Kowalski: Zakończenie sezonu niższych lig dobre dla wygody leniwych działaczy

Piłka nożna
Kowalski: Zakończenie sezonu niższych lig dobre dla wygody leniwych działaczy
fot. PAP
Kowalski: Zakończenie sezonu niższych lig dobre dla wygody leniwych działaczy

Rozgrywki od trzeciej ligi w dół mają być zakończone. Działacze okręgowych związków piłki nożnej uznali, ze nie ma sensu napinać się na dokończenie sezonu, który mógłby wydłużyć się do lata albo dograny zostałby jesienią. To decyzja na alibi. Lepiej nic nie robić, na nic nie czekać, wszystko pozamykać, a potem to się zobaczy. Aby dokonywać takich wyborów, naprawdę nie trzeba tęgich głów. Działaczem z taką „wizją” to może być każdy.

Co jeszcze mocniej utwierdza w przekonaniu, że kłopot z ludźmi zarządzającymi polską piłką to nie jest tylko problem najwyższych klas rozgrywkowych.

 

Pewnie, że futbol w amatorskim wydaniu nie jest globalnie tak ważny, jak w ten w ESA, pierwszej czy nawet drugiej lidze. Tu nie ma wielkich kontraktów reklamowych, transmisji telewizyjnych, wpływów z dni meczowych. Odmrożenie możliwości gry na najwyższym szczeblu zaserwowane przez rząd odbyło się w trybie nadzwyczajnym, pod wieloma obostrzeniami i finansowymi wymaganiami (testy, opieka medyczna, zapewnienie warunków izolacji). Było oczywiste, że wznowienie gry przez niższe ligi nastąpiłoby nico później, po tym jak epidemia zelżeje (wiele na to dziś wskazuje), a decyzje sanitarne pozwolą na dopuszczenie do uprawienia sportu, powiedzmy, grup kilkudziesięcioosobowych. Tutaj nikt nie mówił, że powrót do gry ma być natychmiast, że trzeba będzie na głowie stawać, aby amatorzy bądź półamatorzy (wielu zawodników na niższych szczeblach zarabia przyzwoite pieniądze, wiele klubów ma sponsorów) vmogli skończyć sezon. Jeśli nie byłoby takiej możliwości, to po prostu by się go nie skończyło. Z decyzją można było poczekać nawet miesiąc. Nikt by się nie obraził nawet, gdyby po wznowieniu trzeba było zahaczyć o kawałek wakacji albo rozgrywać mecze częściej. Argumentowanie, że zawodnicy wyjeżdżają na urlopy albo nie mogą grać wieczorami w środku tygodnia, bo mają na rano do pracy, nie są poważne. Przecież oni grają głównie dla przyjemności.

Zobacz także. Oficjalnie: Polska piłka wraca 26 maja! Legia zagra z Miedzią

 

Ale nie tylko. Wielu młodych graczy, przede wszystkim z drużyn rezerwowych zespołów ekstraklasowych czy pierwszoligowych, po prostu tam w tych niższych ligach przygotowuje się do gry na wyższym szczeblu. To są naczynia w jakiś sposób połączone, a w obecnej sytuacji, gdzie wielu droższym zawodnikom, zwłaszcza tym zagranicznym, nie będzie z czego płacić, kluby sięgną po tych, których mają pod ręką. Biorąc pod uwagę, że ich runda jesienna skończyła się w pierwszym tygodniu listopada, a nowy sezon rozpocznie się na koniec sierpnia, pozostaną oni bez gry przez dziesięć miesięcy! Prawie rok bez grania. Ze szkoleniowego punktu widzenia – katastrofa! Z jednej strony chcemy, aby nasi młodzi gracze mogli się przebijać, a jak się już zbiegiem okoliczności pojawia na to naprawdę realna szansa, zamykamy im możliwość prezentacji.

 

Ale wiadomo, nie ma sensu próbować, kombinować, działać. Jest szansa swoje nieróbstwo zasłonić pandemią, względami zdrowotnymi, to się nimi zasłaniamy. Nikt nie awansuje, nikt nie spadnie. Będzie jak było, będzie dobrze...

 

Raport dotyczący koronawirusa TUTAJ

 

Raport dotyczący koronawirusa w sporcie TUTAJ

Cezary Kowalski, Polsat Sport
Przejdź na Polsatsport.pl

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze