigał się jak natchniony podczas Nice Cup w lipcu 2018 roku. Kumple skąpali go w strugach szampana na podium. Gdańsk ma rękę do promowania zawodników. Anders Thomsen wyszedł na ludzi w głównej mierze poprzez starty w barwach Wybrzeża (fenomenalny sezon 2017), choć maleńką cegiełkę dołożył również Kolejarz Rawicz. Mikkel Michelsen prawidłowo rozwijał się nad polskim morzem, ale brak awansu do fazy play-off w sezonie 2018 praktycznie przekreślił szanse na zacumowanie duńskiego statku nad Motławą. Kiedy jesienią 2018 roku Jason Kevin Doyle wygrał w kapitalnym stylu turniej o Koronę Króla Bolesława Chrobrego w Gnieźnie, zziębnięty Mikkel Michelsen wyszeptał w parku maszyn: „W Gdańsku panuje znakomita atmosfera, ale nie będę ukrywał, że mój telefon komórkowy grzeje się od połączeń”.

 

 

Było niemal pewne, że olśniewający występ Michelsena przy Alejach Zygmuntowskich 5 w Lublinie (był jednym z architektów wiktorii nad koziołkami) w sierpniu 2018 roku może przyczynić się do rozpoczęcia rozmów kontraktowych z Jakubem Kępą i jego świtą… I tak też się stało. Michelsen dokonał mądrego wyboru, zmienił barwy klubowe i stał się jednym z solidnych filarów Speed Car Motoru Lublin w PGE Ekstralidze w sezonie 2019. Co nie zmienia faktu, że z sentymentem wspomina okres startów w Wybrzeżu Gdańsk, bo senior Zdunek nie tylko dał mu szansę odblokowania się po straconym sezonie w Tarnowie, ale i toczył konwersacje o motocrossie, Timie Gajserze, Jorge Prado i Jeffreyu Herlingsie oraz podwójnych hopach. A w dzisiejszej dobie zwyczajna ludzka rozmowa jest na wagę złota… Ot, jak daleko i w jak niebezpieczny zaułek zawędrowaliśmy myśląc głównie o pieniądzach, zysku i miejscu w fazie play-off…

 

A Mikkel wie ile znaczą przyjaźnie. Jego duński druh, przyjaciel z okresu dzieciństwa, przed kilkoma laty przeprowadził się do Zjednoczonych Emiratów Arabskich, mieszka i pracuje w Dubaju, więc jaki był sens, aby Michelsen dalej stacjonował w ojczyźnie? Wybrał Górny Śląsk na swoją bazę, co okazało się pokerową zagrywką…

 

Wyjątkowi mechanicy

 

Adam Skórnicki, legenda Unii Leszno i Wolverhampton Wolves, trzykrotny drużynowy mistrz Anglii (dwakroć z Wilkami, raz z Piratami), pamięta Mikkela z czasów kiedy Duńczyk ślizgał się w barwach Byków. W lutym 2013 roku gruchnęła wieść, że ówczesny nr 4 na świecie w kategorii juniorów – Mikkel Michelsen podpisał dwuletni kontrakt z Unią Leszno.

 

24 sierpnia 2013 roku w niemieckim Gustrow Mikkel Michelsen świętował swój pierwszy prestiżowy skalp. W finale indywidualnych mistrzostw Europy do lat 21 nikt jednak nie chciał sprezentować Duńczykowi choćby piędzi ziemi. Mikkel stracił jeden punkt na rzecz Andrzeja Lebiediewa w czwartym wyścigu, a w dziesiątym biegu lepszym od Michelsena okazał się miłośnik supercrossu, wychowanek toruńskiego klubu – Paweł Przedpełski. Łotysz zgubił zaledwie punkt na rzecz Przedpełskiego i przystępował do dwudziestego wyścigu z dorobkiem 11 oczek. Wystarczyło wygrać ostatni bieg w serii zasadniczej i Andrzej Lebiediew świętowałby złoty medal… Na przeszkodzie stanął zdolny Francuz David Bellego, ówczesny reprezentant Berwick Bandits. Bellego przywiózł Lebiediewa za plecami i sprawił, że o złotym medalu musiał rozstrzygnąć dodatkowy wyścig. Bellego miał o co walczyć, bo zwycięstwo nad Łotyszem dało mu brązowy medal z dorobkiem 12 punktów. Michelsen uśmiechnął się przepysznie i przystąpił do wyścigu o wszystko z Lebiediewem. Obaj zgromadzili po 13 punktów, ale w finale Duńczyk popisał się atomowym startem i zgarnął złoty krążek!

 

Z jednej strony niewysłowiona radość, z drugiej chmura nadciągającego smutku… Sponsorzy Michelsena zamierzali zablokować jego kontrakt w Eastbourne Eagles. Zapragnęli postawić szlaban przed młodym zdolnym Duńczykiem i unicestwić jego negocjacje z Trevorem Geerem. Sugerowali, że starty na Wyspach zanadto przemęczą młody organizm. Wszak Mikkel miał wówczas zaledwie 19 lat. „Od pierwszego dnia pobytu w Eastbourne, czułem się jak u siebie w domu. Bardzo troskliwy był Australijczyk Cam Woodward. Jeździ ze mną w tym samym klubie w Danii, więc zatroszczył się o mnie, gdy wylądowałem w Anglii. Na Wyspach panuje wspaniały klimat. Niestety, moi duńscy sponsorzy kręcą nosem. Wedle ich mniemania, najważniejsza jest duńska superliga. Na szczęście wiem co dla mnie dobre i nie zamierzam rezygnować z jazdy dla Eastbourne Eagles. Anglia daje mi objeżdżenie na trudnych torach, a w Gustrow zaniemówiłem z radości. Mój polski mechanik znalazł coś co dało nam przewagę sprzętową nad rywalami” – wyznał uradowany, acz wciąż lękający się o przyszłość Mikkel Michelsen.

 

„Skóra” doceniał talent Mikkela, ale był taki mecz w Częstochowie, kiedy widząc męczarnie sprzętowe Duńczyka, Adam oszczędził Michelsenowi negatywnych wrażeń. Michelsen sporo zwojował jako zdolny junior. Był drużynowym mistrzem świata juniorów w 2013 roku w Pardubicach. Ponadto przywiózł medalowe skalpy z Bałakowa, Slangerup i Mildury. „Lubię wysiłek fizyczny. Każdej zimy ciężko trenuję. Być może potrzebowałem czasu, aby dojrzeć do tego, że muszę mieć znakomitych mechaników. Samo przygotowanie kondycyjne i katorżnicza praca nie wystarczą. Potrzeba jeszcze mechaników kipiących poświęceniem” – twierdzi Michelsen, który w indywidualnym czempionacie juniorskim dwukrotnie meldował się na trzecim miejscu (sezony 2014-2015).

 

Sporo nauczył się w Eastbourne, Leicester oraz Eskilstunie. W sezonie 2019 uznał, że starty na trzech frontach: w Lublinie, Motali i Slangerup w zupełności wystarczą, aby utrzymać wysoką formę. Czasami trzeba podjąć radykalną decyzję… W przypadku Mikkela myśl o przenosinach z Danii do Polski okazała się złota… „W Danii panują bardzo rygorystyczne przepisy dotyczące ochrony środowiska. W Polsce praktycznie mogę trenować od świtu do nocy. Polska jest centrum żużlowego świata, więc pod kątem finansowym trudno o lepszą bazę. A poza tym, moi mechanicy są naprawdę świetnymi fachowcami i rewelacyjnymi pracusiami” – twierdzi Michelsen.

 

Jejkowice na Górnym Śląsku… Tu bije serce motocykli Michelsena. „Wiele osób twierdzi, że praca mechanika to zabawa i doskonała rozrywka, bo trwa zaledwie sześć miesięcy w skali roku. Doskonale wiem, że to ostra harówka. Moi mechanicy: Krzysztof Momot i Mateusz Liszka pracują przez cały rok. Są nieocenieni. Bez nich nie awansowałbym do GP Challenge w Gorican, nie byłoby świetnych wyników w Speed Car Motor Lublin… Mateusz dołączył do mojego teamu w sezonie 2019, a z Krzysztofem pracuję od sześciu lat. Bariera językowa stanowi poważny problem, szczególnie w urzędach, ale ilekroć mam kłopot natury lingwistycznej, wiem, że chłopcy zawsze mnie wyręczą i pomogą. Pragnę im się odwdzięczyć za serce, jakie wkładają w pracę dla mnie. Chcę, żeby godnie żyli i nie martwili się o przyszłość” – mówi Duńczyk.

 

Właściwy dobór pracowników jest szalenie istotną kwestią. Utarło się, że po sezonie nastaje okres laby dla majstrów, ale Mikkel walczy ze stereotypem głoszącym, że zimą mechanicy leżą na wyspach Bahama i zamawiają kolejnego drinka w blasku zachodzącego słońca. Nic bardziej mylnego… „Gdy tylko sezon dobiegnie końca, moi mechanicy przystępują do zakupu nowych części. Ja za bardzo nie wtrącam się w kwestie sprzętowe. Oczywiście, że mówię co chcę zobaczyć w moich motocyklach, ale to Krzysztof i Mateusz są odpowiedzialni za zakupy klamotów. Ten model doskonale funkcjonuje, więc po co zmieniać coś, co dobrze działa? Powierzam zadanie fachowcom i śpię spokojnie. Krzysztof i Mateusz zdejmują z moich barków poważny problem. Ufam im bezgranicznie” – wyznaje Michelsen.

 

Mikkel, zodiakalny Lew, mierzy wysoko i podporządkowuje sportowi całe życie, ale nawet on, pracuś co się zowie, wie, że ludzie nie są robotami… „Moi mechanicy nie są maszynami. Potrzebują czasu na odpoczynek. Jeden z nich został tatą, a to oznacza rozszerzony zakres obowiązków. Czułbym się bardzo źle, gdyby młody tatuś zaniedbywał rodzinę. Z tego względu chcę, aby chłopcy mieli czas na relaks. Mając na uwadze dobro mechaników, przed występem w chorwackim Gorican, podjąłem decyzję o zatrudnieniu jeszcze jednego mechanika na sezon 2020! Wówczas nie wiedziałem czy awansuję z GP Challenge do cyklu Speedway GP, ale wolałem być przygotowany logistycznie na prawdziwe wyzwanie jakim jest start w elitarnym cyklu” – opowiada Mikkel.

 

Rejs statkiem z Courtneyem

 

Rosjanin Denis Gizatullin wie na czym polega operowanie manetką, ale słowiańska dusza przeszczepiona na brytyjski grunt nie zawsze się odnajdzie… W sezonie 2013 Denis wystąpił w szesnastu meczach Eastbourne Eagles, ale Wielkiej Brytanii nie podbił. Menedżer Orłów, były zawodnik – Trevor Geer szperał w nazwiskach. Spodobał mu się Mikkel Bech, ale obiecujący Duńczyk wybrał Diabełków z Plymouth. „Nie jest żadnym sekretem, że większość brytyjskich promotorów szuka młodych i utalentowanych Duńczyków. Wiem, że Mikkel miał wiele ofert z Anglii, ale postanowiłem wysłać emisariusza, który odbył z Michelsenem wiążącą rozmowę na pokładzie statku” – wyznaje Geer.

 

Wybór padł na indywidualnego wicemistrza Europy juniorów w 1982 roku – Anglika Marka Courtneya. Mark popłynął z Mikkelem do Szwecji i rozwiązał mu się język… Na morskich falach potrafi człowiekiem zabujać, ale Courtney nie fruwał w obłokach… „Mark Courtney powiedział Michelsenowi, że Eastbourne jest dla niego idealną opcją. Mikkel usłyszał, że w domu menedżera Geera panuje swobodna atmosfera, że klub zachowuje płynność finansową, a nikt nie zrobi mu awantury jak nie zdobędzie 14 punktów w pierwszych pięciu meczach. W Eastbourne od dawna panuje tradycja, aby troszczyć się o zawodników. Mikkel nie zastanawiał się długo, choć telefon pęczniał od liczby połączeń z innymi promotorami. Michelsen był strzałem w dziesiątkę. Ponadto, nie ukrywam, że poświęciłem się dla Duńczyka. Pewnego ranka powiedziałem żonie, że zabieram ją na dłuższą, romantyczną wycieczkę. Spędziliśmy 30 godzin w busie, aby odebrać klamoty Mikkela i przewieźć cały osprzęt Duńczyka na Wyspy. Żona była zszokowana, ale wreszcie mieliśmy czas, aby porozmawiać i potrzymać się za ręce…” – rechocze Trevor.

 

 

5 spotkań u siebie, 2 na wyjeździe, 37 wyścigów, 52 punkty, 10 bonusów, 9 solowych zwycięstw, 8 drugich miejsc, 9 trzecich lokat, 10 finiszów na końcu stawki… Jedno wykluczenie, średnia CMA (meczowa) na poziomie 6,70 punktu… Obiecujący start. Tak zaczynała się angielska przygoda Mikkela Michelsena, ucznia legendarnego Erika Gundersena – trzykrotnego indywidualnego mistrza świata na żużlu…

 

„W mojej familii nie ma wielkich tradycji motorowych. Mój wujek Niels Nielsen ścigał się przed laty w drużynie Slangerup. Tor żużlowy w Slangerup znajdował się o 10 minut jazdy autem od mojego rodzinnego domu. Wujek rozkochał mnie w żużlu, ale przyznaję się bez bicia, że rzadko widywałem go na motocyklu. Jako sześcioletni brzdąc dosiadałem bike’a pt. Yamaha PW50. Uważam, że mądrym rozwiązaniem jest funkcjonowanie klasy o pojemności do 50 centymetrów sześciennych. Mały smyk przyzwyczaja się do prędkości. Motocykle nie są zbyt szybkie dla dorosłego, ale dla takiego brzdąca pędzą niczym rakieta w kosmosie… Potem następuje przesiadka do klasy 80 cc, a to już otwiera szansę na współpracę z dobrym trenerem. Wywodzę się ze szkółki Erika Gundersena, który ma kapitalną rękę do pracy z najmłodszymi” – podkreśla Mikkel Michelsen.

 

Mikkel rozpoczął współpracę z Erikiem Gundersenem, gdy miał 12 lat. Gundersen to mistrz nad mistrzami, ale co ważne z perspektywy młodych adeptów, zachowuje żar w oczodołach i kipi pasją do speedwaya.

 

Michelsen przyjechał do Anglii z wymarzoną średnią: 5 punktów na mecz. „Zdaję sobie sprawę, że byłem łakomym kąskiem dla promotorów, ale wiedziałem, że muszę się wykazać, bo nikt na piękne oczy nie da mi angażu w zespole. Poza tym, cieszyłem się, bo gdy debiutowałem w Eastbourne, angielscy juniorzy mieli łatwiej, a ja lubię, gdy ktoś mnie mobilizuje do pracy nad sobą. Nauczyłem się od Erika, że młody zawodnik powinien jak najczęściej startować, bo zawody zawsze przynoszą więcej korzyści niż treningi. Posłuchałem mistrza Gundersena i w sezonie 2014 podpisałem kontrakty z kilkoma klubami. W Lesznie miałem gwarancję 3 spotkań ligowych i nic ponadto. W Smedernie Eskilstuna nabierałem ogłady, ścigałem się w bawarskim Landshut, duńskim Slangerup i dla Orłów z Eastbourne. Błogosławiłem zapis w kontrakcie z Lesznem, bo bałem się, że sobotnie mecze rozgrywane wieczorową porą w Eastbourne nadwątlą moje siły i nie będę miał energii, aby walczyć o punkty w Polsce. W Anglii nauczyłem się jeździć w każdych warunkach: na błocie, w deszczu, w palącym słońcu, na torze twardym i przyczepnym, a na dodatek trafiłem na ekstremalnie trudny tor w Eastbourne. Przybyłem do Anglii z misją nauki. Wiedziałem, że muszę jak najlepiej wykorzystać czas na Wyspach, bo lepszej szkoły dla żużlowca nie ma…” – mówi Mikkel Michelsen.

 

Dziś Michelsen dojrzał do wielkich sukcesów, a legendarny Hans Nielsen wciąż wpaja młodym duńskim zawodnikom, że nie ma lepszej możliwości, aby nauczyć się technicznej jazdy niż występy w Premiership czy Championship. „W Polsce płacą najwięcej, ale nie osiągniesz wysokiego poziomu sportowego ograniczając się do startów na kontynencie” – mówi Nielsen, a Mikkel kiwa głową przytakując słowom arcymistrza z Brovst.

 

Zodiakalny Lew mierzy wysoko

 

Michelsen wie jak ekstremalną wspinaczką są starty w indywidualnych mistrzostwach świata, bo liznął najszybszego cyrku świata w sezonie 2015 w Horsens, a w 2019 roku znalazł się na ustach maniaków zakochanych w metanolu po akcji w szóstym wyścigu GP w szwedzkiej Malilli…

 

8 sierpnia 2015 roku Mikkel zapamięta na długo. Debiut w cyklu Speedway Grand Prix podczas Kjaergaard GP Danii w Horsens. Serce bije szczególnie w takich chwilach. Trzeci wyścig wieczoru na CASA Arena i… zero punktów. Frycowe płaci każdy… Jason Doyle, Thomas Jonasson i Maciej Janowski pokazują plecy Mikkelowi. Zodiakalny Lew (Michelsen urodził się 19 sierpnia, a więc kocha trygon ognia) błyskawicznie wyciągnął wnioski, bo lubi się uczyć i penetrować nowe arterie… W siódmym wyścigu Kjaergaard GP Danii Michelsen odnosi zwycięstwo! Przywozi takich speców jak Chris Holder, Greg Hancock i Peter Kildemand. Chwila, aby złapać oddech i… zero w trzeciej serii. Dziewiąty wyścig nie pozostawia złudzeń. Wygrywa Niels-Kristian Iversen przed Krzysztofem Kasprzakiem, Matejem Zagarem i Mikkelem Michelsenem. Czternasty wyścig poprawia humor Mikkelowi. Co prawda jako pierwszy szachownicę całuje Nicki Pedersen, ale Michelsen inkasuje dwa oczka i pokonuje Michaela Jepsena Jensena oraz Troya Batchelora. Michelsen dorzuca jeszcze oczko w dwudziestym wyścigu wieczoru. Ostatni bieg serii zasadniczej wygrywa Tai Woffinden, dwa punkty zdobywa Andreas Jonsson, a czwarty przyjeżdża na metę Chris „Bomber” Harris. 6 punktów w debiucie: rewelacja!

 

Na kolejny start w cyklu GP Mikkel musiał czekać aż do 30 czerwca 2018 roku. Ponownie duńskie Horsens. W dziesiątym wyścigu Mikkel zdobywa jeden punkt przegrywając z Jasonem Doylem, Przemysławem Pawlickim. Pokonuje Martina Vaculika i kończy zawody jako rezerwowy.

 

Przestrzeń dla rywala

Wreszcie nadchodzi dzień 17 sierpnia 2019 roku i zawody rangi SGP w Malilli. Trzeci rezerwowy cyklu zastąpił kontuzjowanego Szweda – Toninho Lindbaecka i zaskoczył obserwatorów kapitalną jazdą. „Przed zawodami zakładałem, że plan minimum oznacza awans do półfinału. Tyle, że doskonale wiem, że apetyt rośnie w miarę jedzenia. Skoro już znalazłem się w półfinale, zapragnąłem więcej… Popełniłem kilka błędów na dystansie, a ponadto mogłem lepiej wybierać pole startowe… Cóż, wciąż się uczę. Myślę, że mogę być zadowolony z jazdy w Malilli. Mogę żałować, że za bardzo podekscytowałem się w dwudziestym drugim wyścigu. Zaryzykowałem i postawiłem wszystko na jedną kartę. Zbyt nerwowo pojechałem na pierwszym wirażu, spadłem na ostatnie miejsce. Na trzecim kółku poradziłem sobie z Matejem i rzuciłem się w pogoń za Janowskim i Madsenem, lecz było zbyt późno na sensowną akcję… Może wyszedł na jaw brak doświadczenia, a nadmiar ambicji wyprowadził mnie na manowce?” – Mikkel analizuje GP Skandynawii w Malilli i piąte miejsce z dorobkiem 9 punktów.

 

Jednak dla większości fanów speedwaya, błędy popełnione przez Duńczyka w drugim półfinale nie były tak istotne jak to co wydarzyło się w szóstym wyścigu GP Skandynawii. Fredrik Lindgren i Max Fricke na moment wcielili się w rolę Stefana Evertsa, Antonio Cairoli i Tima Gajsera frunąc ponad Patrykiem Dudkiem. Michelsen prowadził stawkę w szóstym wyścigu, ale mistrz świata juniorów z 2013 roku – Patryk Dudek – nie dawał za wygraną i ani myślał wywiesić białą flagę. Na drugim okrążeniu na prostej przeciwległej Mikkel poszerzył tor jazdy i Duzers zanotował groźny upadek. Chwała dla Lindgrena i Fricke’a, że zachowali przytomność umysłu i nie wyrządzili szkody Dudkowi… W szczególności jegomość z Orebro zasłużył na buteleczkę zacnego szkockiego trunku, o co postarał się Patryk. Freddie Lindgren przeistoczył się w śnieżną kulę i użył motocykla Duzersa jako rampy, po czym przefrunął nad Polakiem niezgorzej niż uczyniłby to Josh Sheehan – autor potrójnego backflipa!

 

 

 

Część obserwatorów dziwiła się, że sędzia zawodów Artur Kuśmierz wykluczył Dudka z powtórki szóstego wyścigu. A co o całej akcji sądzi Mikkel? „Uważam, że to była sytuacja z gatunku 50/50. Słyszałem, że Dudek jest coraz bliżej mnie, czułem go na plecach, ale nie zatrzasnąłem drzwi i nie pojechałem z nim do płotu jak co poniektórzy by uczynili… Usiłowałem zostawić Patrykowi jak najwięcej miejsca przy bandzie, a przy tym nie chciałem zanadto wytracić prędkości. Czy powinienem zostawić więcej przestrzeni Patrykowi czy może jednak manetka pracuje w dwie strony? Nie wiem. Na szczęście Patryk wyszedł bez szwanku z tego karambolu. To był incydent wyścigowy. Nie zmieniałem drastycznie toru jazdy. Nie miałem zamiaru wcisnąć Dudka w bandę. Sędzia podejmuje decyzje i ocenia sytuację. Artur uznał, że prowadziłem w wyścigu, dyktowałem tor jazdy i mogłem obrać ścieżkę, która mi pasowała” – wyjaśnia Mikkel.

 

Cud boski, że Fredrik Lindgren przywykły do jazdy w górskich ostępach Pirenejów i kochający bezdroża Andory zachował trzeźwość umysłu i uratował Duzersa…

 

Życie zawodowego żużlowca to nieustanna rywalizacja ze wskazówkami zegara. Wieczny pośpiech. „Tęsknię za rodziną, bo rzadko widuję najbliższych w trakcie sezonu. W Polsce też nie mam chwili wytchnienia, bo wciąż jestem w drodze. Bus, sen, zawody, hotel, posiłki i tak bez końca… Nie wiedziałem czy wystartuję w Vojens podczas GP, bo w duńskim żużlu nic nie jest pewne ani oczywiste (to sarkastyczna uwaga do sztabu menedżerskiego, który nie powołał Michelsena na zawody Speedway of Nations w rosyjskim Togliatti). Bardzo liczyłem na dziką kartę w Vojens, bo zatęskniłem za pełnymi trybunami w ojczyźnie. Wiedziałem, że zawody w Vojens będą oznaczały skrawek czasu spędzonego z rodziną…” – stwierdził Mikkel.

 

7 września 2019 roku Ecco – dawny sponsor profesora z Oxfordu – czterokrotnego indywidualnego mistrza świata Hansa Nielsena – przywrócił do życia obiekt w Vojens. Gigantyczne jak na duńskie warunki tłumy kibiców przybyły do świątyni dobrego ścigania, ale Mikkel nie zapisze tego wieczoru do kajetu ze skarbami… 6 punktów w pięciu startach. Na osłodę pozostało jedno solowe zwycięstwo odniesione w osiemnastym wyścigu kiedy Mikkel pokonał Taia Woffindena, Artioma Łagutę i Roberta Lamberta. O niebo lepiej było 10 sierpnia 2019 roku kiedy Michelsen wygrał rundę Speedway European Championships na torze w Vojens...

 

Vojens czy Gorican?

Czy występ w Vojens to efekt rozczarowania występem w chorwackim Gorican? „Nie nazwałbym toru w Chorwacji moim ulubionym, ale też daleki jestem od stwierdzenia, że to najgorszy tor na jakim jeździłem. Lubię Chorwatów, dobrze czuję się na Bałkanach, a rodzina Pavliców zawsze otacza mnie doskonałą opieką. To bardzo gościnni ludzie. Tor w Gorican jest bardzo specyficzny, ale jak na każdym torze trzeba imponować dobrymi startami. Bardzo chciałem awansować do cyklu Speedway GP, bo czuję, że jestem przygotowany do jazdy w elicie. Dwa busy, trzech oddanych i wykwalifikowanych mechaników, optymizm wręcz buzuje. Mam dopiero 25 lat, więc głęboko wierzę, że jeszcze zdołam wywalczyć miejsce w cyklu GP. Podczas GP Challenge potrzebny jest ogrom szczęścia” – wyznaje Michelsen.

 

24 sierpnia 2019 roku Mikkel zgromadził 5 punktów w Gorican. Triumfator zawodów Słoweniec Matej Żagar nie ścigał się regularnie w Chorwacji przez 4 lata, więc dla niego tor również był jedną wielką enigmą… Zabawa w ciuciubabkę, ogromny stres i morderczy wysiłek dla każdego z uczestników. Nie tylko Michelsen ma prawo czuć się zawiedziony wynikiem… A cóż ma powiedzieć Pontus Aspgren, któremu defekt motocykla na starcie do osiemnastego wyścigu zabrał niemalże pewny awans do Speedway GP’2020? 9 punktów i ocean dramatu rozlał się na barki Szweda. Peter Nahlin doradzał Pontusowi, szczęście było blisko. Morgan Andersson, menedżer reprezentacji Szwecji, rozpaczał, bo wie ile energii Aspgren włożył w przygotowanie do GP Challenge, a koniec końców, musiał obejść się smakiem.

 

Michelsen odczuł na własnej skórze jak trudno walczy się o każdy punkcik na piaszczystym torze w Gorican. W pierwszej serii Mikkel wzbogacił się o dwa punkty. W piątym wyścigu zawodów Duńczyk przyjechał na czwartym miejscu, a przed nim znalazł się chociażby Francuz David Bellego. Szczyptę nadziei wlał dwunasty bieg, w którym Mikkel przegrał tylko z dawnym kolegą klubowym z Wybrzeża Gdańsk – Andersem Thomsenem. 4 oczka w trzech startach – ten dorobek nie rzucał na kolana, ale w perspektywie Mikkel mógł liczyć na dwa zwycięstwa, a 10 punktów dawało szansę walki w wyścigu dodatkowym. Nic z tych rzeczy. W czternastym wyścigu Mikkel przegrywa z Juricą Pavlicem i Peterem Ljungiem i stało się jasnym, że marzenia o GP musi odłożyć na kolejny rok… Czary goryczy dopełnia dziewiętnasty bieg, w którym wygrywa Żagar przed Fricke’m, Smolinskim i Michelsenem. 5 oczek i sporo czasu na refleksję. Zawody sędziowane przez Brytyjkę Christinę Turnbull stały na wysokim poziomie sportowym.

 

Ktoś powie: nie martw się Mikkel, wszak dzisiejszy sport przesuwa granice, bo w sezonie 2019 w mistrzostwach USA startował „Boogaloo” – Bobby Schwartz! Mistrz świata w jeździe parami (1981 z Brucem Penhallem i 1982 z Dennisem Sigalosem)! Bobby Schwartz nawet w wieku 63 lat potrafi się ścigać, ale wszyscy wtajemniczeni wiedzą, że nie są to zawody, które dorównują poziomem turniejowi GP. 60-letni Eddie Castro też znalazł czas, aby łamać motocykl na kalifornijskiej agrafce i wypada chylić czoło przed tymi dżentelmenami, ale Mikkel chciałby zostać mistrzem świata nieco wcześniej niż przed sześćdziesiątymi urodzinami, nieprawdaż…?

 

28 523 par oczu

 

W 1986 roku Hans Nielsen zdobył złoty medal indywidualnych mistrzostw świata na Stadionie Śląskim w Chorzowie. Jedenaście lat później Tommy Knudsen zwyciężył w memoriale Jana Ciszewskiego. Nicki Pedersen wygrał rundę Speedway GP w Chorzowie w 2002 roku. Leon Madsen założył koronę na skroniach mistrza Starego Kontynentu w 2018 roku. Słowem: Śląski jest szczęśliwy dla Duńczyków. W ostatnią sobotę września 2019 roku do grona duńskich triumfatorów dołączył Mikkel Michelsen. Wiktorię Michelsena oglądało 28 523 kibiców… Michelsen zgromadził 15 punktów, a w całym cyklu SEC zrównał się z Rosjaninem Grigorijem Łagutą (obaj uzbierali 45 oczek). Wyścig dodatkowy ułożył się po myśli Duńczyka. „To bardzo wzruszający moment. Godzi się przypomnieć, że na sukces pracowałem przez cały sezon. Oczywiście, że mam świadomość ilu duńskich żużlowców błyszczało i wygrywało ważne zawody w Chorzowie. W sezonie 2018 byłem ogromnie rozczarowany potknięciem na Stadionie Śląskim. Wówczas oddałbym fortunę za brązowy medal SEC, a dziś wygrałem cały cykl indywidualnych mistrzostw Europy. Oszaleję ze szczęścia!” – mówił uradowany 25-latek.

 

 

Mikkel Michelsen przystąpił do zawodów bez nadmiernej presji na barkach. „Luźna guma” jak mawiają żużlowcy, czasem czyni cuda i pozwala uchwycić właściwy dystans. Gigantyczna presja nie zawsze wyzwala dodatkowe moce u zawodnika. „One Sport – promotor SEC – wykonał ogrom pracy. Spodziewałem się garstki kibiców na trybunach, a tymczasem na zawody przybyło sporo fanów speedwaya. To dodało smaczku, bo atmosfera była wyśmienita, a żużlowcy lubią jeździć, gdy na trybunach panuje pozytywny jazgot. Sezon 2019 w SEC był prawdziwą huśtawką nastrojów. W dwóch pierwszych rundach zgromadziłem zaledwie 15 punktów. Końcówka była wyborna. Myślę, że Vojens postawiło mnie na nogi i przywróciło wiarę w sukces – sam nie wiem dlaczego sięgnąłem po komplet 15 oczek w Vojens! Przystąpiłem do zawodów w Chorzowie z nastawieniem: nie mam nic do stracenia, a wiele mogę zyskać! Mój wujek zwykł mawiać, że szczęście sprzyja lepiej przygotowanym… Jak dotąd, w prestiżowych zawodach przeważnie prześladował mnie pech, więc cieszę się, że na Stadionie Śląskim przegnałem demony i zdobyłem złoty medal ME! To zwycięstwo dedykuję zmarłemu wujkowi, który niestety nie doczekał mojego triumfu w SEC… Wujek zmarł wiele lat temu, ale miał kolosalny wpływ na moją sportową karierę” – rzekł wzruszony Mikkel Michelsen.

 

Lew pamięta o tych, którzy mu pomogli w uprawianiu zawodu będącego najprawdziwszą pasją. Owszem, są wzloty i upadki, chwile trwogi i nieskrępowanej radości, ale czym byłoby życie bez speedwaya? Jak mawia rodak Mikkela Michelsena – indywidualny mistrz świata juniorów z 1997 roku – Jesper Brunn Jensen – „zawód hydraulika przynosi mi niemałe pieniążki. To fajne zajęcie, ale nie tak ekscytujące jak jazda na motocyklu żużlowym…” – mawiał były uczestnik cyklu GP i gwiazda Wolverhampton Wolves. Mikkel Michelsen wspiął się póki co na Mont Blanc, a w głębi duszy przechowuje nadzieję, że któregoś pięknego wieczoru stanie na szczycie Czomolungmy i zostanie zaproszony na galę FIM Awards tak jak legendarny Hans Nielsen przybył do królestwa Ayrtona Senny w 2012 roku… Powodzenia, Mikkel!

Tomasz Lorek, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze