Formuła 1: Inauguracja w Australii niezagrożona. Ale co dalej?

Moto
Formuła 1: Inauguracja w Australii niezagrożona. Ale co dalej?
Fot. PAP

Nie ma już wątpliwości, że koronawirus jest obecnie najważniejszym czynnikiem wszystkiego, co nas otacza. W jego cieniu próbuje funkcjonować także sport, szczególnie tak globalny, jak Formuła 1. Od startu tegorocznej rywalizacji dzielą nas już tylko godziny. Inauguracja w Australii powininna odbyć się bez przeszkód. Niemniej obecna sytuacja na świecie może nakreślić trudne do przewidzenia scenariusze.

W założeniu kalendarz jest rekordowy. Ma liczyć 22 wyścigi. Jednak już teraz wiadomo, że planowane na 17-19 kwietnia Grand Prix Chin zostało przeniesione na bliżej nieokreślony termin. Druga runda w Bahrajnie odbędzie się bez publiczności, a co do trzeciej w Wietnamie wciąż pojawiają się wątpliwości.

 

Tym samym jesteśmy już światkami sporych zawirowań. Ten sezon miał być wyjątkowy, zanim skala i zasięg epidemii zdominowały również wydarzenia oraz przyszłość Formuły 1. Ze sportowego punktu widzenia obecny rok kończy pewien etap w technologii budowania samochodów wyścigowych. Najnowsze konstrukcje zespołów są raczej ewolucją aut, które oglądaliśmy w sezonie 2019. Już wtedy wiele rekordów na poszczególnych torach zostało poprawionych. W tym sezonie będziemy oglądać najszybsze auta w historii tego sportu. Dodatkowo brak większych rewolucji w aerodynamice samochodów sprawia, że różnica między osiągami aut będzie niewielka. To brzmi jak recepta na fantastyczną rywalizację, ale też daje przewagę najlepszej ekipie ostatnich lat – Mercedesowi. Jak wygląda układ sił przed początkiem sezonu?

 

 

MERCEDES

 

Prawda jest taka, że pomimo pełnej dominacji w erze hybrydowej, sześciu tytułów w klasyfikacji konstruktorów, tyle samo u kierowców, zespół wciąż wyznacza standardy i ma nowe pomysły. Pozyskano nowego sponsora, który według mediów dołoży 20 milionów funtów do budżetu. Mimo plotek, że Daimler rozważa wycofanie się z F1, przyszłość zespołu jest jasna i na razie bezpieczna.

 

Z kolei nowa konstrukcja W11 została najlepiej oceniona przez obserwatorów zimowych testów. Dodatkowo inżynierowie z Brackley zaskoczyli konkurencję nowym pomysłem zwanym DAS (dual axis steering). To sprytne rozwiązanie daje kierowcy możliwość zmiany kątów przedniego zawieszenia w zakrętach i na prostych. Ta opcja daje przewagę, a rywalom sprawia ból głowy.

 

ZOBACZ TAKŻE: Sezon żużlowy zawieszony

 

Maksymalnie do tyłu przesunięte tylne zawieszenie także jest dziełem sztuki inżynieryjnej. Układ nie zakłóca przepływu powietrza i daje dodatkowy docisk w newralgicznym dla samochodu miejscu. Nie wszystko jest jednak idealne. Podczas zimowych testów najnowsza specyfikacja jednostki napędowej dość często defektowała. Ten fakt może skomplikować plany Lewisa Hamiltona. Mistrz świata ma szansę wyrównać rekordy zwycięstw i tytułów lidera na liście wszech czasów Michaela Schumachera. Z kolei partner Lewisa w zespole Valtteri Bottas, tradycyjnie w tej części roku, zarzeka się, że tym razem skutecznie powalczy o końcowy triumf w mistrzostwach świata. Nie ma jednak powodów by nie wierzyć, że i tym razem skończy się na zapowiedziach i kilku wygranych wyścigach.

 

FERRARI

 

Ekipa z Maranello włożyła ogromny wysiłek w poprawę docisku swojego samochodu. Podobno w symulacjach jazdy na krętej pętli Hungaroring, nowy samochód SF1000 jest znacznie szybszy od poprzednika. Jednak entuzjazmu we włoskiej ekipie nie ma. Jest w zasadzie więcej pytań niż odpowiedzi. Sportowo wyniki prób z Hiszpanii nie rzucają na kolana.

 

Szef zespołu Mattia Binotto nie ukrywa, że konkurenci są w chwili obecnej szybsi. Dodaje też, że sezon jest długi, a kierunek prac właściwy. Tempo w symulacjach wyścigu daje nadzieję na dobre rezultaty, ale już prędkość na prostych i próby kwalifikacji pozostawiają do życzenia. Na ile Ferrari rzeczywiście ma kłopoty, a na ile jest to próba usypiania rywali, dowiemy się już w weekend na torze Albert Park.

 

Tymczasem wśród kierowców młody i niezwykle utalentowany Charles Leclerc, ma w kieszeni przedłużoną umowę z zespołem. Może skupić się na budowaniu jeszcze mocniejszej pozycji. Sebastian Vettel, choć jest czterokrotnym mistrzem świata, wcale nie jest w komfortowym położeniu. Po koszmarnym dla niego poprzednim sezonie, musi walczyć o pozycję lidera i także o ewentualne przedłużenie umowy z Ferrari na kolejne lata. To nie będzie łatwe zadanie i już krążą plotki o jego rozstaniu z włoską ekipą.

 

Domysły towarzyszą i będą zapewne towarzyszyć Ferrari przez długi czas w tym roku. Pod koniec testów w Hiszpanii Międzynarodowa Federacja Samochodowa (FIA) wystosowała enigmatyczny komunikat o ugodzie z ekipą dotyczącej ich jednostki napędowej stosowanej w 2019 roku. Siedem zespołów złożyło skargę do FIA. Domaga się pełnej transparentności wyników śledztwa i wskazania ewentualnych nieprawidłowości we włoskim silniku.

 

Trwa wymiana komunikatów i spekulacje na temat informatora, który zdradził sekrety Ferrari, lecz nie może zeznawać w sądzie. Sprawa jest rozwojowa i w najgorszym wypadku może skończyć się olbrzymim skandalem. W pewnym sensie konsekwencją tej sytuacji jest fakt, że waga samochodów w tym sezonie wzrosła o kilogram - do 746kg. Powodem jest drugi czujnik pomiaru przepływu paliwa. Na domiar złego sytuacja Włoch, w związku z epidemią koronawirusa, mocno dotyka zespół. Siedziba Ferrari jest blisko epicentrum włoskiego ogniska choroby.

 

ZOBACZ TAKŻE: Jest wynik testu na obecność koronawirusa u Mbappe

 

RED BULL

 

Samochód RB16 ze swoją wysublimowaną aerodynamicznie boczną sekcją i skomplikowanym dyfuzorem budowany był według nowej filozofii. W erze hybrydowej inżynierowie z Milton Keynes mieli problem z przygotowaniem konkurencyjnego auta na pierwsze wyścigi sezonu. Szef zespołu Christian Horner zapewnia, że tym razem ma być inaczej. W sukurs przychodzi też Honda.

 

Nowa jednostka napędowa Japończyków ma obniżony środek ciężkości, jest bardzo wytrzymała i mocą jeszcze bliżej konkurencji. Cała uwaga skupiona jest na Verstappenie. Max związał się na długi okres z Red Bullem. W 2020 roku ma ostatnią szansę na zostanie najmłodszym mistrzem świata w historii. Ten cel jest realny. Wydaje się, że Red Bull ma w tym roku narzędzia do skutecznej walki z Mercedesem. Ciekawe też będzie zobaczyć, jak poradzi sobie Alex Albon, w swoim pierwszym pełnym sezonie startów dla Red Bull Racing.

 

McLAREN

 

W odradzającym się McLarenie istotą jest metodyczna, konsekwentna praca, która daje efekty. W 2019 roku świetne połączenie kierowców - Carlos Sainz i Lando Norris, mądre zarządzanie Zaka Browna i Andreasa Siedla, dodało zespołowi tego, czego brakowało – atmosfery spokojnej, dobrze zorganizowanej pracy. Czwarte miejsce na koniec poprzedniego sezonu nie było przypadkowe. Ekipa z Woking dominowała za plecami wielkiej trójki. Brakuje im ostatniego, najtrudniejszego kroku, który pozwoli przełamać siedmioletnie oczekiwanie na zwycięstwo.

 

Czy nowy, agresywny aerodynamicznie MCL 35 jest autem zdolnym, by przybliżyć się do czołówki i odskoczyć od rywali? Lando Norris nie ma złudzeń. McLaren wciąż nie może konkurować z Mercedesem, ale jest zdecydowanie lepszy od poprzednika. Co ważne - jest jasne dla wszystkich, które obszary wymagają poprawy. To znacznie ułatwia prace rozwojowe.

 

ZOBACZ TAKŻE: Skróty wtorkowych meczów 1/8 finału Ligi Mistrzów 

 

RENAULT

 

Wielkie ambicje Renault w 2019 roku spłonęły w rzeczywistości walk z niewydajnym aerodynamiczne autem i błędami strategicznymi. Nie bez wpływu na atmosferę w ekipie były afery związane z prezesem francuskiego koncernu Carlosem Ghosnem. Tegoroczna prezentacja, bez pokazania auta, także wywołała poruszenie. Na obalenie teorii o niegotowym samochodzie R.S. 20 wyjechał na tor podczas dni zdjęciowych.

 

Szef ekipy Cyril Abiteboul jest zadowolony z faktu, że struktury zarządzające koncernem zostały unormowane. W lipcu na fotelu prezesa Renault zasiądzie Luca De Meo. Tymczasem w zespole otwarcie już mówi się o skupieniu uwagi na rewolucyjnym, jeśli chodzi o przepisy, sezonie 2021. Jednakże zdecydowanie lepsze od poprzednika auto, przygotowane na ten sezon i znacznie spokojniejsza praca ekipy mają przekonać Daniela Ricciardo do przedłużenia kontraktu z ekipą.

 

U jego boku ścigać się będzie utalentowany Esteban Ocon. Po roku bycia rezerwowym w Mercedesie, Ocon ma ogromne ambicje i chęć pokazania się. Skład kierowców Renault ma bardzo dobry. Jeśli model R.S.20 spełni pokładane w nim nadzieje, francuska ekipa może realnie myśleć o powrocie na czwarte miejsce w końcowej klasyfikacji sezonu.  

 

ALPHA TAURI

 

Głośna prezentacja w Salzbrugu pokazała nowe barwy zespołu, który jeszcze do niedawna nosił nazwę Toro Rosso. Kibice będą oswajać się z nazwą linii odzieżowej Red Bulla, a pierwsze auto pod nazwą Alpha Tauri nosi wyraźne zapożyczenia z ubiegłorocznego samochodu Red Bulla. Po fantastycznym dla malutkiej ekipy sezonie 2019, gdzie Daniił Kwiat i Pierre Gasly stanęli na podium, teraz przyszła kolej na ambitny plan walki o piąte miejsce na koniec sezonu. Szef Franz Tost liczy na to, że jego zespół będzie czarnym koniem rywalizacji. Niemniej to miano przypadnie chyba innej stajni.

 

RACING POINT

 

Różowy Mercedes, bo tak nazywany jest pogardliwie RP 20, wywołał niemałą sensację podczas przedsezonowych testów pod Barceloną. Ileż to obrazów i porównań do Mercedesa z 2019 roku przewinęło się przez media. Nie zmienia to faktu, że nowe auto Racing Point jest szybkie i jeśli ktoś może zaskoczyć konkurencję już Australii to właśnie ten zespół. Uśmiech nie schodzi z ust kierowców Sergio Pereza i Lance'a Strolla.

 

Dyrektor techniczny ekipy Andrew Green przypomina, że w 2016 i 2017 roku, przy mocno ograniczonym budżecie ten zespół kończył, jeszcze jako Force India,  sezony na czwartej pozycji. Tym bardziej może to zrobić teraz, gdy finanse są stabilne, a infrastruktura mocno dofinansowana przez właściciela Lawrence'a Strolla. Rzeczony często podróżuje ostatnio z szefem Mercedesa Toto Wolffem i już szykuje grunt pod zmianę nazwy stajni. Ekipa zaczynała jako Jordan. Wraz ze zmianami właścicieli figurowała pod markami Midland, Spyker, Force India, a teraz Racing Point. Od 2021 roku dzięki Strollowi do Formuły 1 powróci Aston Martin.

 

ALFA ROMEO

 

Na ten zespół skierowane będą oczy fanów Roberta Kubicy. Na początku roku Polak oficjalnie został potwierdzony jako rezerwowy kierowca zespołu, a PKN Orlen sponsor tytularny. To sentymentalny powrót Roberta do siedziby Saubera w Hinwill, gdzie w 2006 roku zaczęła się jego przygoda z Formułą 1.

 

W Walentynki kibicom ukazał się C39. Samochód, którym Kimi Raikkonen i Antonio Giovinazzi powalczą o punkty. W poprzednim sezonie Alfa była szybka na prostych, lecz koszmarnie prowadziła się na średnich i wolnych zakrętach. Dodatkowo rozwój samochodu w drugiej części sezonu był słaby. 2021 rok będzie testem, czy w tym aspekcie nastąpiła znacząca poprawa. Duża w tym rola właśnie Kubicy.

 

Warto jednak pamiętać, że dopracowanie i odpowiednia kalibracja nowego symulatora zespołu może potrwać nawet półtora roku. Robert oprócz pracy na zapleczu, powinien także pojawić się za kierownicą w wybrane piątki podczas treningów. Już w testach zimowych miał okazję dwukrotnie próbować nową konstrukcję zespołu, a jego uwagi według słów Frederic'a Vasseur'a były bardzo pożyteczne. Sam Robert także podkreślał, jak bardzo prowadzenie Alfy różni się od ubiegłorocznych wrażeń za sterami Williamsa. Nowa konstrukcja nie sprawiała problemów podczas testów i momentami była szybka. Czy na tyle, by realnie myśleć o walce z McLarenem, Racing Point i Renault?

 

HAAS

 

Czas próby dla amerykańskiego zespołu. Powrócili do klasycznych barw i nadziei, że koszmar z autem w 2019 roku, już nigdy się nie powtórzy. Presja oczekiwań przed Kevinem Magnussenem i Romainem Grosjeanem jest ogromna. Właściciel stajni Gene Haas jednoznacznie stwierdził, że początek sezonu zdecyduje o jej przyszłości. Jeśli VF20 nie będzie konkurencyjną konstrukcją, dni ekipy będą policzone.

 

WILLIAMS

 

Jaka to była odmiana, gdy FW43 Williamsa, jako pierwszy samochód pojawił się na końcu alei serwisowej, tuż przed początkiem zimowych testów. Legendarny projektant Gary Anderson jest zdania, że nowa konstrukcja zespołu z Grove wciąż wygląda na tle rywali jak auto z innej epoki. Widać też gołym okiem, że jest to konstrukcja, która nie mogła pochłonąć wielkich nakładów finansowych.

 

Jednak George Russell, który przeżył dramat pierwszych tygodni poprzedniego sezonu, nie ma wątpliwości, że sytuacja jest diametralnie różna. Zresztą podczas testów przed sezonem widać było, że szybko pojawiały się nowe części, a samochód nie odstawał tak dramatycznie od konkurencji. Claire Williams nie kryła zadowolenia z pracy zespołu i faktu, że jedyne awarie, jakie się przytrafiły, były spowodowane defektami jednostki napędowej. George Russell jest w tym roku liderem zespołu. Czas udowodnić, że rzeczywiście jest talentem na miarę Charlesa Leclerca. W Williamsie towarzyszyć mu będzie jedyny debiutant w stawce kierowców Nicholas Latifi. Wicemistrz Formuły 2 spełnia swoje marzenie, przy okazji dzięki swoim sponsorom, mocno poprawia sytuację finansową najsłabszej ekipy w stawce.

 

Raport dotyczący koronawirusa TUTAJ

 

Raport dotyczący koronawirusa w sporcie TUTAJ

Krystian Sobierajski, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze