34 lata temu polscy hokeiści pokonali mistrzów świata. „Zwycięskie” zdjęcie musiało zostać zniszczone

Zimowe
34 lata temu polscy hokeiści pokonali mistrzów świata. „Zwycięskie” zdjęcie musiało zostać zniszczone
fot. PAP
Podczas MŚ w Moskwie Biało-Czerwoni pokonali broniącą tytułu Czechosłowację 2:1.

Wygrany 6:4 mecz ze Związkiem Radzieckim na mistrzostwach świata w Katowicach w 1976 roku pozostaje jednym z najważniejszych meczów w historii polskiego sportu. Mało kto pamięta, że dziesięć lat później polscy hokeiści odnieśli równie sensacyjne zwycięstwo. Podczas MŚ w Moskwie Biało-Czerwoni pokonali broniącą tytułu Czechosłowację 2:1. W niedzielę minęła 34. rocznica tego wydarzenia.

Międzynarodowa Federacja Hokeja na Lodzie (IIHF) na 100-lecie istnienia opublikowała listę 100 najważniejszych wydarzeń w historii tej dyscypliny. Tym najważniejszym był „Cud na lodzie”, czyli sensacyjne zwycięstwo Stanów Zjednoczonych z ZSRR 4:3 w finale igrzysk olimpijskich w Lake Placid, które dało Amerykanom złoty medal.

 

Na 39. miejscu znalazła się sensacyjna wygrana reprezentacji Polski ze Związkiem Radzieckim na mistrzostwach świata w Katowicach. 8 kwietnia 1976 roku Biało-Czerwoni pokonali w Spodku legendarną „Krasnają maszinę” 6:4.


Nigdy wcześniej…

 

Nigdy wcześniej, w żadnym meczu, Polakom nie udało się pokonać „Sbornej”. Związek Radziecki był wówczas aktualnym mistrzem świata i olimpijskim. Niestety, mimo wygranej naszej drużynie nie udało się wówczas utrzymać w elicie światowego hokeja.

 

Niemal dziesięć lat później Biało - Czerwoni odnieśli równe sensacyjne zwycięstwo jak to w „Spodku”. 12 kwietnia 1986 roku na mistrzostwach świata grupy A w Moskwie, Polacy pokonali ówczesnych obrońców tytułu i aktualnych wicemistrzów olimpijskich Czechosłowację 2:1. Zarówno mecz z ZSRR jak i ten z Czechosłowacją w 1986 roku był rozgrywany na inauguracje turnieju, a w naszym zespole w obu tych spotkaniach wystąpili Henryk Gruth i Andrzej Zabawa.

 

- Turniej w 1976 roku był rozgrywany w Katowicach. Graliśmy w wypełnionym po brzegi Spodku i w dodatku przeciwko Związkowi Radzieckiemu - przypomina tamten mecz Henryk Gruth, grający na obronie wychowanek GKS-u Tychy. - Nie mogę się jednak pogodzić z tym, że ten wygrany mecz z Czechosłowacją praktycznie przeszedł w Polsce praktycznie bez echa.

 

- Związek Radziecki to był Związek Radziecki. Wiadomo, że w tamtym okresie dochodziły też polityczne sprawy. Z Czechami grało się inaczej, trochę jak z braćmi. Brataliśmy się przeciwko drużynie radzieckiej - podkreśla Jerzy Christ - były napastnik reprezentacji Polski. - W 1976 roku turniej rozgrywany był w Polsce. Mecz z Czechosłowacją graliśmy na obcym terenie. Mało tego, to była Moskwa.

 

- Jeżeli chodzi o sportowy poziom obu tych meczów, to był taki sam. W W jednym i drugim pokonaliśmy mistrzów świata, a dodatkowo z Czechosłowacją nie graliśmy przed własną publicznością - podkreśla Gruth.

 

36 meczów i tylko dwa zwycięstwa

 

Do meczu na mistrzostwach świata w Moskwie w 1986 roku reprezentacja Polski mierzyła się z Czechosłowacją 36 razy, z czego po dwa mecze wygrała i zremisowała, a pozostałe kończyły się zwycięstwem naszych południowych sąsiadów.

 

Warto dodać, że praktycznie wygraliśmy z nimi tylko jedno spotkanie, gdy 23 stycznia 1926 roku pokonaliśmy w Pradze towarzysko Czechosłowaków 1:0 po bramce zdobytej przez Aleksandra Tupalskiego.

 

Ta druga wygrana to efekt walkoweru za mecz rozegrany na igrzyskach olimpijskich w Insbrucku w 1976 roku. 23 lutego 1976 roku Polacy na lodzie przegrali z Czechosłowacją 1:7, ale wynik meczu został zweryfikowany na korzyść naszej drużyny (wynik 1:0), gdyż u Františka Pospíšila wykryto niedozwolony środek dopingujący. Jako ciekawostkę dodajmy, że mimo walkoweru, Polakom nie przyznano wówczas dwóch punktów za zwycięstwo, ale wynik utrzymano jako wygrana 1:0.

 

- Jadąc na mistrzostwa świata do Moskwy byliśmy dobrze przygotowani do tego turnieju - zapewnia napastnik Krystian Sikorski. - Mieliśmy jeden główny cel, utrzymać się w grupie A. Wiedzieliśmy, że aby tego dokonać to trzeba będzie wygrać z RFN-em - dodaje.

 

- Trenerzy Leszek Lejczyk i Jerzy Mruk bardzo dużo czasu poświęcili abyśmy do Moskwy pojechali w jak najlepszej dyspozycji - wspomina bramkarz Franciszek Kukla.

 

Mistrz świata kontra beniaminek


12 kwietnia 1986 pierwszym rywalem Polaków była reprezentacja Czechosłowacji, która rok wcześniej u siebie w Pradze pod wodzą Ludka Bukača zdobyła szósty w historii złoty medal. W Moskwie trenerem drużyny był Ján Starší. Biało-Czerwoni byli beniaminkiem turnieju, po tym, jak rok wcześniej wygrali w szwajcarskim Fryburgu mistrzostwa świata grupy B.

 

- Do takich meczów jak ten z Czechosłowacją podchodziło się tylko w jeden sposób, aby przede wszystkim dobrze zagrać w obronie - podkreśla Gruth. - Często było tylko kwestią, w jakim stosunku przegramy te starcia z najlepszymi drużynami na świecie. Nie byliśmy tak dobrzy fizycznie oraz technicznie, więc z takimi przeciwnikami grało nam się zawsze trudno.

 

Franciszek Kukla (bramkarz): - Czy była trema? Trema przechodzi w momencie gdy wchodzę na lód. Tak samo jak aktor kiedy wchodzi na scenę. Jeśli masz tremę, to zmień profesję, bo się do tego po prostu nie nadajesz - podkreśla.

 

Po pierwszej tercji na zero...

 

Krystian Sikorski (napastnik): - Mecz z Czechosłowacją układał się po naszej myśli od samego początku. Czesi nas trochę zlekceważyli. Nie grali na sto procent. Myśleli, że kiedyś te bramki dla nich prędzej czy później wpadną.

 

Henryk Gruth (obrońca): - Od początku mieliśmy założenia taktyczne oparte przede wszystkim na grze defensywnej. Jadąc na mistrzostwa świata grupy A, wiadomo było, że gramy z kontry. Nasz system opierał się na ustawieniu 1-4, czy w trochę rozszerzonej wersji 1-2-2, polegał na tym, że nie prowadziliśmy gry. Skupiliśmy się na tym, aby tę grę „psuć” przeciwnikowi, zwłaszcza w tercji środkowej, zamykając mu drogę do własnej bramki. To był nasz system, który rok wcześniej dał nam sukces we Fryburgu.

 

Christ „rozhulał się” po raz pierwszy w 38 minucie...

 

Sikorski: - Przed drugą tercją wynik był bezbramkowy i zdawaliśmy sobie sprawę, że teraz na nas „ruszą”. Graliśmy tylko swoje, nie robiliśmy żadnych manewrów, że graliśmy do przodu. Nic z tych rzeczy. Graliśmy z kontry i czekaliśmy tylko na błąd przeciwnika.

 

Christ: - Pamiętam przy pierwszej bramce jak fantastycznie „gumę” dograł mi Krystian Sikorski. Byłem rozpędzony i tak to szybko wszystko poszło, że nie było nawet czasu o tym myśleć. To była końcówka drugiej tercji i wyszliśmy na prowadzenie. Nie myśleliśmy wtedy o wygranej, bo z Czechosłowacją zazwyczaj przegrywaliśmy różnicą ośmiu czy dziesięciu bramek.

 

Sikorski: - Udało się wyprowadzić taką kontrę po której Jurek Christ strzelił pięknego gola. Czesi zaczęli panikować. Popełniali bardzo dużo błędów. Zaczęli się między sobą kłócić. Padały słowa, które w trakcie meczu nie powinny mieć miejsca. Nam to wszystko było na rękę.

 

„Profesor Sierotka” podwyższył w 44 minucie


Christ: - Dopiero po drugiej tercji się rozkręciliśmy. W większości takich meczów bardzo dobrze gra jedna lub dwie piątki. Ewentualnie „dzień konia” ma bramkarz, lub któryś napastnik. A wtedy zagrało wszystko. Dosłownie. Wszystkie cztery formacje grały koncertowo. Nie mieliśmy słabszego punktu.

 

Sikorski: - Wychodziliśmy na trzecia tercję skoncentrowani „na maksa”. Zaledwie kilka minut po wznowieniu gry, kapitalnym rajdem popisał się Jurek Christ i pięknym strzałem pokonał Šindela. Prowadziliśmy 2:0!

CZYTAJ TEŻ: Znamy już (prawie) wszystkich uczestników Ligi Mistrzów

 

Christ: - Sprinterem to ja nigdy nie byłem. Owszem, jak się „rozhulałem” to ciężko mnie było zatrzymać. Byłem wysoki i ciężki, więc nie byłem „szybkościowcem”, takim jak choćby Wiesiek Jobczyk czy Krystian Sikorski. Ale faktycznie, czasami ciężko mnie było dogonić. Uśmiecham się, ale faktycznie - wtedy też mocniej wcisnąłem pedał gazu.

 

Kukla: - Jurek Christ to był „Profesor Sierotka”. Umiał „zrobić” dwóch, trzech zawodników i podać „laufrem” do kolegi.

 

Christ: - „Laufrem”, czyli przechytrzyć rywala i zagrać obok niego, na tyle dokładnie, żeby krążek trafił do kolegi z drużyny.

 

Sikorski: - Kiedyś mówiono, że gdzie Christ nie może, to Sikorski i Stebnicki dopomoże. Wszyscy trzej byliśmy jak rodzina. Zresztą wspólnie od lat tworzyliśmy jeden atak w Polonii Bytom. W kadrze graliśmy jedną formacją klubową. Znaliśmy się na pamięć. Każdy z nas o drugim wiedział dosłownie wszystko i doskonale przewidywał gdzie zagrać, albo jak się ustawić.

 

Emocje w końcówce

 

Kukla: - Na dziesięć minut przed końcem gola kontaktowego strzelił Pertr Rosol. Ostatnie chwilę to była dramaturgia! Na sekundy przed końcową syreną Růžička lub Rosol znalazł się ze mną w sytuacji sam na sam, „zrobił” mnie, ale byłem „spryciarzem”. Uciekł mi na prawą stronę, ale jakimś cudem zdołałem uderzyć go w kij na tyle dobrze, że nie trafił czysto w krążek.

 

Christ: - Mecz z Czechosłowacją to był mecz Kukli. Nie mój, a Franka. Franka i całej drużyny. To on w bramce dokonywał cudów. Bramki mógł strzelać każdy, a zatrzymać aktualnych mistrzów świata mógł tylko on. I zrobił to! Nawet leżąc na lodzie łapał krążki, które leciały pod poprzeczkę.

 

Sikorski - W końcówce Czesi wycofali bramkarza i nasza piątka miała jeszcze okazje strzelić gola, ale Jurek Christ nie trafił do pustej bramki. To nie było tak, że nie wytrzymał nerwowo, robiliśmy wszystko, aby przede wszystkim wybić krążek z naszej tercji. Wtedy nikt z nas nie myślał, żeby strzelić trzeciego gola. Najważniejsze było, aby tego gola przede wszystkim nie stracić. Zaraz po meczu usiedliśmy sobie w szatni i nikt z nas nie dowierzał czego dokonaliśmy. Co to się stało. Na początku w szatni była jedna, wielka cisza. Każdy siedział i niedowierzał. Naprawdę. Dosłownie nie-do-wie-rzał! Po chwili dopiero ktoś krzyknął i zaczęła się radość.

 

Zdjęcie, którego nie było...

 

Gruth; - Franek bronił kapitalnie, Jurek strzelił dwa gole, ale za tym sukcesem stała drużyna. Graliśmy wszyscy jak jeden, dla jednego celu. Na początku meczu był to cel, aby stracić jak najmniej bramek. Kiedy w trzeciej tercji zaczęliśmy wierzyć, że może się uda dowieźć ten wynik do końca, to graliśmy z ogromnym poświęceniem i udało się to osiągnąć. Jeszcze długo po meczu Czesi byli w szoku. Byli tak jakby na wpół obrażeni, że jak oni mogli z nami przegrać i na wpół źli na siebie, że mogli do tego dopuścić. Zaczęli się kłócić między sobą. Tak naprawdę myśmy dopiero pod koniec meczu uwierzyli w to, że możemy to spotkanie wygrać.

 

Sikorski: - Jeden ze szwedzkich dziennikarzy poprosił o krótki wywiad Jurka Christa, który oprócz Franka Kukli był bohaterem tego spotkania. Po wywiadzie poprosił żeby Jurek stanął do zdjęcia i zrobił znak „Victory”.

 

Christ: - Pamiętam, jak ten dziennikarz ze Szwecji wziął mnie na rozmowę. Nasz kierownik i wiceprezes związku Stanisław Rączy, zresztą także był z Bytomia, wziął go do szatni i kazał mu oddać ten film. Trochę to trwało, ale wreszcie zniszczył go, zaklął i wyszedł z szatni. Pan Rączy potem przy każdym spotkaniu mi powtarzał: „Czy Ty wiesz, co mi zawdzięczasz?”. Ja w ogóle sobie z tego nie zdawałem sprawy. Z partią i polityką nigdy nie miałem nic wspólnego. Byłem tylko sportowcem.

 

Sikorski: - Gdyby to zdjęcie, zrobione zresztą w Moskwie, zobaczył cały świat, to ten gest zwycięstwa, mógł być źle odebrany. Coś w stylu słynnego „gestu Kozakiewicza”, zresztą też w Moskwie, tylko podczas igrzysk. Szwedzki dziennikarz był wściekły. Musiał cały film naświetlić i dopiero mógł wyjść z szatni. Może przez to, że ten Szwed tego zdjęcia nie ujawnił, to mogło to Jurkowi uratować karierę.

 

90 strzałów w sześćdziesiąt minut

 

Kukla: - W Moskwie wszedłem w taki trans, że broniłem wszystko co leciało w bramkę i nawet poza nią. Po meczu trener Mruk mówił, że Czesi oddali łącznie dziewięćdziesiąt strzałów. Średnio trzy strzały na minutę. A mi normalnie tego dnia wszystko wychodziło.

 

Sikorski: - Po meczu dowiedzieliśmy się, że u naszych rywali było bardzo nerwowo. Czesi pokłócili się ze Słowakami i nie działo się tam zbyt dobrze. To było widać. Każdy próbował grać na swoje „kopyto”. To doprowadziło do tego, że oni na tych mistrzostwach nie odegrali praktycznie żadnej roli. W tej drugiej rundzie zamiast o medale, to musieli walczyć o utrzymanie.

 

Kukla: - Po meczu byłem tak wycieńczony jak koń po „Wielkiej Pardubickiej”. Wiem co mówię, bo raz widziałem tę gonitwę i wtedy czułem się jak te konie po tym wyścigu.

 

Mimo wygranej, Polakom przyszło walczyć o utrzymanie

 

Kukla: - Następnego dnia niepotrzebnie zagrałem ze Stanami Zjednoczonymi. Byłem tak zmęczony tym meczem z Czechosłowacją, że nie zdążyłem się odpowiednio zregenerować. Mogłem odpuścić sobie ten mecz, ale ambicja mi na to nie pozwoliła. Dostaliśmy sromotne lanie od USA.

 

Christ: - Zagraliśmy świetny mecz z Czechosłowacją. Później na tym turnieju w Moskwie graliśmy ze Związkiem Radzieckim i to spotkanie było jednym z naszych najlepszych przeciwko „Sbornej”. Przegraliśmy z nimi 2:7, co jak na mecz z ZSRR był naprawdę przyzwoitym wynikiem, do tego popartym naszą całkiem niezłą grą.

 

Gruth: - Pamiętam, że na moich pierwszych mistrzostwach świata seniorów w 1975 roku w Monachium, gdy graliśmy ze Związkiem Radzieckim, „Sborna” potraktowała nas delikatnie. Wynik był niski i w jednej akcji na pełnej prędkości Jurek Potz zaatakował ciałem kapitana ich drużyny Michajłowa. On tylko wstał, otrzepał się i powiedział „no dawaj”. Jak zaczęli od wznowienia, to w ciągu kilku zaledwie minut zaaplikowali nam kilka goli. I dali nam do zrozumienia kto tu rządzi. Dlatego w meczach przeciwko Związkowi Radzieckiemu staraliśmy się ich za bardzo nie „rozjuszać”, żeby oni nam tych bramek nie załadowali dużo, dużo więcej.

 

Gruth: - Przegraliśmy z Finlandią 2:4. Życzyłbym aby taki wynik obecnie osiągałaby nasza reprezentacja. Ten mecz był bardzo wyrównany i do samego końca byliśmy w grze. Jak się później okazało Finowie byli bliscy zdobycia brązowego medalu. Walkę o podium przegrali z Kanadyjczykami zaledwie o punkt.

 

Walka o utrzymanie z dobrym znajomym

 

Gruth: - Dla Czechosłowaków ta porażka z nami miała kolosalne znaczenie. Nie udało im się załapać do grupy mistrzowskiej i podobnie jak i my, musieli grać o utrzymanie. Drugi mecz z Czechosłowacją, ten o utrzymanie był praktycznie do jednej bramki. Wyładowali sobie na nas całą tę złość za tamtą porażkę na inaugurację. Zagrali z nami na pełnych obrotach od samego początku i wyglądało to jakby grali w finale.

Kukla: - Zazwyczaj ten ostatni mecz na mistrzostwach decydował o naszym utrzymaniu i najczęściej o pozostanie w elicie walczyliśmy z RFN-em.

 

Christ: Z nimi zawsze graliśmy „fifty-fifty”. Oni mieli kilku naturalizowanych Kanadyjczyków. Ja ich nazywałem „zniemczonych”. Ale faktycznie, to właśnie oni „robili” im grę. Wprawdzie ich liga była mocniejsza i zdecydowanie lepiej płatna niż nasza, to jednak zawsze graliśmy z nimi jak równy z równym.

 

Sikorski: - Potrzebowaliśmy zwycięstwa, aby się utrzymać. Niestety, do pełni szczęścia zabrakło nam tylko jednego gola. Nie będę kłamał, że sędziowie nas źle potraktowali, ale w przeciwieństwie do naszych rywali karali nas za bardzo skrupulatnie.

 

Zabrakło jednego gola...

 

Gruth: - Mecz z RFN-em zakończył się remisem 5:5. Wynik był na styku do ostatniej minuty. Pamiętam, ze mieliśmy kilka sytuacji i zabrakło nam odrobiny szczęścia, aby się utrzymać w elicie.

 

Sikorski: - Gdyby po takim meczu jak ten z Czechosłowacją udało nam się utrzymać w grupie „A”, to byłby to „mega” sukces. Bolał nas ten spadek, wygraliśmy z obrońcami tytułu, a w decydującym meczu zabrakło nam gola, aby pozostać w grupie A.

 

Gruth: - To że spadliśmy z Elity w 1986 roku nie oznacza, że byliśmy najsłabszą drużyną na turnieju w Moskwie. Rok później awansowaliśmy z powrotem do grupy A. W tamtym czasie taki był poziom naszego hokeja, że balansowaliśmy pomiędzy grupą A i B. Należy pamiętać, że wówczas w grupie A grało tylko 8 drużyn.

 

- Kukla: - W historii polskiego hokeja to była jedna z najlepszych drużyn i kolektywów. To był autorski zespół, który stworzyli trenerzy Mruk i Lejczyk.

 

Sikorski: - Ten wygrany mecz z Czechosłowacją należy zaliczyć do spotkań, które zostaną w naszej pamięci do końca życia. Taki mecz zdarza się raz na jakiś czas. Drużyna, która była zdana tylko na walkę o utrzymanie w elicie, wygrywa mecz z taką potęgą, jaką była wówczas Czechosłowacja. To było dla nas niesamowitym wydarzeniem. Dla mnie było to jedno z najważniejszych zwycięstw w mojej karierze.

 

WYNIKI: 12 kwietnia 1986 (MŚ gr. A w Moskwie)”

 

Polska - Czechosłowacja 2:1 (0:0, 1:0, 1:1).


Bramki: Jerzy Christ (38’, 44’) - Petr Rosol (50’).
Widzów: 7200.

 

Polska: Franciszek Kukla (Polonia Bytom), rez. Andrzej Hanisz (Naprzód Janów) – Ludwik Synowiec (GKS Tychy), Henryk Gruth (EHG Zurich), Robert Szopiński (Podhale Nowy Targ), Andrzej Kądziołka (Polonia Bytom), Andrzej Świątek (Zagłębie Sosnowiec), Marek Cholewa (Zagłębie Sosnowiec) – Roman Steblecki (Cracovia), Bogdan Pawlik (Cracovia), Krzysztof Podsiadło (Zagłębie Sosnowiec), Henryk Pytel (EV Landshut), Jarosław Morawiecki (Zagłębie Sosnowiec), Andrzej Zabawa (Zagłębie Sosnowiec), Leszek Jachna (Podhale Nowy Targ), Jan Stopczyk (ŁKS Łódź), Piotr Kwasigroch (Naprzód Janów), Krystian Sikorski (Polonia Bytom), Jerzy Christ (Polonia Bytom), Marek Stebnicki (Polonia Bytom). Ponadto na MŚ w Moskwie grali jeszcze: Andrzej Ujwary (Podhale Nowy Targ), Janusz Wielgus (GKS Katowice).

Trener: Leszek Lejczyk.

Asystent: Jerzy Mruk.

 

Czechosłowacja: Jaromír Šindel, rez. Dominik Hašek - Mojmir Božík, Jaroslav Benák, Peter Slanina, Arnold Kadlec, Antonin Stavjaňa, František Musil - Jiří Lála, Darius Rusnák, František Procházka - Petr Rosol, Vladimir Růžička, Jiří Hrdina - Michal Pivoňka, Jan Vodila, Milan Staš - Vladimir Caldr, Dusan Pašek, Jiří Šejba. Ponadto grali: Igor Liba, Vladimir Svitek.

Trener: Ján Starší.

 

Pozostałe mecze Polaków na MŚ w Moskwie (1986):

 

13 kwietnia 1986: Polska - USA 2:7 (0:1, 1:2, 1:4). Bramki dla Polaków: Andrzej Kądziołka (34’), Henryk Gruth (48’).

15 kwietnia 1986: Polska - ZSRR 2:7 (0:2, 0:3, 2:2). Bramki dla Polaków: Leszek Jachna (57’), Andrzej Zabawa (60’).

16 kwietnia 1986: Polska - Kanada 3:8 (1:2, 0:6, 2:0). Bramki dla Polaków: Henryk Pyel (13’, 41’), Janusz Wielgus (57’).

18 kwietnia 1986: Polska - Finlandia 2:4 (1:2, 1:1, 0:1). Bramki dla Polaków: Andrzej Zabawa (12’), Andrzej Ujwary (23’).

19 kwietnia 1986: Polska - Szwecja 3:12 (1:4, 1:2, 1:6). Bramki dla Polaków: Jan Stopczyk (39’, 58’), Marek Cholewa (3’).

21 kwietnia 1986: Polska - RFN 1:4 (0:0, 1:3, 0:1). Bramka dla Polski: Andrzej Zabawa (32’).

 

GRUPA SPADKOWA:

 

23 kwietnia 1986: Polska - Czechosłowacja 1:8 (0:1, 1:4, 0:3). Bramka dla Polski: Roman Steblecki (23’).

25 kwietnia 1986: Polska -USA 5:7 (2:1, 2:3, 1;3). Bramki dla Polaków: Jerzy Christ (25’, 55’), Marek Stebnicki (8’), Jarosław Morawiecki (8’), Piotr Kwasigroch (34’).

27 kwietnia 1986: Polska - RFN 5:5 (1:4, 1:0, 3:1). Bramki dla Polaków: Marek Stebnicki (33’ 45’), Jerzy Christ (14’), Krystian Sikorski (44’), Andrzej Zabawa (54’).

 

TABELA:

 

GRUPA MISTRZOWSKA:

ZESPÓŁ M. PKT. WYGRANE REMISY PORAŻKI BRAMKI
1. ZSRR 3 6 3 0 0 18 - 6
2. SZWECJA 3 3 1 1 1 12 - 12
3. KANADA 3 2 1 0 2 13 - 16
4. FINLANDIA 3 1 0 1 2 7 - 16


GRUPA SPADKOWA:
ZESPÓŁ M. PKT. WYGRANE REMISY PORAŻKI BRAMKI
5. CSRS 10 11 5 1 4 38 - 21
6. USA 10 8 4 0 6 37 - 40
7. RFN 10 5 2 1 7 23 - 52
8. POLSKA 10 3 1 1 8 26 - 53

Grzegorz Michalewski, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze