Bosek o zwolnieniu Gruszki: W Resovii trzeba było coś zrobić

Siatkówka
Bosek o zwolnieniu Gruszki: W Resovii trzeba było coś zrobić
fot. Cyfrasport

Ryszard Bosek nie był zaskoczony, że Piotr Gruszka nie jest już trenerem Asseco Resovii Rzeszów. - Coś trzeba było zrobić. A czy zmiana szkoleniowca wystarczy do wyjścia z kryzysu, to się dopiero okaże - powiedział słynny przed laty siatkarz.

Resovia w środę uległa u siebie GKS Katowice 1:3. To 11. porażka w PlusLidze ekipy z Podkarpacia, która rozegrała dotychczas 17 spotkań i plasuje się na 11. miejscu. W czwartkowe popołudnie klub poinformował, że Gruszka, który objął zespół przed tym sezonem, nie będzie już jego trenerem.

 

- Wszyscy się tego chyba spodziewaliśmy. Zwłaszcza po dwóch ostatnich porażkach. 99 procent klubów wykonałoby taki ruch. I tak w Rzeszowie późno to zrobiono. Gruszka dostał duży kredyt zaufania - zaznaczył Bosek.

 

Zastrzegł jednak od razu, że taka decyzja nie oznacza, iż słabe wyniki Resovii to wyłącznie wina szkoleniowca.

 

- Trener jednak bierze odpowiedzialność za rezultaty. Bez względu na to, czy sam jest dobry, czy nie. Poza tym łatwiej wymienić jego niż czterech czy pięciu zawodników. Takie są zasady. A coś w Rzeszowie trzeba było zrobić. Czy sama zmiana szkoleniowca wystarczy? To się dopiero okaże - zaznaczył.

 

Gruszka przed przyjściem do klubu z Podkarpacia w latach 2016-2019 prowadził GKS Katowice. Debiut w tej roli zaliczył zaś w sezonie 2014/15 w BBTS Bielsko-Biała.

 

- W GKS się wykazał, bo mając teoretycznie słabszy zespół zrobił dobry wynik. To, że teraz mu nie wyszło, nie znaczy, że nie będzie dobrym szkoleniowcem. Na razie Piotr ma jeszcze dość małe doświadczenie w tej roli, musi go jeszcze nabrać. Ja mu życzę świetlanej przyszłości. Takie rzeczy jak zwolnienia zdarzają się w każdym zawodzie, a w trenerskim przede wszystkim. Nie ma tu ludzi nietykalnych. Co prawda za wyniki częściowo przynajmniej odpowiadają też działacze, ale oni zawsze jakoś spadają na cztery łapy - podkreślił złoty medalista mistrzostw świata w 1974 roku i igrzysk olimpijskich w 1976 roku.

 

Sam jeszcze przed ogłoszeniem informacji o zwolnieniu Gruszki był zdania, że konieczna jest jakaś reakcja klubu z Rzeszowa.

 

- Zmiana trenera jako metoda potrząśnięcia drużyną zazwyczaj działa przy ekipie złożonej z młodych graczy, a tu są prawie sami doświadczeni. Ale trzeba było interweniować, bo to trwało już za długo. Działacze, nie reagując, czekali trochę na cud. Rzeszowianie słabo zaczęli sezon. W grudniu wydawało się, że wychodzą na prostą i że udało się opanować sytuację, ale potem było coraz gorzej - podsumował.

 

Zapytany o źródło kłopotów zespołu z Podkarpacia zaznaczył, że oglądał jego mecze wyłącznie w telewizji.

 

- A trudno wskazać przyczynę, nie będąc wewnątrz, na treningach czy na co dzień z drużyną. Wtedy można bowiem stwierdzić, w jakiej formie jest zespół. Wydaje mi się, że nie ma tu tylko jednego powodu - zaznaczył były siatkarz.

 

Boska dziwi to, co stało się z klubem, który w latach 2009-2016 nie schodził z podium mistrzostw kraju.

 

- Ostatnie dwa lata są bardzo słabe. Sytuacja zrobiła się krytyczna. To tym dziwniejsze, gdy weźmie się pod uwagę jego budżet. Mają właściwie wszystko - pieniądze, doświadczonych zawodników na dobrym poziomie - wyliczał.

 

Według utytułowanego reprezentanta Polski i byłego trenera biało-czerwonych w poczynaniach Resovii w tym sezonie jest duża bezradność.

 

- Zawodnicy są spięci, brakuje im entuzjazmu i zespołowości. Każdy gra asekuracyjnie i próbuje popełnić jak najmniej błędów, a to w siatkówce się nie sprawdzi. Oni boją się przegrać, to sprawa mentalności. Coś się w tej sprawie musi zmienić. Mimo że w zespole są prawie sami doświadczeni zawodnicy, to drużyna ma delikatną skorupkę. Gdy rywal mocniej ich przyciśnie, poddają się - ocenił.

 

W trakcie niedawnego meczu z Cuprum Lubin interweniował prezes Resovii Krzysztof Ignaczak. Udał się wówczas w okolice ławki rezerwowych i głośno powiedział, co myśli o postawie zawodników swojego zespołu. Bosek nie jest jednak zwolennikiem takich metod.

 

- Widziałem takie coś wcześniej dwa razy w życiu, ale...50 lat temu. Efekt tej przemowy prezesa Resovii był taki, że trzeci set zaczął się od prowadzenia 7:0, ale rywali... - zaznaczył.

 

Gruszkę ma na razie zastąpić jego dotychczasowy asystent Wojciech Serafin. Siatkarski ekspert nie ma jednak wątpliwości, że klub będzie szukał innego trenera na stałe.

 

- Będą zainteresowani większym nazwiskiem. Chyba że od jutra zaczną wygrywać, ale to by znaczyło, że Serafin jest czarodziejem. Trzeba pamiętać, że miał on też słabszy moment w trakcie pracy w Kielcach. Trenerów z wyrobionym nazwiskiem nie łapie się jednak w biegu na ulicy, a na tym etapie sezonu większość takich jest zajęta - zastrzegł.

 

Resovia w poniedziałek zmierzy się na wyjeździe z Visłą Bydgoszcz.

PAP, WŁ

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze