Fonfara kontra Saganowski! "Wracam, żeby pomóc innym"

Sporty walki
Fonfara kontra Saganowski! "Wracam, żeby pomóc innym"
fot. CyfraSport

- Będę się upierał, żeby zrobić walkę z Markiem w treningowych rękawicach, a nie tych, których używamy w walkach. Boks to sport kontaktowy. Coś się może zdarzyć, kogoś poniesie i jest problem... - pół żartem, pół serio powiedział o swoim charytatywnym powrocie na ring (28 marca, Legia Fight Club) Andrzej Fonfara. Jego rywalem będzie znany z piłkarskich boisk Marek Saganowski.

Przemysław Garczarczyk: Zdradziłeś na swoim Instagramie, o co chodzi z powrotem na ring, ale powiedz coś więcej na ten temat. Jak powstał pomysł na walkę z Saganowskim?

 

Andrzej Fonfara: Napisała do mnie Fundacja Legii Warszawa z zapytaniem, czy wziąłbym udział w takim projekcie. Oczywiście się zgodziłem. Przy okazji wpadliśmy na pomysł zrobienia "fake newsa" i puszczenia dziennikarskiej kaczki, ze wracam na ring. Wielu ludzi to podłapało, nie tylko dziennikarze. "Co ty robisz, mówiłeś, że nie wrócisz!" - pisali niektórzy. Inni byli pozytywnie nastawieni. Cieszyli się, że zobaczą mnie po raz kolejny w ringu. Ale nic się zmieniło - skończyłem z boksem, jestem szczęśliwym emerytem i daję sobie doskonale radę. Cieszę się, że mamy szczytny cel. Pomagamy Fundacji, która przez sport pomaga młodym dzieciakom wyjść z trudnej sytuacji życiowej. Wiem, że Marek trenuje w legijnym Fight Clubie. Postaram się, żeby wyglądał w ringu jak najlepiej.

 

Skąd pomysł na takiego rywala?

 

Interesuje się sportami walki, trenuje boks. Na boisku Marek był typowym “walczakiem”, ostro grał w piłkę. Podobny jest w życiu osobistym. Władze Legii pewnie zapytały Marka, co o tym sądzi, a on się zgodził. Do tego znamy się osobiście. Nie wiem, czy będziemy boksować w kaskach, czy nie. Raczej ich nie będzie, ale będę się upierał, żeby zrobić walkę w rękawicach 16-uncjowych, czyli treningowych, a nie tych, których używamy w walkach - 10-uncjowych. Tak będzie bezpieczniej i dla mnie, i dla niego. Boks to sport kontaktowy. Coś się może zdarzyć, kogoś poniesie i jest problem. Wracam, żeby pomóc innym - to jest najważniejsze. Przypomnę jeszcze raz datę i miejsce - 28 marca, legijny Fight Club.

 

Pozostańmy przy tobie i boksie, ale zmieńmy temat: twoje pięściarskie życie po życiu, czyli powstanie menedżerskiego “Fonfara Management”.

 

Chciałem pozostać przy boskie, a to chyba najlepsza droga - bycie menedżerem. Do trenerki jakoś nigdy mnie nie ciągnęło, choć trenowałem u siebie w gymie wielu chłopaków. Nie czułem tego. W boksie mam ciągle bardzo wiele kontaktów. Otwieram w tym roku biuro i chcę wszystkie siły włożyć w ten projekt.

 

Współpracujesz już z jakimś pięściarzem?

 

Michał Olaś (9-0, 8 KO) jest pierwszym pięściarzem, z którym współpracuję. Znamy się trochę, boksował na mojej gali w Warszawie. Nie jest związany z żadnym promotorem, więc mam większe pole do popisu. Mogę "wsadzić" go na każdą galę czy załatwić lepsze warunki finansowe. Zapewnione ma naprawdę wszystko, co trzeba do myślenia tylko o boksie - samochód, mieszkanie, sprzęt i przygotowania. Zawalczy najprawdopodobniej na początku marca. Sparujemy z dobrymi rywalami u trenera Sama Colonny. Tylko wygrywać. Jesteśmy dla siebie wzajemnymi królikami doświadczalnymi - on jest pierwszym z moich pięściarzy, ale ja też ciągle się uczę.

 

Kontakty z czasów kariery pięściarskiej z pewnością mogą pomóc ci w rozkręceniu projektu.

 

Mam dużo kontaktów, nigdy nie paliłem za sobą mostów. Gdzie nie zadzwonię - czy to Nowy Jork, czy Houston, czy Big Bear, miejsca gdzie trenowałem, czy do Al'a Haymona - wszyscy od razu pytają - "Bracie, jak możemy pomóc?" Kiedyś chciałem być najlepszym pięściarzem na świecie, a teraz mam ambicję, żeby być takim menedżerem. Może będę miał mistrza świata...

Przemysław Garczarczyk z USA, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze