Pindera: Kto teraz dla Crawforda, Lopez dla Łomaczenki?

Sporty walki
Pindera: Kto teraz dla Crawforda, Lopez dla Łomaczenki?
fot. PAP

W Madison Square Garden w Nowym Jorku miało być jak u Hitchcocka i było. Zaczął Michael Conlan, skończył Terence Crawford, a największe wrażenie zrobił Teofimo Lopez, nowy mistrz świata wagi lekkiej, który może być kolejnym rywalem Wasyla Łomaczenki. Ukrainiec nie widzi przeciwskazań.

Patrząc na dokonania w boksie olimpijskim walką wieczoru powinno być starcie Michaela Conlana z Władimirem Nikitinem w wadze piórkowej. Irlandczyk był przecież mistrzem świata, mistrzem i wicemistrzem Europy, ma brązowy medal olimpijski z Londynu, nie licząc znakomitych występów w półzawodowej lidze WSB (World Series of Boxing), a Rosjanin wicemistrzem świata, medalistą ME i może się pochwalić serią walk bez porażki w WSB.

 

A że połączył ich jeszcze głośny, kontrowersyjny werdykt na igrzyskach w Rio de Janeiro przyznający wygraną Nikitinowi, to mieliśmy dodatkowo złą krew, czyli znakomitą przyprawę bokserskich gal. Sędziowie bowiem sprawili, że Conlan wrócił z Brazylii bez złotego medalu na który liczył, a Rosjanin mógł się cieszyć z brązowego krążka, który mu się nie należał.

 

Ale to już historia. Warto jeszcze dodać, że w 2013 roku Nikitin pokonał Conlana jak najbardziej zasłużenie w ćwierćfinale MŚ rozgrywanych w Kazachstanie i przywiózł stamtąd srebrny medal.

 

Tym razem nie było najmniejszych wątpliwości, Conlan wygrał wysoko na punkty pokazując, że potrafi się nie tylko bić, ale też boksować, wykorzystując swoje nieprzeciętne umiejętności techniczne. Jeśli częściej potrafi zachować tak zimną głowę, jak w pierwszej fazie walki z Nikitinem, to kto wie, może w 2020 roku dostanie walkę o mistrzostwo świata w wadze piórkowej.

 

Pas WBO należy do Amerykanina Shakura Stevensona, wicemistrza olimpijskiego z Rio de Janeiro. Gdyby nie budząca duże wątpliwości decyzja sędziów, Conlan walczyłby właśnie z nim w półfinale turnieju olimpijskiego. Dziś Stevenson jest o kilka długości przed Irlandczykiem, ale to jeszcze niczego nie przesądza. Irlandczycy w USA mają dużą widownię, więc Conlan naprawdę nie jest bez szans, by dostać już wkrótce mistrzowski pojedynek, tym bardziej że tym razem pokazał się w MSG z jak najlepszej strony.

 

Ale jeszcze mocniejsze wejście miał Teofimo Lopez, podobnie jak Conlan i Nikitin, olimpijczyk z Rio. Mieszkaniec Brooklynu reprezentował tam barwy Hondurasu, kraju swoich rodziców, bo Amerykanie trzy lata temu postawili na Carlosa Balderasa. Obaj zresztą wrócili z igrzysk bez medalu. Pamiętajmy tylko, że Lopez miał zaledwie 19 lat i przegrał z bardzo zdolnym, późniejszym amatorskim mistrzem świata, a w Rio srebrnym medalistą, Francuzem Sofianem Oumihą.

 

W nocy z sobotę na niedzielę (polskiego czasu) 22-letni dziś Lopez w drugiej rundzie znokautował obrońcę pasa IBF w wadze lekkiej, pochodzącego z Ghany Richarda Commeya i jest teraz pierwszy w kolejce do Wasyla Łomaczenki, który jak mówi, nie ma nic przeciwko takiej konfrontacji. – Lopez zdobył tytuł, jest mistrzem, więc możemy walczyć – zapewnił obecny na tej gali Ukrainiec, który jest posiadaczem trzech pasów (WBC, WBA, WBO) w wadze lekkiej.

 

I jeśli nie zajdą jakieś okoliczności biznesowe, co w zawodowym boksie zawsze jest możliwe, to taka walka mogłaby się odbyć już wiosną. Lopez jest pewny, że da sobie radę, Łomaczenko tym bardziej, że utrze młokosowi nosa, a my możemy tylko zacierać ręce, bo byłoby co oglądać. Faworytem byłby Ukrainiec, ale tacy jak Lopez, potrafiący zgasić rywala jak świeczkę, zawsze więc mają szansę.

 

I na koniec jeszcze kilka słów o Crawfordzie, mistrzu WBO wagi półśredniej, jednym z najlepszych, obok Łomaczenki i Saula Alvareza bez podziału na kategorie, który w 9 rundzie zatrzymał Litwina Egidijusa Kawaliauskasa i po raz trzeci obronił tytuł organizacji WBO.

 

Dla pięściarza z Nebraski, byłego mistrza wagi lekkiej i junior półśredniej, była to obowiązkowa obrona, za którą otrzymał 4 mln dolarów i znów miał okazję pokazać się w nowojorskiej Madison Square Garden, nazywanej Mekką Boksu. W kwietniu znokautował tam Amira Khana, teraz Kawaliauskasa, byłego brązowego medalistę MŚ (2011).

 

Niepokonany do soboty Litwin, to pięściarz twardy, silny, solidny i dobrze wyszkolony. I potrafiący radzić sobie z odwrotną pozycją rywala, a tak właśnie zaczął ten pojedynek praworęczny Crawford.

 

Problemy Kawaliauskasa zaczęły się, kiedy Czarodziej z Omaha przyśpieszył i skrócił dystans. W siódmej rundzie Litwin padł po raz pierwszy, w dziewiątym starciu poleciał na deski jeszcze dwa razy i sędzia przerwał pojedynek. Dodajmy od razu, jak najbardziej słusznie.

 

W rozmowie z reporterem ESPN Crawford powiedział, że chce walczyć z najlepszym. Myślę że bardziej zdecydowanie powinien bić się o swoje interesy, imiennie wywoływać tych, z którymi chce się zmierzyć, bo czas biegnie, a on nie będzie młodszy. Myślę, że najtrudniejszą przeprawę miałby z mistrzem Errolem Spencem Jr, ale Shawn Porter czy Keith Thurman też mogliby sprawić mu sporo kłopotów. I z każdym z nich, nawet ze Spencem Jr, w jego najwyższej formie, byłby też w stanie wygrać. Oby więc do takich walk doszło jak najszybciej.

       

  

Janusz Pindera, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze