Dziekanowski: Reprezentacja Polski to nie reality show czy areszt na Rakowieckiej

Piłka nożna
Dziekanowski: Reprezentacja Polski to nie reality show czy areszt na Rakowieckiej
fot. PAP
Jerzy Brzęczek i Dariusz Dziekanowski.

Dariusz Dziekanowski bardzo ostro krytykuje film „Niekochani” wyprodukowany przez należący do PZPN kanał „Łączy nas Piłka”. W filmie trener naszej kadry Jerzy Brzęczek często „rzuca mięsem”. - Reprezentacja Polski to nie reality show. Nie musimy tego pokazywać kibicom – mówi były świetny piłkarz, dziś ekspert Polsatu Sport. Ale nie tylko o filmie rozmawiamy z „Dziekanem”. Czy Brzęczek powinien zostać do Euro? Co dalej z Ekstraklasą? Czy piłka się zmieni?

Robert Małolepszy: Bardzo ostro skrytykował Pan na łamach „Przeglądu Sportowego” film „Niekochani”, czyli dokument kanału „Łączy nas Piłka” pokazujący kulisy pracy narodowej reprezentacji i trenera Brzęczka. Przy tej pracy pada dużo niecenzuralnych słów. Nazwał Pan tę produkcję „NRD-owską pornografią”. Panu nie zdarza się czasem rzucić mocniejszym słowem?


Dariusz Dziekanowski: Każdemu się zdarza, ale czy to oznacza, że musimy to od razu pokazywać, promować? Reprezentacja Polski to jest nasza wizytówka. Kraju, polskiej piłki. Zawodnicy czy trener to dla wielu młodych chłopaków wzory do naśladowania. Oczywiście - w szatni czy na boisku padają mocne słowa. Ale ja wolałbym obejrzeć inne momenty, a nie te najbrzydsze. Nie tędy droga. Komuś, kto ten film zatwierdzał w PZPN, moim zdaniem zabrakło wyobraźni. A poza tym, jakie to świadectwo wystawia trenerowi?


Co ma Pan na myśli?


Ten film nie pokazuje Brzęczka jako trenera, który w szatni przed meczem czy w przerwie stara się pomóc swoim zawodnikom. Trener powinien wyciągać wnioski z tego, co się dzieje na boisku. Reagować. Na pewno to ma miejsce w rzeczywistości. Tymczasem w filmie widzimy trenera, który skupia się na tym, by opowiedzieć zawodnikom, kto ich hejtuje. Stara się namówić ich, by grali przeciwko tym hejterom. Ja bym wolałby, by oni grali nie przeciwko komuś, ale dla kogoś. Dla nas. Oczywiście - różne są sposoby motywacji zawodników, ja w swojej karierze wiele widziałem. Emocje, zwłaszcza selekcjonera, są gigantyczne. Wiadomo, że czasem wymknie się słowo na k. Ale kolejny raz powtarzam – czy my musimy to pokazywać?


Ale może taka jest właśnie prawda o tej kadrze i jej selekcjonerze?


Nie znam trenera reprezentacji kraj - nie tylko naszego - który byłby przez wszystkich wielbiony. Każdy ma swoich zwolenników, pochlebców, ale też zdecydowanych przeciwników. Jest też wielu takich kibiców czy obserwatorów, którzy w ogóle nie mają zdania i podążają za tłumem. Ale trener musi być odporny na wszystkich. Nie może ulegać emocjom, nie może dać się ponieść. Nie może ciągle żyć z przeświadczeniem, że coś tam o nim piszą czy mówią. A jak go poniesie, to nie pokazujmy tego. Bo ja się pytam - czy to był film o reprezentacji, czy o areszcie na Rakowieckiej w Warszawie? Bo język bardziej przypominał tę drugą lokalizację. Życzę trenerowi Brzęczkowi jak najlepiej, niech pracuje jak najdłużej, z sukcesami. Ale nie róbmy z jego kadry Big Brothera.


Wrócę jednak do pytania. To jaka jest prawda o naszej kadrze?


Prawda jest taka, że awansowaliśmy na Euro, wywalczyliśmy 25 punktów, zdobyliśmy 18 bramek. Ale prawdą jest też, że gdy zagraliśmy w Lidze Narodów z mocniejszymi drużynami, to nie mieliśmy za wiele do powiedzenia. Byliśmy najsłabsi w grupie. W eliminacjach graliśmy albo słabo, albo mieliśmy szczęście. Naprawdę dobrej piłki nie pokazaliśmy zbyt wiele. Jeśli już, to w meczach ze słabszymi rywalami i gdy stawka nie była już tak wielka.

CZYTAJ TEŻ: Wdowczyk: Dajmy spokojnie popracować Brzęczkowi do Euro


Powiedział Pan, że życzy Brzęczkowi jak najdłuższej pracy. Powinien zostać do przyszłorocznego Euro?


Moim zdaniem bardzo dobrą opcją jest przedłużenie kontraktu do końca tego roku.


Brzęczek nie zasłużył na zaufanie?


To nie chodzi o zaufanie, ale o wyciąganie wniosków z przeszłości. Nie tylko tej kadry. W ostatnich latach niemal zawsze pojawiało się coś w rodzaju syndromu wypalenia zawodników i trenera. Dobrze graliśmy eliminacjach, a potem na turnieju dawaliśmy ciała.


Kontrakt tylko do końca roku co może w tej sprawie zmienić?


Mam nadzieję, że wprowadzi twórczy ferment. Trener będzie musiał zaryzykować. Taka umowa pokaże, że nie ma ludzi niezastąpionych. Także wśród piłkarzy.


A może po prostu jest tak, że polską piłkę na dziś stać wyłącznie na wygranie eliminacji, a sam turniej finałowy to już dla nas za wysokie progi?


Moim zdaniem to problem odpowiedniego podejścia do turnieju. Mobilizacji. My nie potrafimy tego robić przed takimi turniejami. Jak już awansujemy, to większość zawodników, trenerów, działaczy zaczyna w lustrze widzieć kogoś innego, znacznie większego. Nie umiemy też grać na terenie neutralnym o wielką stawką. Do tego wszystkiego trzeba się przygotować. Głównie mentalnie. To jest jak z wyjściem na bal czy inną wielką, elegancką imprezę. Nie wystarczy ubrać się w garnitur, założyć krawat czy muszkę. Potem trzeba jeszcze umieć się zachować.


To czego konkretnie oczekuje Pan od Brzęczka?


Jeżeli odbędzie się Liga Narodów, chciałbym zobaczyć, że kadra idzie do przodu. Że trener Brzęczek ma koncepcję. Nie zgadzam się z opinią Darka Wdowczyka, którą wygłosił na łamach Polsatsport.pl, że możemy nawet przegrać po 0:3 z Włochami czy Holandią. Nie możemy. Chcę zobaczyć wprowadzenie do gry Sebastiana Szymańskiego, Krystiana Bielika. Chcę zobaczyć dobrze grających ze sobą, dobrze ustawionych Roberta Lewandowskiego i Arkadiusza Milika. Chcę, by zawodnicy mieli w oczach radość z tego, że grają dla nas, a nie złość na hejterów. Chcę zobaczyć kadrę, która gra na miarę możliwości piłkarzy, którzy w niej występują, a przecież co najmniej kilku z nich występuje w naprawdę dobrych klubach i odgrywa w nich poważne role. I nie chodzi tylko o Lewandowskiego, Wojciecha Szczęsnego, Kamila Glika czy Milika.


Jan Tomaszewski rzucił hasło, że trzeba natychmiast pożegnać Brzęczka, bo ta kadra ma olbrzymi potencjał, że piłkarze są lepsi niż w czasach Kazimierza Górskiego, tylko selekcjoner nie potrafi wydobyć tego potencjału.


Z opiniami Jana Tomaszewskiego trudno polemizować...


Czyli zgadza się Pan z nim zgadza.


Powiedziałem tylko, że trudno z nim polemizować.


Przesunięcie Euro o rok to dla nas dobrze czy źle?


Trudno powiedzieć. Wszyscy będą mieli ten sam problem. Bo przecież nie grają. OK - teoretycznie mamy więcej czasu na to, by wprowadzić do kadry młodych, dać jej świeżą krew. Ale kiedy i gdzie ich wprowadzać? Gdzie ci młodzi mają się rozwijać, jak ligi grają?


Czeka Pan na powrót Ekstraklasy i Fortuna 1ligi?


Pewnie, że czekam. Ale nie wiem, co z tego wyniknie. Nikt nie wie. Na razie zespoły trenują po sześciu. Wszyscy się w tym gubimy. Nie ma mądrego. Wiadomo, że wszyscy chcielibyśmy, by piłka wróciła. Ale też wiadomo, że koronawirus to nie jest żart. Ludzie umierają.

 

CZYTAJ TEŻ: Co z powrotem Ekstraklasy? Mamy komentarz rzecznika PZPN


Myśli Pan, że piłka nożna zmieni się przez koronawirusa? Wiele osób tak uważa. A z drugiej strony PSG chce zatrzymać Neymara i podobno daje mu 100 mln euro tylko za podpis na nowym kontrakcie.


Nas Polaków to nie powinno obchodzić. PSG to klub z innej planety. Ma właścicieli, których stać na wszystko. Oni zawsze będą grali w innej lidze. My musimy w futbolu liczyć teraz każdą złotówkę. Koronawirus musi wymóc większy profesjonalizm w działaniach klubu, piłkarzy, władz ligi, związku. Na pewno trzeba zacząć dbać, by w polskiej lidze nie było naszych rodzimych Neymarów.


A są?


Pewnie. I to niemało.


Jakieś nazwiska?


Wielu jest u nas piłkarzy, którzy dostają wielkie pieniądze, a nie wnoszą za dużo do gry. Mam nadzieję, że to się zmieni.


Pomoże zapis o 50% obniżce zarobków?


Obniżka była konieczna. Większość piłkarzy ją zaakceptowała. Sytuacja jest ekstremalna dla wszystkich. Zazwyczaj jest tak, że tam, gdzie kluby postępowały do tej pory fair, piłkarze zgodzili się na zmniejszenie wynagrodzeń bez problemów. Tam, gdzie nie płacono, opóźniano, nie ma teraz zaufania.


W Cracovii też?


Ma Pan na myśli sytuację z Januszem Golem? Tu było trochę inaczej. Mam przekonanie, że został on wystawiony. Chciał reprezentować całą drużynę, a okazało się, że klub woli dogadywać się indywidualnie. Takie sytuacje pokazują, że bycie kapitanem to nie tylko wyprowadzenie drużyny na mecz, wymiana proporczyka czy rzut monetą. To pokazuje też, że w Cracovii chyba nie było drużyny, a raczej zlepek piłkarzy. Bardzo międzynarodowe towarzystwo, którego raczej nic nie łączyło.

Robert Małolepszy, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze