NBA: Pierwsza wygrana Lakers po śmierci Bryanta

Koszykówka
NBA: Pierwsza wygrana Lakers po śmierci Bryanta
fot. PAP

Los Angeles Lakers pokonali Sacramento Kings 129:113 w koszykarskiej lidze NBA. To ich pierwsza wygrana po tragicznej śmierci w katastrofie helikoptera legendy klubu Kobego Bryanta. Liderem ekipy był LeBron James, który zaliczył 92. triple-double w karierze.

"To był nasz obowiązek, żeby wyjść na boisko i rozegrać to spotkanie. Musimy teraz jeszcze częściej pokazywać naszą mentalność zwycięzców, bo właśnie tego oczekiwał od nas Kobe" - powiedział James.

 

Jego meczowe statystyki są imponujące, tym bardziej, że dobę wcześniej miał bardzo emocjonujące wystąpienie ku czci Bryanta. Założył jego koszulkę i ze łzami w oczach wspominał przyjaciela. Dziękował mu za to, co osiągnął w koszykówce, bo jak zaznaczył - to właśnie Kobe był jego największą inspiracją.

 

W sobotę zdobył 15 punktów, miał jedenaście asyst i dziesięć zbiórek. Po spotkaniu trudno było schować emocje także trenerowi Lakers Frankowi Vogelowi. "Nigdy już nie będzie normalnie. Nigdy to wszystko nie będzie takie jak wcześniej" - skomentował mocno poruszony.

 

Podczas pierwszej przerwy technicznej, cztery minuty po rozpoczęciu meczu, na wielkim telebimie jeszcze raz pokazano wzruszające wideo, w którym bohaterami byli Bryant i jego 13-letnia córka Gianna, która razem z ojcem zginęła w katastrofie. Na parkiecie z kolei pokazano dwie koszulki - z numerem ósmym i 24. To właśnie w nich grał przez 20 lat Bryant. Także wielu kibiców nosiło tego dnia koszulki z jego nazwiskiem. A w trakcie meczu wielokrotnie było słychać okrzyki: "Kobe, Kobe".

 

"Mam nadzieję, że tak będzie każdego wieczoru, ponieważ to jest dziedzictwo, które po sobie zostawił" - skomentował James.

 

Jubileusz świętował trener Ricks Carlisle. Prowadzeni przez niego koszykarze Dallas Mavericks odnieśli zwycięstwo nad Atlantą Hawks 123:100. To była jego 500. wygrana w lidze NBA. To dopiero 13. szkoleniowiec w historii rozgrywek, który dokonał takiego wyczynu.

 

Koszykarze Dallas poradzili sobie, mimo braku w składzie dwóch kontuzjowanych gwiazd Luki Doncicia i Kristapsa Porzingisa. Liderem zespołu został Jalen Brunson - 27 punktów.

 

"Moje nastawienie było dokładnie takie samo, jak zawsze. Po prostu wykorzystałem szansę, która się stworzyła" - powiedział po meczu Brunson.

Doskonały wieczór miał Damian Lillard. Zawodnik Portland Trail Blazers zdobył 51 punktów i po raz piąty w ostatnich sześciu meczach przekroczył barierę 40 oczek. To pozwoliło na spokojne zwycięstwo nad Utah Jazz 124:107.

 

Takim bilansem jak Lillard nie może pochwalić się żaden inny koszykarz w historii NBA. W sześciu spotkaniach zdobył średnio co najmniej 45 punktów i miał po 10 asyst.

 

W sobotę zapisał na swoim koncie 51 punktów, 12 asyst i miał 100 procentową skuteczność w rzutach wolnych. W hali skandowano pod jego adresem: "MVP, MVP".

 

To czwarte z rzędu zwycięstwo Trail Blazers i 23. w sezonie.

psl, PAP

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze