Kowalski: Czy Klopp wkrótce zwolni Simeone?

Piłka nożna
Kowalski: Czy Klopp wkrótce zwolni Simeone?
Fot. PAP

Jesienią ubiegłego roku wydawało się, że jeśli ktoś ma zatrzymać Liverpool na drodze do kolejnego finału Ligi Mistrzów, to może być to przede wszystkim Atletico Madryt. Hiszpański wicemistrz bazujący na doskonałej obronie zmierzy się triumfatorem Champions League w 1/8 finału już w lutym. Po tym jak oba zespoły prezentują się na początku 2020 trzeba uznać, że ich wskaźniki formy poszły w zupełnie innych kierunkach. Gdyby tylko to brać pod uwagę, to zanosi się raczej na mecze do jednej bramki.

Ostatnie wydarzenia w Hiszpanii i Anglii były tu niezwykle znamienne. Liverpool wygrał 14 mecz z rzędu w Premier League. Pokonał 2:1 Wolverhampton, dzięki czemu prowadzi w lidze z 16 punktami przewagi nad Manchesterem City (ma jeszcze także zaległy mecz do rozegrania). A bilans ekipy Juergena Kloppa to 22 zwycięstwa, 1 remis i żadnej porażki!

 

Atletico natomiast przegrało w Pucharze Hiszpanii z trzecioligowym Cultural Leonesa 1:2, czym zszokowało nie tylko kibiców na Półwyspie Iberyjskim. I nie był to wypadek przy pracy, ale efekt tendencji. Trzeci mecz z rzędu przegrany przez ekipę Diego Simeone. W madryckim dzienniku „As” do piątkowego południa aż 10 tysięcy uczestników sondy, na pytanie czy argentyński trener powinien odejść, odpowiedziało twierdząco. Czyli 75 procent.

 

Od razy nasunęły się skojarzenia z 2011 rokiem, kiedy drużyna pod wodzą Gregorio Manzano odpadła w Pucharze również z trzecioligowym Albacete i wówczas właśnie stery objął charyzmatyczny Simeone. Popularny „Cholo” w ciągu blisko dziewięciu lat swojej pracy wprowadził na stałe drugi klub z Madytu do pierwszej dziesiątki w Europie. Zdobywał w tym czasie mistrzostwo, Puchar i Superpuchar Hiszpanii, dwa razy wygrał Ligę Europy, dwa razy Superpuchar Europy, dwa razy grał w finale Ligi Mistrzów (obie porażki z Realem).

 

Aż nieprawdopodobne, że ledwie kilku miesiącach słabszej gry (sezon 2019/20 jest zdecydowanie najgorszym za kadencji Argentyńczyka) publiczność aż tak gremialnie odwraca się od swojego idola (przez lata jako zawodnik był też gwiazdą drużyny). Człowieka, który zdaniem hiszpańskich dziennikarzy stał się nawet, podobnie, jak kilku innych charyzmatycznych trenerów w Europie, twórcą nowego piłkarskiego nurtu. Na swoje potrzeby nazwali go „Cholismo”.

 

W skrócie, chodzi o dyscyplinę taktyczną, niesamowite zaangażowanie wyjątkowo charakternych zawodników, których dobierał (sam o nich mówi: żołnierze) i osiąganych wynikach, które nazywano „kodem Simeone” - 1:0. Aż ośmiokrotnie takim rezultatem kończyły się mecze „Rojiblncos” w ubiegłym sezonie, podobnie jak 1:1. Atletico najczęściej szybko strzelało gola, a później broniło dostępu do własnej bramki.

 

Nie wszystkich to zachwycało, ale było skuteczne. Dzięki Simeone Atletico w ostatniej dekadzie doszlusowało do europejskiej finansowej czołówki. Czarty najwyższy transfer w historii futbolu, czyli ściągnięcie z Benfiki Lizbona za 126 mln euro 19-letniego Joao Felixa minionego lata był udziałem właśnie „Atleti”, a nie Realu, Barcelony, Manchesteru City czy PSG.

 

Ten komfort wypracował Simeone i… przed obecnym sezonem poszedł na całość. Wymienił wojsko. Pozbył się właściwie całej linii obrony. Odeszli Lucas Hernandez, Filipe Luis, Juanfran i kapitan Diego Godin, kluczowy pomocnik Rodri i największa gwiazda Antoine Griezmann. Owszem, rozmach w zakupach był przeogromny. Obok wspomnianego Felixa także za grube miliony ściągnięto Hermoso, Llorente, Lodiego, Felipe, Herrerę, Trippiera.

 

Realizowano niemal wszystkie zachcianki Simeone, bo po pierwsze, zapracował na takie zaufanie, a po drugie zapewniał, że nowi wejdą błyskawicznie w buty poprzedników. I nawet tak się przez moment wydawało. Felix już na początku przeprowadził kilka akcji niczym Diego Maradona, a przed sezonem w prestiżowych rozgrywkach International Champions Cup udało się ograć Real aż 7:3. Siła rozpędu jednak słabnie. Choć Atletico w lidze jest na trzecim miejscu (osiem punktów mniej od prowadzących Realu i Barcelony) drużyna zatraciła charakter.

 

Dawny piłkarz, a dziś główny recenzent tego co dzieje się w klubie z Madrytu – Kiko Navarez, tak definiuje problemy swojej byłej drużyny: „To jest teraz delikatny zespół, któremu brakuje siły. Są grzeczni dobrzy chłopcy, ale nie ma mężczyzn, ludzi z charakterem, którzy wcześniej mieli go w DNA. Nie ma hierarchii, istnieje kłopot przywództwa. Nie może być tak, że takie zdolności ma tylko trener. „Cholo” budował ten zespół przez lata, a tego lata porozrzucał klocki i zaczął składać je od nowa”.

 

Gdyby klubem zarządzał dawny legendarny już właściciel Jesus Gil, który słynął ze swojej nadpobudliwości w kwestii zmian trenerów, wyrzuciłby Argentyńczyka być może nawet w trakcie haniebnego spotkania z Cultural Leonesa. Czasy się jednak zmieniły i zapewne do rewanżowego starcia z Liverpoolem pozycja Simeone nie będzie podważana przez władze klubu. W tej sytuacji jednak, zapowiadające się już wcześniej jako jedne z najciekawszych strać w 1/8 finału Ligi Mistrzów spotkania Atletico z Liverpoolem, nabierają jeszcze większego smaku. Oprócz samego wyniku, powstaje bowiem pytanie czy Klopp zwolni Simeone?

Cezary Kowalski, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze